baner.pracdem.stary

Konkurencja Miller-Palikot – sztuczki szarlatanów

| 1 maja 2012

“Kapitalizm jest religią, jedną z najbardziej bezwzględnych, która tym, którzy mają gorzej, wmawia, że są temu winni” – Janusz Palikot, Sala Kongresowa, 1 maja.

“Dzisiaj w Sali Kongresowej spotkali się kapitaliści, którzy chcą reformować   kapitalizm, a ludzie pracy, lewica pracownicza spotkała się na ulicach Warszawy” – Leszek Miller na wiecu przed siedzibą OPZZ, 1 maja.

 Ostra konkurencja między Leszkiem Millerem i Januszem Palikotem doprowadziła do największej 1-majowej mobilizacji po 1989 roku. Po obu stronach stosowano radykalny, wręcz antykapitalistyczny język.

Gdyby ten konflikt miał miejsce zaledwie kilka lat temu, używanoby innych argumentów. Widać, że  Polska nie jest hermetycznie odcięta od reszty Europy. W niektórych krajach, m. in. w Grecji, Hiszpanii i Włoszech, masowe protesty przeciw ostrym cięciom rządowym są na porządku dziennym. W Polsce poziom walki nie jest tak wysoki, lecz oburzenie wobec rządowych ataków wyraźnie wzrasta. Stąd radykalny język liderów SLD i Ruchu Palikota.

W tej grze Miller ma jeden wielki atut  – bliskie relacje z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych,  jedną z dwóch najważniejszych central związkowych w kraju.

Co prawda, relacje te są szkodliwe dla zwykłych związkowców. SLD, kiedy jest u władzy, działa na rzecz wielkich korporacji i najbogatszych ludzi, a w opozycji nie ma żadnej strategii na walkę z “oszczędnościami” rządu – jedynie zachęca do czekania na wygraną SLD w wyborach.

 

Korzystne skutki

Jednak starcie Millera z Palikotem miało korzystne skutki.

* Dzięki ich wyścigowi lewicowej retoryki język pogardy dla kapitalistów czy mówienie o oszustwie kapitalizmu stają się powszechniejsze. Mówi się o tym w mediach, dzięki temu więcej zwykłych ludzi rozmawia o systemie. To dobrze dla autentycznych  antykapitalistów, którzy chcą wzmocnić ruch pracowniczy i dla wszystkich oburzonych niesprawiedliwościami społecznymi.

* OPZZ wykorzystał swoje organizacyjne możliwości, by zgromadzić w Warszawie pokaźną liczbę pracujących związkowców. W ostatnich latach OPZZ w pierwszomajowych obchodach był reprezentowany w znacznej mierze przez ludzi aparatu. W 2011 r. liczba uczestników pierwszomajowych obchodów była mizerna – nie było nawet pochodu. Tym razem było inaczej. A im więcej związkowców uczestniczy w protestach ulicznych, tym większa szansa, by wzrosły naciski na liderów, by przeprowadzić akcję strajkową.

Według przewodniczącego OPZZ Jana Guza związek podejmie “aktywne działania w parlamencie”, co nie brzmi zbyt bojowo. Mówił jednak również, że w najbliższych dniach zostaną zorganizowane uliczne protesty, zaznaczając, że “będziemy wzywali do ogólnopolskiego nieposłuszeństwa. Rozważamy możliwość zorganizowania ogólnopolskiego strajku”.

 

Palikot i radykalna lewica

Tradycyjnie Piotr Ikonowicz i jego zwolennicy zorganizowali własny pochód w Warszawie (Koncentrujemy się na wydarzeniach w Warszawie ponieważ  właśnie w stolicy miały miejsce największe obchody 1-majowe i najwyraźniejsze były stanowiska różnych opcji politycznych).

Ikonowicz kiedyś był liderem Polskiej Partii Socjalistycznej, potem Nowej Lewicy. Obecnie działa w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej  (KSS) dostarczając doraźnej pomocy prawnej niezamożnym ludziom i występując fizycznie w obronie eksmitowanych. Takie pracochłonne i zdeter- minowane działanie zasługuje na szacunek.

Jednak brak własnych barw politycznych nie oznacza, że Ikonowicz nie chce już zdobyć mandatu sejmowego. W 2007 r. Ikonowicz kandydował z list Samoobrony Andrzeja Leppera. Obecnie jest bliskim współpracownikiem Janusza Palikota i zapewne chce znaleźć się na przyszłych listach wyborczych jego Ruchu.

1 maja Ikonowicz poprowadził swoją demonstracje  do Pałacu Kultury, gdzie miał swoje wystąpienie na kongresie Palikota. Dobrze się stało, że część uczestników tego pochodu odmówiła uczestnictwa w kongresie, trafnie oceniając Palikota jako polityka pseudolewicowego.

Niestety, sam Ikonowicz tego nie dostrzega lub nie chce dostrzec. Wydaje się, że chce znaleźć się w Sejmie za wszelką cenę.

