baner.pracdem.stary

Kryzys w Polsce – Fakty o “zielonej wyspie”

| 1 stycznia 2013
06.12.2012 Warszawa. Związkowcy z Lublina protestują przeciw umowom śmieciowym.

06.12.2012 Warszawa. Związkowcy z Lublina protestują przeciw umowom śmieciowym.

Słowo „kryzys” to obecnie jedno z najczęściej powtarzanych słów. Słyszymy ciągle o kryzysie światowej gospodarki, kryzysie w strefie euro, kryzysie na południu Europy, itd. O kryzysie w Polsce też czasem słyszymy, ale politycy wolą używać słowa „spowolnienie”. Niestety, w naszym kraju możemy mówić o kryzysie, i to poważnym, w wielu dziedzinach życia. Opublikowane niedawno dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat bezrobocia i rozszerzającej się nędzy nie pozostawiają wątpliwości. A to nie wszystko. Kryzys już dotarł do „zielonej wyspy”. Poniższe dane powinny dać do myślenia.

 Bezrobocie

We wrześniu oficjalna stopa bezrobocia wyniosła według GUS 12,4%, co oznacza, że 1.979 tys. osób pozostawało bez pracy. Są to oczywiście tylko ci zarejestrowani w Urzędach Pracy. Ale i tak liczba ta jest największa od 4 lat. We wrześniu 2008 roku, kiedy rozpoczął się kryzys na rynkach światowych, zarejestrowanych było „zaledwie” 1.473 tys ludzi. Jak łatwo policzyć przez cztery lata przybyło ponad pół miliona bezrobotnych! I wciąż przybywa – w listopadzie było ich już ponad dwa miliony, a dokładnie 2.058 tys., czyli 12, 9 %. W zastraszającym tempie rośnie bezrobocie wśród osób do 30 roku życia. O ile w 2008 r stopa bezrobocia wśród młodych wynosiła 16,1%, to obecnie jest na poziomie 27,5%. Bez pracy pozostaje ponad 700 tysięcy młodych mieszkańców III RP. Od początku kryzysu światowego (2008 rok) bezrobocie rośnie nieustannie i z każdym rokiem jest coraz wyższe.

 Bezrobocie wśród ludności aktywnej zawodowo

 2008 (początek kryzysu) stopa 8,9% 1.473,8

2009 stopa 10,9% 1.744,3

2010 stopa 11,5% 1.818,6

2011 stopa 11,8% 1.876,6

2012 (wrzesień) stopa 12,4% 1.979 tys

Nędza („strefa ubóstwa”)

Tam gdzie rośnie bezrobocie tam wzrasta i nędza. Wie to nawet dziecko. Ale raczej mało osób zdaje sobie sprawę w jakim tempie wzrasta nędza w Polsce. Zwłaszcza, że dane te, chociaż ogólnie dostępne, nie są zbyt atrakcyjne dla mediów. Tymczasem dane na temat ubóstwa są porażające. W ciągu roku przybyło około 400 tysięcy osób żyjących poniżej minimum egzystencji. Ten próg to od 334 zł miesięcznie na osobę (dla czteroosobowej rodziny, w modelu 2+2) do 495 zł dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Obecnie ludzi wegetujących za takie pieniądze jest Polsce ok. 2 miliony i 600 tysięcy!! Najgorzej radzą sobie oczywiście ci najsłabsi. „Według ubiegłorocznych danych OECD średnio kilkanaście procent seniorów żyje w naszym kraju gorzej niż skromnie”.

Przy czym, jak podaje GUS, już „W 2011 roku zanotowano zwiększenie się zagrożenia ubóstwem skrajnym w niemal wszystkich grupach gospodarstw domowych.”. W tym roku jest, niestety, jeszcze gorzej. I jak mówi ten sam raport GUS: „ekstremalnej biedy przybyło po pięciu latach jej spadku”.

Liczba ludzi żyjącycj poniżej minimum egzystencji:

2011 – 5,7% – ok. 2,2 mln

2012 – 6,7% – ok. 2,6 mln

Płace

Według portalu wynagrodzenia.pl średnie wynagrodzenie za wrzesień 2012 wynosiło 3641 zł. Dane te nie odbiegają zbytnio od danych GUS dotyczących przedsiębiorstw. Według tej instytucji nawet w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie bez pracy jest co piąty mieszkaniec (19,5%), średnia płaca wynosi 3395 zł.

Tymczasem płaca minimalna to od stycznia tego roku 1500 zł brutto, czyli 1111 zł na rękę. A według Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej równowartość płacy minimalnej zarabia co trzeci pracujący w Polsce. Wiadomo zaś powszechnie, że mnóstwo ludzi pracuje za jeszcze mniej – na czarno. Jak to więc możliwe, że w kraju w którym jest 2 miliony bezrobotnych, ponad 2,5 miliona ludzi żyję poniżej minimum egzystencji, a ponad 4,7 mln osób pracuje za ok. 1000 złotych, to „średnie wynagrodzenie” jest na poziomie 3600 zł?

Jak, skoro dla większości ludzi w tym kraju taka „średnia” płaca to nierealne marzenie?

Milionerzy

O ile miliony pracujących ludzi „zaniżają” średnie wynagrodzenie, to garstka bardzo bogatych podwyższa tę średnią do kwoty oderwanej od rzeczywistości. Nie wszystkim źle się dzieje.

Na przykład majątek Jana Kulczyka wynosi blisko 9 miliardów złotych i wzrósł od zeszłego roku o 20,3%! Podobnie ma się Zygmunt Solorz-Żak: jego aktywa wzrosły od zeszłego roku o 18% i wynoszą obecnie 8,5 miliarda złotych! (Dane za Forbes z listy 100 najbogatszych Polaków). Według portalu ekonomia24.pl od zeszłego roku przybyło nam 1579 milionerów. A perspektywa dla bogatych jest naprawdę obiecująca. Według raportu przygotowanego przez znaną instytucję finansową, Credit Suisse, do roku 2017 liczba milionerów wzrośnie o 105 procent, do 78 tysięcy.

Jak więc widać o ile dla milionów pracowników przewidziane są jedynie głodowe pensje, długi i brak perspektyw to dla kilkudziesięciotysięcznej „elity” życie toczy się „jak w Madrycie”. Na majątek Kulczyka człowiek zarabiający równowartość płacy minimalnej musiałby pracować do końca świata, czyli jakieś 667 tysięcy lat! A licząc inaczej Kulczyk ma tyle szmalu, ile 667 tysięcy ludzi zarabia przez rok. I na pewno mu nie starczy.

 Kuba Olszewski

 

Category: Gazeta - styczeń 2013

Comments are closed.