baner.pracdem.stary

Skorumpowany rząd, skorumpowany system – Dość przywilejów bogatych!

| 1 sierpnia 2012

Afera taśmowa nie tylko doprowadziła do dymisji peselowskiego ministra Sawickiego, ale także spowodowała, że prasa ujawniła wiele innych przypadków finansowych nadużyć urzędników na wysokich stanowiskach, nepotyzmu i kolesiostwa partyjnego.

Politycy ze wszystkich partii sejmowych natychmiast oskarżali siebie nawzajem. Podkreślano na przykład, że kolega Donalda Tuska, Aleksander Grad, zarabia 110 tysięcy złotych jako szef spółki PGE EJ1, która ma zbudować w Polsce elektrownię atomową. Natomiast żona posła PiS Adama Hoffmana, Joanna, za czasów rządów partii Kaczyńskiego dostała posadę w KGHM.

Czołowy neoliberał Gazety Wyborczej Witold Gadomski opublikował listę kilkudziesięciu polityków PO pracujących w Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych. Widać, że nawet niektórzy neoliberałowie są oburzeni zachowaniem ich ulubionej partii.

Gadomski i jego ideowi partnerzy wśród telewizyjnych prezenterów mają jedną prostą receptę – prywatyzację, chociaż dziennikarz Wyborczej obawia się, że i to nie załatwi sprawy do końca. Pisze: “Choć na dobre polityków ze spółek może wygnać tylko prywatyzacja, nie wszystko można oddać w prywatne ręce. Państwo zachowa udziały w części przedsiębiorstw, które uzna za strategiczne. A te są najbardziej atrakcyjne dla działaczy partyjnych. Komitet nominacyjny mógłby odsunąć polityków od spółek” (wyborcza.pl, 24 lipca).

Czyli, jego zdaniem, problem można rozwiązać za pomocą prywatyzacji oraz komitetów nominacyjnych.

Jak się okazuje, jest do koncepcja głównego doradcy Tuska ds. wzbogacenia bogatych, byłego premiera, Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Ale jak zapewnić, że komitet nominacyjny będzie odpolityczniony? Proste. Jak opisuje pomysł Bieleckiego Gadomski: “Owszem, zawsze będzie zagrożenie wpływu polityków na wybór członków komitetu, ale zasiadaliby w nim profesorowie czy twórcy polskiego rynku kapitałowego, którzy autorytetem ręczyliby za swoje nominacje.”

Jeśli ktoś kiedyś widział profesorskich “ekspertów” ekonomicznych w telewizji to wie, że w większości są to neoliberalni zwolennicy Platformy (ewentualnie krytykują partię Tuska za odejście od kanonów neoliberalizmu). A twórcy polskiego rynku kapitałowego? Najbardziej uprzywilejowani ludzie w kraju mają walczyć z przywilejami? Trudno o lepszą satyrę.

W całej rozmowie medialnej o nepotyzmie, partyjniactwie i nadmiernych przywilejach mówi się niemal wyłącznie o państwowych posadach. Komentatorom wydaje się oczywiste i słuszne, że prywatny bogacz może robić co chce ze “swoimi” pieniędzmi.

Jednak prywatna własność korporacji oznacza po prostu, że nepotyzm, kolesiostwo  i finansowe nadużycia są legalizowane i mogą dziać się bez publicznej ingerencji.

Tak więc fakt, że Piotr Walter, syn założyciela telewizji TVN Mariusza Waltera, jest dyrektorem generalnym telewizji, i wiceprezesem zarządu jest uważany za normalny, bowiem tu mamy do czynienia z rodziną miliarderów. To, że w ogóle istnieją miliarderzy w Polsce i na świecie też jest dla polityków i ekonomistów całkowicie w porządku.

Antykapitaliści, tacy jak my w Pracowniczej Demokracji, inaczej się patrzą na tę sprawę. Wszystkie firmy, agencje i zakłady działają wyłącznie dzięki ludzkiemu wysiłkowi, ludzkiej pracy. Dlaczego społeczeństwo ma godzić się na to, że garstka ludzi na czele tych organizacji ma zarabiać nawet setki razy więcej niż zwykli pracownicy lub posiadać majątek tysiące razy większy?

To nie wszystko. Ludzie stojący na czele firm prywatnych i państwowych są decydentami. Jednak nie są odpowiedzialni przed zwykłymi ludźmi.

W przypadku firm państwowych istnieje formalny (chociaż, jak widzimy, niezbyt skuteczny) parlamentarny nadzór. Prywatyzacja  jest antydemokratyczna m. in. dlatego, że nie ma nawet takiego nikłego nadzoru.

