baner.pracdem.stary

Wybuch gniewu na ulicach Hiszpanii

| 1 maja 2012

 

29.04.12 Madryt. "Żadnych cięć".

29.04.12 Madryt. "Żadnych cięć".

Albert Garcia z Barcelony

Nasz gniew – wielki strajk generalny w całym Państwie Hiszpańskim 29 marca br. – to nowy krok naprzód w walce z ostrymi cięciami w Europie.

Dziesiątki milionów strajkowało a dwa miliony demonstrowało we wszystkich zakątkach kraju.

Masowa mobilizacja wróciła do Państwa Hiszpańskiego 15 maja ubiegłego roku, gdy indignados (oburzeni) okupowali place wielu miast.

Dotychczas wydawało się, że niezadowolenie z kryzysu i surowych „oszczędności” ustąpiło miejsca strachowi i rezygnacji.

Przywódcy związkowi byli często przeciwni działaniu. Tym razem jednak nastąpił zdecydowany przełom w walce.

Mobilizacja do strajku generalnego była ogromnym sukcesem.

I to pomimo niezwykle wysokiej stopy bezrobocia, wynoszącej obecnie 23 procent [najnowsze dane mówią o 24,4%].

Udział w strajku był szczególnie wysoki w sektorze przemysłowym – zużycie energii elektrycznej spadło podczas strajku o 88 procent w stosunku do przeciętnego zużycia.

Także w sektorach o nie tak bogatych tradycjach walki związkowej, np. w edukacji, udział był również wysoki.

W wielu regionach prawie trzy czwarte pracowników uczestniczyło w strajku.

Siła strajku przejawiała się również w radykalnym pikietowaniu na szeroką skalę. To powiązało związkowych aktywistów z ruchami społecznymi.

Demonstracje na ulicach miast i miasteczek w całym Państwie Hiszpańskim zgromadziły razem pracowników, emerytów, bezrobotnych, studentów i młodzież.

Po kilkaset tysięcy uczestników miały demonstracje w Madrycie i Barcelonie.

Również i w mniejszych miastach – jak Vigo, Pampeluna i Tarragona – w demonstracjach uczestniczyło po ponad 100 tys. osób.

W listopadzie ub. r  konserwatywna Partia Ludowa zdobyła bezwzględną większość mandatów w wyborach. To spowodowało pewne zniechęcenie.

Wystarczyło jednak sto dni rządów prawicy, by walki wybuchły na nowo.

Wprowadzane przez rząd „reformy” stanowią największy atak na pracowników od czasu upadku dyktatury w latach 70-tych.

M. in. pozbawiają one pracowników prawa do jakiejkolwiek rekompensaty w przypadku zwolnienia i umożliwiają pracodawcom jednostronne obniżenie wynagrodzenia pracownika w przypadku, gdy firma przynosi straty.

„Reforma” była tym, co wreszcie pchnęło biurokrację związkową do wezwania do strajku generalnego.

Ostre cięcia i mobilizacja do strajku doprowadziły do erozji społecznego poparcia dla Partii Ludowej.

W wyborach regionalnych w Andaluzji 25 marca br. straciła pół miliona głosów – prawdziwa niespodzianka wyborcza!

Jednak rząd Partii Ludowej nie chce być pierwszym rządem w Europie, który wycofa się z polityki ostrych cięć.

Dzień po strajku uchwalono brutalny i antyspołeczny budżet.

Zakłada on drastyczne zmniejszenie wydatków na edukację i służbę zdrowia, cięcia zasiłków dla bezrobotnych oraz środków na pomoc dla niepełnosprawnych i gwałtowne obniżenie pomocy rozwojowej o blisko 70 procent.

Z drugiej strony ten sam budżet zakłada częściową abolicję dla bogatych oszustów podatkowych.

Jeden z ministrów nazwał to „budżetem wojennym” – co znaczy budżet wojny klasowej.

Determinacja rządu jasno pokazuje, że jedynym sposobem na powstrzymanie cięć jest dalsza eskalacja protestów i kolejny strajk generalny.

Nowe protesty zapowiadane są na 1 i 12 maja.

Musimy stworzyć nowe, obok Grecji, centrum oporu wobec polityki cięć firmowanej przez UE!

 

 Tłumaczył Michał Wysocki

Category: Gazeta - maj 2012

Comments are closed.