baner.pracdem.stary

Strajk generalny w Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Włoszech. W Polsce… referendum strajkowe na Śląsku

| 1 listopada 2012
05.10.12 Warszawa. Manifestacja w obronie publicznej ochrony zdrowia.

05.10.12 Warszawa. Manifestacja w obronie publicznej ochrony zdrowia.

Donald Tusk spowodował niemałe zamieszanie wśród komentatorów i polityków, gdy 12 października przedstawił swoje tzw. drugie exposé.

Od tygodni spodziewano się, że w czasach kryzysu premier będzie wzywać społeczeństwo do dalszych wyrzeczeń. W najlepszym przypadku miało być zaciskanie pasa, ale tylko o jedną dziurkę” – jak powiedział były premier Jan Krzysztof Bielecki, jeden z głównych doradców Tuska.

I tak chyba by było, gdyby Tusk czuł się pewny siebie. Jednak sondaże, w których po raz pierwszy od bardzo dawna pierwsze miejsce zdobyło Prawo i Sprawiedliwość, wstrząsnęły Platformą. Tusk nie mógł powiedzieć prawdy o trwających cięciach i o tym, że będą jeszcze głębsze.

Tak więc po sejmowej debacie i wygranej przez Tuska votum zaufania (wynikiem 233 do 219) media podkreślały zapowiedź przedłużenia urlopu macierzyńskiego z pół roku do 12 miesięcy i program inwestycji, “by ochronić Polskę przed kryzysem”, jak go określił Tusk. Dodał o swoich planach gospodarczych, że “to wszystko będzie się przekładało na miejsca pracy”.

Czy to oznacza, że Tusk teraz przyjął keynesowską politykę rządowych inwestycji, by stymulować gospodarkę?

Przyjrzyjmy się niektórym szczegółom zarówno sejmowego wystąpienia Tuska, jak i projektowi budżetu na rok 2013, który został przedstawiony posłom 23 października.

Tusk zapowiedział powstanie programu “Inwestycje Polskie”, którego operatorem ma zostać Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Od 2014 r. program ma nie być bezpośrednio finansowany przez budżet państwa, lecz z pieniędzy z prywatyzacji. Inwestycje programu mają liczyć 40 mld zł.

Nie jest do końca jasne, co w praktyce kryje się za zapowiadanymi planami. Andrzej Kublik z wyborcza.biz zadał wnikliwe pytania dotyczące spółki, która ma “dysponować akcjami państwowych spółek. Jaką rolę w tej nowej spółce będzie odgrywać Ministerstwo Skarbu, skoro BGK podlega ministrowi finansów? Czy to będzie oznaczać przejęcie przez BGK akcji państwowych gigantów, a zatem formalnie prywatyzację tych spółek? Czy to również zapowiedź nowego sposobu na dokończenie prywatyzacji największych państwowych spółek? Bo jeśli akcje będą na przykład stanowić zabezpieczenie kredytów zaciąganych przez BGK, to niewykluczone, że te kredyty będą spłacane ze sprzedaży tych akcji” (23.10.2012).

Czyli plany Tuska są kolejnym sposobem na prywatyzację, która, jak uczy dotychczasowe doświadczenie, idzie w parze ze zwolnieniami. Co więcej uczy też, że prywatyzacja zwiększa konkurencję między pracownikami, czego efektem są niższe płace.

* Jeśli dodamy inne inwestycje obiecane przez Tuska – m. in. 43 mld na autostrady czy 30 mld na modernizację kolei – razem mają wynieść one ok. 200 mld złotych Jednak 300 mld zł., na które Tusk liczy z nowego budżetu Unii Europejskiej, jest ogromną sumą i wcale niepewną zważywszy na obecny kryzys krajów UE.

* Skoro wiemy, że dotychczasowe obietnice Tuska nie zostały dotrzymane,  nie ma powodów, by oczekiwać, że nagle przeprowadzone zostaną inwestycje korzystne dla zwykłych ludzi.

* Tusk nic nie mówił o ochronie zdrowia. Szpitale są zamykane, komercjalizowane i prywatyzowane. Brakuje środków finansowych na leczenie pacjentów. Poza tym z każdym tygodniem słyszymy o innych skutkach rządowych cięć. Przykładowo nauczyciele są zwalniani w całym kraju, a kolejarzom odbiera się uprawnienia, które im przysługiwały od dziesięcioleci  -jak ulgi dla emerytowanych pracowników (patrz protesty kolejarzy, nauczycieli i pracowników ochrony zdrowia – s. 9).