 

Cena zbyt wysoka

Jednak czasami cena bywa zbyt wysoka. Ikonowicz twierdzi, że będąc blisko związany z Palikotem może więcej zrobić dla zwykłych ludzi. Czy rzeczywiście?

Dobrze byłoby, gdyby ludzie pokroju Piotra Ikonowicza znaleźli się w Sejmie. Parlament jest trybuną, z której można głosić i organizować poparcie dla strajkujących pracowników oraz protestujących bezrobotnych, studentów,  lokatorów czy emerytów.

Jeśli przyjmie się jednak, że parlament jest głównym polem walki – że ważniejsze niż opór zwykłych ludzi są zakulisowe rozmowy i umowy między liderami partyjnymi (co w praktyce robi Ikonowicz) – doprowadza to do ułatwienia rządowi przeprowadzenia kolejnych cięć.

Niewątpliwie fakt, że Palikot przekazał pieniądze Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej pomaga tej orga- nizacji w jej działaniu. Z punktu widzenia Palikota opłaca mu się wydać tysiące złotych, by uwiarygodnić się w oczach niektórych ludzi o lewicowych poglądach.

Jednak w polityce tego zachwyconego sobą milionera wyraźnie widać rozdźwięk między jego socjalnymi wypowiedziami a jego antyspołecznymi decyzjami. Nie chodzi tu tylko o to, że gdyby Palikot doszedł do władzy, robiłby podobne rzeczy, jak rząd Tuska. To oczywiście prawda – ale nawet dziś, w opozycji, w konkretnych sprawach Palikot głosuje w sposób szkodliwy dla niezamożnych ludzi, dla pracowników.

 

“Ustawa 67”

Najgłośniejszym przykładem jest “ustawa 67”, która ma podnieść wiek emerytalny.

W momencie, kiedy związkowcy wszystkich central przeciwstawia się tej ustawie, Palikot przybiega do swojego byłego szefa, Tuska, z jakże potrzebną pomocą. Przypomnijmy, że tylko pięcioro posłów Ruchu Palikota głosowało za odrzuceniem projektu ustawy 67 w pierwszym czytaniu. Popierając tę ustawę ekipa lubelskiego milionera trzasnęła drzwiami przed całym ruchem związkowym.

Są też i inne sprawy. Ostatnio w Sejmie Palikot przeciwstawił się próbom opodatkowania banków i podniesienia płacy minimalnej, pokazując ponownie, że poprawa warunków życiowych pracowników jest mu obca.

Widać, że nawet działanie opozycji parlamentarnej może mieć negatywny wpływ na życie milionów ludzi. Można wspierać małą grupę osób (np. ludzi wspomaganych przez KSS), a równocześnie działać szkodliwie w sprawie dotyczącej ogromnej większości pracowników. Tak robi Palikot m. in. w sprawie emerytur i, niestety, pomaga mu w tym Ikonowicz, mimo że sam jest przeciwnikiem podniesienia wieku emerytalnego.

Obecna strategia Palikota polega na tym, że chce często mówić popularnym językiem antykapitalistycznym, by jednocześnie w decydujących momentach pomóc Tuskowi. I nawet ten język się zmienia z dnia na dzień. Już 2 maja Palikot mówił, że nie jest lewicą i jedynie znajduje się w “trójkącie” między lewicą, liberałami i zielonymi. Tym samym oczywiście mruga okiem m. in. do zielonych, którzy byli reprezentowani na kongresie.

Miller natomiast, który przed kilkoma miesiącami sam chwalił i przybliżał się do Tuska, dziś widzi największe korzyści w sojuszu z OPZZ. Nie zapomnijmy jednak, że Miller nie tak dawno temu był najgłośniejszym neoliberałem w SLD (a w czasie swojego premierowania obniżył podatki dla firm od 27 do 19 procent i znany był jako “piesek” George’a W. Busha).

 

Co dalej?

Szersze polityczne kampanie wyborcze, jeśli mają wzmocnić opór przeciw cięciom i zwolnieniom, nie mogą się opierać ani na sojuszu z SLD ani z Ruchem Palikota.

Jan Guz, lider OPZZ, lepiej służyłby związkowcom, gdyby skoncentrował się na mobilizowaniu ich do masowych akcji protestacyjnych, niż troszcząc się o lewicową twarz Millera i SLD.

Odrzućmy sztuczki  szarlatanów: Millera i Palikota. Potrzebujemy intensyfikacji walki przeciw rządowej polityce – czyli organizowania masowych protestów, strajków i okupacji zakładów.

Jednocześnie widać, jak bardzo potrzebna jest organizacja, która może tworzyć sieć autentycznie antykapitalistycznych aktywistów w całym kraju – dlatego zachęcamy do współpracy i wstąpienia do Pracowniczej Demokracji.

Andrzej Żebrowski

 

 

Category: Gazeta - maj 2012

Comments are closed.