baner.pracdem.stary

Aborcja – wybór należy do kobiety

| 1 listopada 2012
28.03.07 Warszawa. Demonstracja o prawo kobiet do aborcji.

28.03.07 Warszawa. Demonstracja o prawo kobiet do aborcji.

Sprawa aborcji znowu powróciła na porządek obrad sejmowych.

W zasadzie dobrze, że w mediach i w Sejmie ponownie toczy się dyskusja, bo czas obalić mit, że bardzo restrykcyjna ustawa antyaborcyjna jest „kompromisem”, na który na zawsze jesteśmy skazani.

W ciągu trwania tego „kompromisu” opinia publiczna i język, którego używa się, kiedy jest mowa o przerywaniu ciąży, przesunęły się na prawo, w kierunku antyaborcyjnym. Od 1999 roku zmniejszyła się część opinii publicznej, która w jakimś stopniu popiera prawo do aborcji od 36 do 25%, natomiast odsetek zwolenników pewnego stopnia zakazu aborcji  zwiększył się od 33 do 45%. To wynik dominacji propagandy Kościoła i innych działaczy antyaborcyjnych w sferze publicznym – która zamiast o płodzie mówi o dziecku, a zamiast o przerywaniu ciąży mówi o zabijaniu dzieci.

Prawo polskie jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Pozwala na przerywanie ciąży tylko w przypadkach, kiedy:

* ciąża zagraża zdrowiu lub życiu kobiety (do osiągnięcia przez płód zdolności do życia poza organizmem matki)

* badanie prenatalne bądź inne przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu lub istnienie nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (możliwe do chwili, gdy płód nie jest jeszcze zdolny do życia poza organizmem matki)

* ciąża powstała w wyniku przestępstwa (do 12 tygodnia)

 

Praktyka

W praktyce jednak nawet w tych przypadkach często trudno dostać zgodę na aborcję. Jest mnóstwo przykładów kobiet, które były w jednej z ww. sytuacji i bez skutku zwracały się do kilku szpitali o dokonanie zabiegu. Lekarze w publicznych szpitalach się boją dokonywać zabiegu usunięcia ciąży – a często w prywatnej klinice ich strach maleje za odpowiednią sumę pieniędzy.

W kwestii przestępstwa (gwałtu czy kazirodztwa) trzeba mieć potwierdzenie ze strony prokuratury, że do niego doszło – ale wiadomo, jak trudno jest udowadniać np. gwałt i wiele takich spraw jest umarzanych.

Liczba aborcji dokonywanych legalnie w Polsce wynosi co roku kilkaset – w ostatnich latach to ok. 500-600 zabiegów.

Jeśli porównamy to ze statystyką z 1955 roku, widzimy, że jest to bardzo mała liczba. W 1955 r. dokonano 1400 legalnych zabiegów aborcyjnych. Był to okres tuż przed liberalizacją ustawy, kiedy jeszcze zobowiązało prawo z 1932 roku – podobne do tego, które chciała teraz wprowadzić Solidarna Polska. Aborcja dozwolona była tylko ze wskazań medycznych lub jeśli ciąża była wynikiem przestępstwa. W latach, kiedy aborcja była legalna, dokonywano od 59 tys. do 450 tys. zabiegów rocznie.  I nagle po wprowadzeniu restrykcyjnej ustawy liczba spadła do kilkuset.

Te fakty wskazują na to, że musi istnieć duże podziemie aborcyjne oraz turystyka aborcyjna. Krótko mówiąc przerywanie ciąży jest jak najbardziej możliwe dla kobiet, które mają na to środki finansowe. Dla kobiety bezrobotnej lub pracującej za płacę minimalną może to jednak być wydatek nie do ogarnięcia. Panuje więc wielka hipokryzja i udawanie, że chodzi o „ochronę życia”.

Można też porównać liczbę przerwań ciąży do innych statystyk.  W 2008 roku odnotowano 1938 urodzeń martwych i 2338 zgonów niemowląt, z czego 1219 zmarło w okresie pierwszych sześciu dni życia. Jedna trzecia zgonów spowodowana była wadami wrodzonymi – czyli dużo więcej niż liczba legalnie dokonanych aborcji. Kobiety, które były dotknięte taki tragicznymi sytuacjami, albo nie wiedziały o ciężkich uszkodzeniach płodu albo nie otrzymały zgody na aborcję albo chciały mimo wszystko rodzić.

W dodatku do tego dochodzą poronienia (czyli wydalenie embriona lub przedwczesne urodzenie; samoistne zakończenie ciąży przed 22 tygodniem jej trwania). Szacuje się, że ok. 60% wszystkich poczęć kończy się samoistnie jeszcze przed zakończeniem pierwszego trymestru ciąży, często bez wiedzy kobiety – a z klinicznie stwierdzonych przypadków ciąż ok.. 15% – czyli jest ich wielokrotnie więcej niż  aborcji.

Gdyby „obrońcom życia” chodziło faktycznie o „ życie” nie skupialiby się na małej części niedokończonych ciąż, którą stanowią zabiegi aborcyjne na życzenie kobiety. W rzeczywistości nie chodzi im jednak o obronę życia, tylko o odebranie kobietom podmiotowości i możliwości decydowania o własnym ciele i życiu. Kobiety mają znać swoje miejsce i rodzić dzieci bez żadnej ludzkiej ingerencji. Zarówno ich życie, jak i zdrowie, mają być podporządkowane temu celowi. Nie jest więc zaskoczeniem, że antyaborcyjni działacze są też przeciwni dofinansowaniu antykoncepcji – i w ogóle stosowaniu antykoncepcji – oraz edukacji seksualnej w szkole, która mogłaby zapobiec wielu niechcianym ciążom.

