baner.pracdem.stary

Recenzja książki: „Prekariat – nowa niebezpieczna klasa” Guya Standinga

| 1 czerwca 2012

 

29.03.12 Madryt. Młodzi indignados i związkowcy zjednoczyli się podczas strajku generalnego.

29.03.12 Madryt. Młodzi indignados i związkowcy zjednoczyli się podczas strajku generalnego.

Prekariat – nowy proletariat?

 Jednym z głównych problemów na rynku pracy w Polsce jest duży odsetek umów o pracę na czas określony oraz umów cywilnoprawnych typu umów zlecenia, o dzieło itp.

Takie sposoby zatrudnienia tworzą niepewną sytuację dla wielu ludzi, szczególnie młodych.

Strajk w Hucie Batory przeciw zwolnieniu ludzi i przejściu od umów o pracę do umów zlecenia pokazał, że umowy śmieciowe stosuje się nawet wśród robotników produkcyjnych.

Niepewne formy zatrudnienia tworzą oczywiście duży problem dla pojedynczych pracowników, którzy nie mogą planować swojego życia na dłuższą metę, ani finansowo ani praktycznie. Prowadzą  również do osłabienia klasy pracowniczej jako całości.

Zjawisko to jest jednym z wielu ataków na pracowników ze strony kapitału – czyli pracodawców i rządu broniącego ich interesów. Ataków wynikających z priorytetów systemu kapitalistycznego oraz z układu sił między pracodawcami a pracownikami.

Fakt, że Polska jest na szczycie w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o odsetek umów na czas określony, wskazuje na to, że wysokie bezrobocie było i jest narzędziem do osłabienia klasy pracowniczej i zmuszania ludzi do akceptowania pracy w gorszych warunkach.

W Polsce liczba umów na czas określony wzrosła gwałtownie od 1999 do 2004 roku, kiedy wskaźnik bezrobocia również poszedł w górę – a potem, kiedy bezrobocie trochę spadło, liczba umów tego typu pozostała na wysokim poziomie.

Wraz z wysokim bezrobociem charakterystyczny dla polskiego rynku pracy jest bardzo słaby system bezpieczeństwa socjalnego wyrażający się m. in. w braku prawa do zasiłku dla ponad 80 proc. bezrobotnych. Równocześnie mamy bardzo niski poziom płac, nawet w okresie wzrostu gospodarczego – i duże zróżnicowanie dochodów. Częste stosowanie umów śmieciowych musimy więc rozpatrywać w kontekście ogólnej ofensywy kapitału wobec pracy.

Stwierdzenie, że umowy na czas określony, umowy zlecenia itp. stanowią problem dla pracowników w Polsce jest oczywiste. Ale jeśli chodzi o analizowanie tego zjawiska oraz wytaczanie drogi, by z nim walczyć można wpaść w różne pułapki.

Książka Guya Standinga „Prekariat – nowa niebezpieczna klasa”, części której już ukazały się po polsku – stała się bardzo głośna i popularna wśród niektórych naukowców i części lewicy .

Książka ta wpisuje się w tradycję wielu autorów, którzy starają się udowadniać, że marksistowska analiza klasowa już nie jest aktualna, a szczególnie, że klasa pracowników najemnych jest wymierająca.

Standing dzieli ludzi na siedem różnych klas czy grup według dość powierzchownych cech. Zamiast analizować stosunek danej grupy do środków produkcji – czy ktoś posiada kapitał czy musi sprzedawać swoją siłę roboczą, by się utrzymywać – Standing wyodrębnia „klasy” według stopnia stabilności zatrudnienia, sposobu wynagrodzenia itd. Stąd używa pojęcia „salariat” (grupa ze stałą, miesięczną pensją) i „prekariat” mający niestabilny i niestały stosunek do swojej pracy i rynku pracy, a nawet ma sprzeczne interesy z tradycyjną klasą robotniczą/pracowniczą, która znajdować się ma gdzieś w środku. O tej ostatniej autor niewiele mówi, ponieważ jest według niego raczej wymierająca – ale uważa, że klasa ta ma dużo przywilejów i jest przywiązana do pracodawców poprzez „kontrakt społeczny”.

Taki opis jest zarówno ahistoryczny jak i niepasujący do obecnej sytuacji. Standing mówi niewiele o kryzysie gospodarczym. Tymczasem w dzisiejszych czasach grupy, które na papierze mają stałe zatrudnienie i pewne warunki, mogą się spotykać ze zwolnieniami i zburzeniem nabytych praw (patrz s. 3). Guy Standing opisuje sytuację klasy pracowniczej czy robotniczej (po angielsku working class) zdecydowanie zbyt różowo – że ma dużo przywilejów wynikających ze stosunku zatrudnienia, że ma wysoki stopień kontroli nad własną pracą itd. – żeby pokazać że odróżnia się od „prekariatu”. To fałszywy obraz codziennego bytu większości pracowników. „Kontrakty społeczne” powstały i przestały istnieć w różnych okresach i krajach, ale absurdalne byłoby powiedzieć, że wraz z tymi zmianami powstawały i znikały nowe klasy.