Nierówność ekonomiczna jest połączona w oczywisty sposób z brakiem realnej demokracji. Przypomnijmy, że afera taśmowa wybuchła, gdy nagrano informacje o tym, że szef Elewarru Andrzej Śmietanko jeździł po całym świecie na koszt podatnika. Czy ktoś będzie z partyjnego klucza czy też nie, zjawisko ogromnych wynagrodzeń szefów i nadużywania stanowisk w spółkach i agencjach państwowych pozostanie.

W prywatnych korporacjach nie jest inaczej z tym, że według neoliberałów nadużycia są w porządku, ponieważ podlegają “świętemu prawu własności”. Nie dość, że wyzyskują pracowników, szefowie dużych prywatnych firm  unikają także płacenia podatków. Jako pracownicy i podatnicy zwykli ludzie podwójnie płacą więc za ich przywileje.

W firmach państwowych brak jest realnej odpowiedzialności przed społeczeństwem, co stanowi korzenie korupcji. W firmach prywatnych jest jeszcze bardziej oczywiste, że zwykli ludzie nie mają nic do powiedzenia.

Jak walczyć z taką nierównością i takim brakiem demokracji? Jesteśmy najsilniejsi jako pracownicy. Pracownicy tworzą wszelkie bogactwa ekonomiczne i mogą zastąpić korupcjogenny system wyzysku nadzorowany przez nieodpowiedzialnych szefów systemem demokracji pracowniczej. (Warto zaznaczyć, że tu wyzysk oznacza nie tylko wyjątkowo brutalne warunki pracy lub szczególnie niskie wynagrodzenia, lecz fakt, że pracownicy ogólnie nie otrzymują pełnej płacy za swoją pracę – i to jest źródłem wszelkich zysków w systemie kapitalistycznym.)

Korupcja jest produktem wyzysku, który siłą rzeczy musi być oparty na nierówności ekonomicznej i braku demokracji, więc prywatyzacja i jakieś komitety nie mogą być żadnym rozwiązaniem.

Kontrola pracownicza

Trzeba więc wyrwać korzenie wyzysku. Afera taśmowa pokazuje, że samo upaństwowienie nie załatwi sprawy. Trzeba pójść dalej i wprowadzić upaństwowienie pod kontrolą pracowniczą.

Może nie jest to rozwiązaniem, które wydaje się być realnym postulatem zważywszy na niski poziom walki pracowników w dzisiejszej Polsce. Jednak sytuacja w Grecji, gdzie widzieliśmy w ostatnich dwóch latach ok. 20 strajków generalnych, pokazuje, jak szybko może wzrosnąć liczba masowych strajków przeciw rządowym “receptom”.

W Polsce następuje spowolnienie gospodarcze. Kryzys światowy jest tak głęboki, że rządowe cięcia zostaną wzmożone. Postulat upaństwowienia pod pracowniczą kontrolą może być na porządku dziennym prędzej raczej niż później.

Póki co pamiętajmy, że każdy strajk i kampania przeciw cięciom jest okazją dla prób wdrażania innych społecznych priorytetów niż chcą rządzący. Właśnie podczas takich walk zaczyna rysować się alternatywa wobec przywilejów najbogatszych ludzi biznesu i ich politycznych sojuszników.

Rząd uderza w prawo do protestu
Będą protesty – legalne czy nielegalne

Rząd  przygotowuje się do większych protestów forsując w parlamencie swoją ustawę o zgromadzeniach publicznych.

Lider „Solidarności” Piotr Duda nie krył oburzenia, gdy powiedział 26 lipca:

“Przyjęcie przez Senat nowelizacji ustawy o zgromadzeniach publicznych cofa nas do czasów PRL i jest czarnym dniem polskiej demokracji. Blisko dwa miesiące temu prezydent Rosji, Władimir Putin podpisał znowelizowane prawo o zgromadzeniach, w którym stukrotnie podwyższono kary za udział w manifestacji, na którą władza nie wyraziła zgody. Decyzji Senatu nie można ocenić inaczej jak krok Polski w kierunku Rosji Putina, a nie demokratycznego państwa szanującego prawa obywateli do sprzeciwu.”

Duda tłumaczył, że “wprowadzając kary materialne zmienione prawo przerzuca odpowiedzialność ze służb publicznych na organizatorów manifestacji”. To prawda.

“Oświadczamy, nie zmienimy swoich działań. Jeśli nie da się legalnie, będziemy protestować nielegalnie”dodał Duda. Związkowcy powinni trzymać go za słowo.

Andrzej Żebrowski

Category: Gazeta - sierpień 2012

Comments are closed.