 

Prawo kobiety

Dlaczego mówimy, że kobieta musi decydować, czy chce urodzić dziecko, kiedy zachodzi w ciążę?

Płód nie jest dzieckiem – lecz istotą, która dopiero może stać się dzieckiem, jeśli kobieta, w której macicy płód żyje, jest w stanie stworzyć ku temu warunki. Chodzi tu o warunki biologiczne, fizyczne, psychiczne, materialne i społeczne.

Przede wszystkim płód jest zupełnie zależny od ciała i stanu zdrowia kobiety. Nie może żyć poza ciałem przyszłej matki, nie ma rozwiniętych funkcji życiowych. W 12 tygodniu ciąży, kiedy dokonuje się większości legalnych aborcji, płód waży ok. 10 gramów i mierzy 6 cm.

Ciąża ma oczywiście ogromny wpływ na ciało i zdrowie kobiety – przynosi ze sobą powiększone ryzyko wielu różnych schorzeń – od cukrzycy po żylaki. Tylko kobieta może decydować o tym, czy chce przejść przez okres ciąży i porodu – który też jest ogromnym ciężarem dla ciała i psychiki kobiety. Nikt nie powinien mieć prawa zmusić jej do rodzenia dziecka – ani partner/mąż, ani prokurator ani ksiądz.

Społeczne warunki również są powodem, z którego kobieta musi decydować o swoim ewentualnym macie­- rzyństwie. To kobieta ryzykuje utratę pracy z powodu swojej ciąży lub macierzyństwa – a nie potencjalny ojciec. To kobieta ryzykuje (statystyki to jasno pokazują) zostanie samotnym żywicielem dziecka na minimalnej pensji lub bez pracy – bez możliwości zapewniania mu nawet wystarczających warunków biologicznych.

Dotyczy to dzieci zdrowych, a jeszcze bardziej dzieci, które rodzą się z niepełnosprawnością. Ile razy widzieliśmy desperackie apele o pomoc dla koniecznej rehabilitacji, operacji  lub lekarstwa dla dzieci chorych lub niepełnosprawnych? Lub sytuacje, kiedy dzieci nie mogą w ogóle wychodzić z domu, bo nie ma windy, nie mają odpowiedniego wózka itd.? Lub matki, które muszą zajmować się dzieckiem 24 godziny na dobę? Pomoc ze strony państwa   prawie nie istnieje. Zasiłki rodzinne i opiekuńcze są skandalicznie niskie. Progi dochodowe, by otrzymać zasiłki, również.

W domach dziecka żyje dużo chorych i niepełnosprawnych dzieci opuszczonych przez rodziców, ponieważ ci nie są w stanie się nimi opiekować.

Polityka państwa jest taka, że kiedy 25-letnia matka 5-ciorga dzieci zostaje z nimi sama, ponieważ ojciec poszedł do więzienia, zamiast udzielenia jej pomocy finansowej i praktycznej odbiera się jej dzieci i daje opiekę i finansowe wsparcie bardziej zamożnej rodzinie zastępczej. Tragiczny przykład z Pucka, który zakończył się zabiciem dwójki dzieci przez rodzinę zastępczą, jest oczywiście skrajny – ale pierwsza część historii jest typowa, jeśli chodzi o sposób traktowania matek w dobie polityki „ochrony życia”.

 

Reżimy totalitarne

Istotą tej polityki jest pogarda wobec kobiet i odebranie im wolności. Dlatego najostrzejsza antyaborcyjna polityka była prowadzona w różnego rodzaju reżimach totalitarnych – od hitlerowskich Niemiec po Rosję Stalina i Rumunię Ceaucescu. Kontrola płodności kobiet ma też związek z nacjonalizmem (rodzić dla narodu) i autorytaryzmem, ponieważ każda swoboda osobista i oddolnie dokonywane wybory są zagrożeniem wobec odgórnego steru silnej ręki.

Dlatego też prawa do aborcji zostały wywalczone przez oddolne ruchy pracownicze i kobiece w ramach ogólnej walki o wyzwolenie – pierwszy raz podczas rewolucji rosyjskiej w 1917 roku (potem reżim stalinowski odebrał to prawo, kiedy wprowadził zakaz aborcji w 1936 roku). Później związki zawodowe i organizacje kobiece w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej wywalczyły prawo do aborcji w latach 60-tych i 70-tych XX wieku, kiedy coraz więcej kobiet zaczęło pracować poza domem i domagać się równych praw, w tym prawa do decydowania o własnym ciele i macierzyństwie.

Dobrze, że Sejm odrzucił projekt Solidarnej Polski o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Ale nie powinniśmy się tym zadowolić. Istniejąca ustawa prowadzi do tego, że wiele kobiet znajduje się w rozpaczliwych sytuacjach – a możliwe wyjście jest zależne od grubości portfela lub koneksji. Ustawa antyaborcyjna jest antykobieca, nieludzka i bardzo społecznie dyskryminująca.

Niestety, Sejm również odrzucił projekt liberalizacji ze strony Ruchu Palikota i wygląda na to, że projekt SLD też trafi do kosza. Trzeba po prostu prowadzić intensywną kampanię również poza Sejmem, by zmienić nastroje społeczne tak, aby w końcu przeforsować zmianę prawa. Udało się w wielu innych krajach, nawet katolickich – uda się również w Polsce!

Ellisiv Rognlien

Category: Gazeta - listopad 2012

Comments are closed.