W historii kapitalizmu zawsze było tak, ze części klasy pracowniczej były w gorszej pozycji niż ogół pracowników – ale nie oznaczało to, że te grupy należały do innej klasy mającej sprzeczne interesy z resztą pracowników najemnych. W wielu zawodach praca dorywcza (która wg Standinga jest cechą określającą „prekariatu”) była powszechna – dotyczyła ona np. dokerów, budowlańców i drogowców. Dopiero walka związkowa o stałe umowy o prace, gwarantowane wynagrodzenie, regularne godziny pracy itd. zmieniła radykalnie ten stan rzeczy – niektóre z tych grup stały się później jądrem zorganizowanej klasy pracowniczej.

W dzisiejszej Europie Polska, Hiszpania i Portugala różnią się od reszty krajów wysokim odsetkiem umów na czas określony. Nie jest to jednak dominujące zjawisko w większości krajów zaawansowanych gospodarczo. Standing nie komentuje faktów i statystyk z Europy i USA, które pokazują inny obraz niż  przez niego przedstawiany. Natomiast w krajach rozwijających się większa część pracowników pracuje na takich kontraktach – przykładem mogą być Chiny, gdzie dużo robotników przyjeżdża ze wsi i pracują jako wewnętrzni imigranci bez normalnych praw pracowniczych. Ale absurdem byłoby definiowanie ich jako nienależących do klasy pracowniczej.

Standing waha się między stwierdzeniem, że niepewność, niestabilność i nieciągłość w stosunkach pracy jest problemem dla „prekariatu”, a opinią, że „dla prekariatu XX-wieczne stosunki pracy nie są atrakcyjne” – czyli, że tak naprawdę, chce zachować luźny stosunek wobec pracodawców, tylko z większym zabezpieczeniem socjalnym.

Z jednej strony Standing zarzuca ruchowi związkowemu, że nie zajmuje się problemami odczuwalnymi dla „prekariatu” – z drugiej strony mówi, że w interesie prekariatu leży to, żeby stosunki pracy stały się czysto pieniężne – a inne prawa często związane z zatrudnieniem (np. urlop macierzyński) powinny albo obejmować wszystkich albo nikogo.

Pisze, że związki zawodowe są „ekonomistyczne” – a dla „prekariatu” inne sprawy są ważniejsze – jak np. czas. Tu wykazuje się dużą ignorancją w stosunku do ruchu związkowego – bowiem jeśli jest sprawa, która była i jest istotna dla związków zawodowych od początku ich istnienia do dziś, to właśnie CZAS – długość dnia pracy, długość urlopów, wysokość wieku emerytalnego itp.

W ruchu pracowniczym i związkowym były w historii różne tendencje, co do postawy wobec najsłabszych grup w klasie pracowniczej– np. kobiet, imigrantów i ludzi, którzy ogólnie mieli gorsze warunki. Istniały antykobiece i rasistowskie poglądy wśród niektórych związkowców, którzy np. nie chcieli wpuścić kobiet lub imigrantów do związków. Były to kwestie sporne, w których prawdziwi socjaliści działający w związkach zawsze stali po stronie jedności wszystkich pracowników. Jak argumentowali, jedynie klasa panująca ma interes w takim dzieleniu ludzi. Zawsze tam, gdzie wygrywały tendencje antyrasistowskie i antyseksistowskie – wzmacniała się klasa pracownicza jako całość.

Niestety Standing wpisuje się w tradycję dzielenia. Pisze, że „prekariat” musi się organizować osobno od „proletariatu” lub „salariatu” i walczyć o zupełnie inne sprawy niż tamte grupy. Skąd taka słaba i atomizowana grupa, jak ludzie pracujący miesiąc tu i miesiąc tam, \ przerwami na bezrobociu, ma mieć siłę, by wywalczyć np. gwarantowany dochód społeczny dla każdego niezależnie od pracy i sytuacji – jest zagadką nie rozwiązaną przez Standinga.

Faktyczne walki, w których sprawy istotne dla „prekariuszy” były kluczowe – np. ruch oburzonych w Hiszpanii, czy walka przeciw ustawie o pierwszym zatrudnieniu we Francji w 2006 roku – wykazały wspólne cele i jedność między ruchem związkowym a młodymi ludźmi pracującymi w niepewnych warunkach lub będącymi na bezrobociu. Jak najbardziej walczyli oni o „XX-wieczne prawa i stosunki zatrudnienia”.

Kryzys

Kryzys gospodarczy i ofensywa kapitału nie oznaczają, że klasa pracownicza jest bezsilna. Bynajmniej nie jest ona obumierająca. W dalszym ciągu to pracownicy najemni produkują wszystkie wartości w społeczeństwie – towary i usługi. Zapewniają, że koła systemu się toczą i mogą je również zatrzymać. Istota tej roli jest taka sama dla pracowników mających niepewne warunki i mało praw pracowniczych, jak dla tych, którzy w historii wywalczyli pewne prawa i nieustannie muszą ich bronić. Najsłabsze grupy muszą być włączone do organizacji i walk najsilniejszych grup – w ten sposób można osiągnąć rzeczywiste zmiany.

Argument Standinga jest odwrotny. W Polsce znamy go w innej formie, jako atak na grupy pracowników, którzy najlepiej zarabiają – np. na górników. Łatwo udowodnić jednak, że jeśli silna i dobrze opłacona grupa pracowników wygrywa z państwem i pracodawcami, słabsze grupy również najczęściej wzmacniają się w walce z tymi samymi przeciwnikami.  Dlatego „prekariat” ma wszystko do zyskania przez wzmocnienie się związków zawodowych i silniejszych grup pracowniczych.

Ellisiv Rognlien

Tags:

Category: Gazeta - lato 2012

Comments are closed.