* Jednocześnie, gdy oszczędza się kosztem pracowników i ich rodzin, postępuje marnotrawstwo wojenne. Do kosztów wojny w Afganistanie trzeba teraz doliczyć 26 mld zł. na “polską tarczę antyrakietową” i 70 nowych śmigłowców.

 

Zwrot Tuska

Tusk się nie zmienił – wzrastające oburzenie wobec jego neoliberalnej polityki cięć i prywatyzacji spowodowało tylko zmianę retoryki.

Nie jest to jednak bez znaczenia. Słowa mają swoją wagę. Jeśli Tusk obiecuje inwestować w czasie kryzysu, podważony zostaje argument, że “nie ma pieniędzy” . Pomaga to aktywistom związkowym i działaczom w lokalnych kampaniach antycięciowych przekonywać do walki przeciw zwolnieniom, “oszczędnościom” i obniżeniom płac.

 

Nie widać końca kryzysu światowego

Prognozy dla światowej gospodarki są ponure. Przed październikowym spotkaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Tokio główny ekonomista MFW Olivier Blanchard powiedział, że “co najmniej dekada upłynie od początku kryzysu, zanim światowa gospodarka powróci do przyzwoitego stanu”. Dodał, że zbyt gwałtowne redukowanie długu “zabije gospodarkę”.

Takie oświadczenia mogły też przyczynić się do “zwrotu Tuska” w sejmowym exposé. Jednak rządy nie bardzo wiedzą co robić oprócz atakowania standardu życia zwykłych ludzi (przecież nie będą atakować bogatych biznesmenów, ponieważ wspólnie z nimi w każdym państwie próbują tworzyć konkurencyjny kapitalizm).

 

Zamieszanie ekonomistów i rządów

Wszyscy ekonomiści głównego nurtu zgadzają się, że wzrost gospodarczy jest pożądany i że długi państwowe są zbyt duże.

Polityka “oszczędności” ma zlikwidować dług. Jednak skutki takiej polityki widzimy w takich krajach, jak Grecja, Hiszpania i Brytania. Wzrost gospodarczy nie jest osiągnięty- przeciwnie, kryzys staje się głębszy. Dług pozostaje, ponieważ gospodarka jest jeszcze bardziej paraliżowana ekonomicznym bezruchem.

Przeciwnicy polityki oszczędności, którzy w jakiejś mierze podzielają poglądy Johna Maynarda Keynes’a (brytyjskiego ekonomisty z pierwszej połowy XX wieku) uważają, że dług może nawet być zwiększony, bo trzeba napędzić koniunkturę. Wtedy – mówią – będzie można spłacić dług.

Jednak przykład  Japonii, gdzie od 1998 roku próbowano finansować wzrost  deficytem budżetowym  pokazuje, że zwiększony deficyt wcale nie musi doprowadzić do wzrostu gospodarczego.  W Japonii między 1998 i 2007 wzrost gospodarczy średnio wynosił zaledwie 1%, a przeciętny deficyt 6,9% rocznie.

 

Analiza marksistowska

Jest inna analiza – analiza marksistowska, podkreślająca, że kryzysy wynikają z kryzysu rentowności . Błędem większości ekonomistów  jest to, że zaczynają albo od długu państwowego i prywatnego (neoliberałowie) albo od zbyt małych wydatków inwestycyjnych i konsumpcyjnych (keynesiści). Jednak trzeba zacząć od krwioobiegu kapitalizmu, czyli od wyzysku pracowników i produkowania zysków.

W latach do 2008 spadająca stopa zysku (stosunek między wydatkami inwestycyjnymi a zyskami) została przykryta przez ogromne zyski “zarobione” przez  kapitał fikcyjny (spekulacje, długi). W 2008 nastąpiło jednak wielkie tąpnięcie.

Chcąc uzdrowić system rządy największych państw musiałyby doprowadzić do zniszczenia ogromnych ilości kapitału – jednak robiąc to spowodowałyby dewastację na ogromną skalę.

