baner.pracdem.stary

„Polska tarcza”, czyli sny o potędze za 15 mld

| 1 września 2012
15.08.12

15.08.12

Nie zdążyliśmy jeszcze zapomnieć o głośnych planach budowy w Polsce amerykańskich wyrzutni rakiet przechwytujących w ramach globalnej „tarczy” USA, upokarzającej dla polskich rządzących farsie przywożenia i wywożenia nieuzbrojonych baterii amerykańskich „Patriotów” (rodzaju nagrody pocieszenia po odstąpieniu od budowy wyrzutni) oraz umierających jako ostatnie nadziei na przyszłe umieszczenie jakichkolwiek części tego systemu i przybycie żołnierzy USA na polską ziemię.

Sny o potędze w cieniu „wielkiego brata” zza oceanu jeszcze się nie rozwiały, a hasło „tarczy” już powróciło w nowym opakowaniu. 4 sierpnia prezydent Komorowski zaproponował rządowi budowę „polskiej tarczy antyrakietowej”. To samo powtórzył na defiladzie z okazji święta wojska w dniu 15 sierpnia. Choć polski system ma mieć niewiele wspólnego z amerykańskimi planami militarnej hegemonii sięgającej przestrzeni kosmicznej, samo użycie słowa tego samego słowa „tarcza” nie jest przypadkowe. Niczym gierkowskie „Polak potrafi” ma połechtać poczucie patriotycznej dumy i niczym przedwojenne „silni, zwarci, gotowi” sprzedać namiastkę wojskowej potęgi. Wszak nie tylko Amerykanie mogą mieć tarczę, ale i my!

Pompatyczne nadęcie Komorowskiego można by zbyć uśmiechem politowania, ale, niestety, za marzeniami o (jak się wyraził prezydent) „naszej polskiej tarczy” kryją się całkiem realne plany i kwoty. Jak doniosła Polska Zbrojna (21.08.2012), według wiceministra obrony narodowej Waldemara Skrzypczaka już przyszłym roku ruszyć ma budowa „pierwszej fazy systemu obrony powietrznej połączonego z elementami obrony antyrakietowej”.

Całość ma zostać ukończona do roku 2018 r. Ministerstwo szacuje koszty projektu na 13-15 mld zł. Według Komorowskiego jest to „przedsięwzięcie kosztowne, ale do udźwignięcia” w ramach budżetu obronnego i w kontekście planowanego zakończenia „misji” w Afganistanie do końca 2014 r. Można zapytać, dlaczego rząd i prezydent chcą więc wydawać pieniądze na wojnę afgańską przez kolejne dwa lata, choć, jak widzimy, nawet z ich punktu widzenia nie jest to zbyt sensowny wydatek.

Tak czy inaczej wcale nie jest pewne, czy faktycznie koszty „tarczy” okażą się „do udźwignięcia”, szczególnie przy oczekiwanym pogorszeniu się sytuacji gospodarczej. W tym kontekście plany Komorowskiego można uznać za próbę zapewnienia, że na wydatkach militarnych nawet w kryzysowych czasach nie będzie żadnych cięć. „Budżet obronny”, jako jedyna pozycja w budżecie państwa, ma zagwarantowany stały wzrost wraz ze wzrostem PKB. Minimum 1,95% PKB ma być niezmiennie przeznaczane na ten cel.

Oznacza to, że wraz z jakimkolwiek wzrostem gospodarczym wydatki na wojsko automatycznie rosną. Choć już w 1995 r. Sejm RP podjął uchwałę o podobnym ustaleniu wydatków na naukę (1 % PKB) i szkolnictwo wyższe (2% PKB), w ani jednym roku od tego czasu nie została ona zrealizowana. W przeciwieństwie do tego, w odniesieniu do budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej zasadę tę realizuje się bardzo skrupulatnie.

Widać, armaty mają pierwszeństwo nie tylko przed masłem, ale i przed książkami. Rojenia Komorowskiego o „tarczy”, wspierane przez generalicję i urzędników MON, zapewnić mają, że priorytet ten nie zmieni się przez kolejne lata.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - wrzesień 2012

Comments are closed.