baner.pracdem.stary

Żłobki dla dzieci, nie dla zysku!

| 1 listopada 2012

zaczarowana kraina puchatka

W połowie października całą Polskę zaszokowały doniesienia o regularnym znęcaniu się nad dziećmi w prywatnym żłobku „Zaczarowana Kraina Puchatka (bardziej stosowna byłaby nazwa: „Okultystyczna Kraina Himmlera”)” we Wrocławiu.

Dzieci krępowano becikami lub pieluchami pozbawiając możliwości ruchu, kładziono do łóżeczek na samych szczebelkach bez  materaców, bito, wmuszano przemocą jedzenie. „Mój syn wychudł. Przestał jeść. Teraz już wiem, dlaczego. Dowiedziałam się, że wmuszano w niego jedzenie, a to, co wypluł czy zwymiotował, wpychano mu z powrotem do buzi” – opowiada matka jednego z dzieci. Nad maluchami znęcały się właścicielka „punktu przedszkolno-żłobkowego” i jej siostra.

Warto zaznaczyć że cała sprawa wyszła na jaw dzięki zatrudnionym tam opiekunkom: „Rodzice mają do nas żal, że nie powiedziałyśmy im o wszystkim wcześniej. Ale powinni nas zrozumieć: na początku bałyśmy się przeciwstawić w obawie przed utratą pracy. Potem już same chciałyśmy odejść. Tylko że w ten sposób nic by się w żłobku nie zmieniło. Postanowiłyśmy najpierw zebrać dowody, które obciążą Magdę i Sylwię [właścicielkę i jej siostrę]”- tłumaczą.

Najbardziej jednak skandalicznym aspektem całej sprawy jest to, że ten prywatny żłobek działał bez zgody i nadzoru jakichkolwiek instytucji państwowych. I to zgodnie z prawem! Albowiem dopiero w czerwcu 2012 r. weszła w życie ustawa regulująca tego typu działalność. Placówki zakładane przed 1 czerwca 2012 r., mogą  aż do czerwca 2014 r. działać bez żadnego nadzoru! Póki co, przepisy są na razie martwe również w odniesieniu do nowo zakładanych żłobków – nikt bowiem nie sprawdza czy zostały one założone przed, czy po 1 czerwca br.!

Nie jest wielkim odkryciem, że dla władzy państwowej interes „przedsiębiorców” jest ważniejszy niż zdrowie i życie człowieka… Minister Pracy i Polityki Społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił wszem i wobec, że „weźmie się” za prywatne żłobki. Jest to oczywiście zwyczajna demagogia, którą zawsze raczą nas aroganccy ludzie władzy po ujawnieniu mało radosnych skutków ich polityki. Nie mógł zająć się wcześniej?

Problem prywatnych żłobków nie jest przecież czymś nowym, co nieoczekiwanie wypadło z innego wszechświata. Nie potrzeba naprawdę dużej wyobraźni, żeby przewidzieć możliwe tragiczne skutki sytuacji, gdy nie ma żadnych wymagań, ani co do warunków, w jakich przebiega opieka nad małymi dziećmi, ani co do kwalifikacji osób które tą opiekę sprawują. Wszystko wskazuje na to, że ujawnione ostatnio przypadki są jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

W mediach głównego nurtu z upodobaniem wałkuje się motyw okrucieństwa osób bezpośrednio winnych znęcania się nad dziećmi, jak też niekompetencji tych czy innych urzędników niższego lub wyższego szczebla. Takie podejście ukrywa prawdziwą przyczynę zła. Od początku lat 90 – tych polityka państwa w dziedzinie opieki przedszkolno – żłobkowej (i w ogóle polityka społeczna) ogranicza się w praktyce do cięcia wydatków.

Od tamtego czasu zlikwidowano 3/4 żłobków i 1/3 przedszkoli. Skutkiem tego jedynie 38% dzieci jest objętych opieką przedszkolną, a zaledwie 2% żłobkową!

W tych liczbach mieszczą się oczywiście jedynie dzieci objęte oficjalnymi, rejestrowanymi formami opieki. Nie oznacza to, że wszystkie pozostałe dzieci siedzą w domach pod opieką matek. Przy braku wsparciu państwa rodzice zmuszeni są radzić sobie na własną rękę. Angażują babcie do wychowania dzieci. Zatrudniają prywatne opiekunki. Wreszcie, przy braku powszechnie dostępnej, publicznej opieki, otwiera się pole działania dla różnej maści szemranych „przedsiębiorców prywatnych”.

Jasne jest, że takie prowadzące „działalność gospodarczą” indywiduum, będzie dążyć do tego, by jak najmniej wydać na utrzymanie dzieci, a jak najwięcej zachować dla siebie. Dotyczy to tak samo wszystkich podlegających komercjalizacji i prywatyzacji usług publicznych, zwłaszcza takich jak ochrona zdrowia.

Istnieje nie dająca się pogodzić sprzeczność między dążeniem do maksymalizacji zysku kapitalistycznego przedsiębiorcy, a dążeniem do jak najlepszego zaspokojenia ludzkich potrzeb. Bogaci będą w stanie oczywiście kupić sobie wysokiej jakości opiekę. Niezamożna większość będzie zmuszona jednak zadowolić się niskiej jakości, niebezpiecznymi dla życia i zdrowia usługami.

 

Położenie kobiet

Drugą stroną całej tej sytuacji jest położenie kobiet w społeczeństwie klasowym. To one szczególnie dotkliwie odczuwają brak rozwiniętych usług publicznych. Narzuca im się obowiązki związane z reprodukcją siły roboczej (opieka nad dziećmi i prowadzenie gospodarstwa domowego). O wiele częściej niż mężczyźni są zmuszone wyrzec się własnych aspiracji życiowych i zawodowych. Bardziej niż mężczyźni zagrożone są bezrobociem.

Taki stan rzeczy często usiłuje się usprawiedliwiać ideologią „tradycyjnych wartości rodzinnych”, wedle których to mężczyzna jest „żywicielem rodziny”, a kobieta powinna pozostać w domu, gdyż „tak jest lepiej dla dziecka”.

Mimo tych wyświechtanych frazesów, coraz więcej osób, które chciałoby mieć dzieci, nie posiada ich, gdyż po prostu ich nie stać. I to pomimo nieludzkiej, najbardziej restrykcyjnej w Europie ustawy aborcyjnej i wyjątkowo nędznego poziomu edukacji seksualnej. Bezpłatnych publicznych żłobków i przedszkoli nie można traktować jako „przywilejów”. Podobnie jak emerytura, czy publiczna ochrona zdrowia są one prawem pracownika i tak samo pracownicy powinni o nie walczyć!

Michał Wysocki

Category: Gazeta - listopad 2012

Comments are closed.