Innymi słowy, jeśli nie pozwala się na upadek wielkich nierentownych jednostek kapitału, zdrowe części systemu będą musiały podtrzymywać chore części. Jeśli natomiast pozwoli się na upadek chorych jednostek kapitału ich upadek spowoduje, że zdrowe jednostki kapitału także umrą. Czyli istnieją dziś nierentowne wielkie korporacje, banki (i państwa), które są jednocześnie za duże, by upaść i za duże, by nie upaść.

Jest to znak, że system kapitalistyczny nie działa i czas go zastąpić systemem opartym na demokracji pracowniczej.

 

Samoorganizacja

pracowników

Czy to znaczy, że należy traktować jednakowo neoliberałów i ich przeciwników (np. związkowców), którzy uważają że można stworzyć zdrowy kapitalizm inwestycjami? Oczywiście, że nie.

Nawet jeśli wiemy, że keynesowskie metody nie zapobiegną kryzysom, walczymy o wszystko, co doraźnie pomaga zwykłym ludziom przetrwać – na przykład przez wymuszenie na rządzie podjęcia wydatków, które ratują miejsca pracy i/lub zwiększają dochody niezamożnych ludzi.

Słabnąca zyskowność jest integralną częścią kapitalizmu – dlatego nie możemy ufać jakiemukolwiek rządowi obiecującemu, że uzdrowi system.

Dlatego to nie kształt rządu jest najważniejszy, lecz samoorganizacja pracowników, która się wzmacnia w walce z rządem i pracodawcami. Tylko to może przynieść rozwiązania zarówno dzisiaj, w obronie przed atakami rządu,  jak i w przyszłości – kiedy masowy ruch będzie mógł zastąpić kapitalistyczną pogoń za zyskiem demokracją gospodarczą.

 

Bunt pracowników

w Europie

Praca tworzy kapitał – kapitał niszczy życie pracowników. Nic dziwnego więc, że zwiększa się fala pracowniczych walk w Europie (i nie tylko). 14 listopada odbędzie się iberyjski strajk generalny w Portugalii i Hiszpanii. Pracownicy innych krajów dołączają się do strajku i/lub organizują masowe protesty (patrz s. 5).

W Polsce w tym dniu OPZZ organizuje demonstracje w kilku miastach – inni związkowcy też powinni się dołączyć do tych protestów. Więcej informacji niebawem na opzz.org.pl lub

pracowniczademokracja.org.

 

Śląski strajk generalny

W walce z atakami Tuska potrzebne są masowe strajki. Dlatego bardzo ważnym krokiem naprzód dla wszystkich pracowników kraju jest wzywanie różnych central związkowych do strajku generalnego na Śląsku. Strajk ma się odbyć w nowym roku (s. 9). Związkowi aktywiści na Śląsku muszą zapewnić, że strajk rzeczywiście się odbędzie. Inaczej niż w sprawie ustawy 67 nie możemy zaprzepaścić tej szansy na wielki, zjednoczony strajk.

Śląsk pokazuje drogę innym regionom. Związkowcy na poziomie zakładowym, branżowym i regionalnym powinni żądać od liderów przyłączenia się do śląskiego strajku, by przekształcić go w ogólnokrajowy strajk generalny.

———————————————————————————————————————————————————

Światowa gospodarka – coraz gorzej

W październiku MFW po raz drugi w ciągu sześciu miesięcy obniżył prognozy, co do wzrostu światowej gospodarki. Kraje rozwinięte mają odnotować zaledwie 1,5% wzrostu w 2013 r. Stagnacja panuje w USA, Unii Europejskiej i Japonii. Gospodarka Unii ma się nawet kurczyć w tym roku, jak i w 2013. Chiński wzrost gospodarczy, który podciągał za sobą gospodarki wielu innych krajów, słabnie. Po raz pierwszy w nowym milenium spodziewany wzrost w 2012 r. spadnie poniżej 8% – do 7,7%. Według Światowej Organizacji Handlu (WTO) “wydaje się prawdopodobne, że w tym roku światowy handel wzrośnie mniej niż światowe PKB” – “to rzadkie wydarzenie w tej erze globalizacji”, komentuje marksistowski ekonomista Michael Roberts.

——————————————————————————————————————————————————–

Andrzej Żebrowski

Category: Gazeta - listopad 2012

Comments are closed.