baner.pracdem.stary

Masowe zwolnienia w tyskiej fabryce Fiata – Walczmy o międzynarodową solidarność pracowniczą

| 1 stycznia 2013
24.02.12 Wcześniejszy protest pracowników Fiata.

24.02.12 Wcześniejszy protest pracowników Fiata.

W rekordowym 2009 roku tyskie zakłady Fiata, zatrudniające wtedy ok. 6 tys. pracowników, wyprodukowały ponad 600 tys. samochodów. Mniej więcej tyle samo, co pięć ówczesnych fabryk Fiata we Włoszech, zatrudniających łącznie ok. 22 tys. pracowników. Czyniło to tyską fabrykę, największą i najwydajniejszą fabryką Fiata w Europie. Jedną z najbardziej wydajnych fabryk w skali światowej – prawdziwą „perłą w koronie” koncernu!

Sam Marchionne – dyrektor generalny Fiata – wygłaszał tyrady na cześć swojej polskiej fabryki, nie omieszkując przy okazji napiętnować włoskich pracowników Fiata za „lenistwo” i „roszczeniowość”. Twierdził mianowicie, że włoskie fabryki nie przynoszą rzekomo żadnego zysku i że „zdrowy rozsądek nakazałby wynieść się z tego (Włochy) kraju”. Pogróżka ta stała się ulubionym środkiem szefostwa Fiata na dyscyplinowanie swych włoskich pracowników.

Mimo pochwał dla ich „pracowitości” i „sumienności”, polscy pracownicy nie mieli za bardzo powodów, by radować się z tak niezmiernie wysokiego poziomu wydajności swej pracy. Różnice w poziomie wydajności między polskimi, a włoskimi fabrykami Fiata, oprócz stosowania nowocześniejszych, bardziej wydajnych technologii (automatyzacja umożliwia zatrudnienie mniejszej ilości pracowników, lepsze maszyny przyśpieszają procesy produkcji, itd.), wynikały również z wyższej stopy wyzysku w zakładach polskich.

Wyzysk

Przy niższym stanie zatrudnienia polscy pracownicy byli i są zmuszani do intensywniejszej fizycznie pracy, przy znacznie niższych płacach, niż ich włoscy koledzy. Dochodzi jeszcze do tego łamanie prawa pracy, mobbing, zastraszanie pracowników (np. zmuszanie do rezygnacji z przynależności do związku zawodowego w zamian za przedłużenie umowy o pracę, wymuszanie zgody na urlop bezpłatny w okresach ograniczenia produkcji, a następnie do dłuższej pracy w okresach zwiększenia produkcji bez wypłacania nadgodzin). Do tego, w przeciwieństwie do włoskich fabryk, dochodzi niskim poziom walki pracowniczej. Mimo licznych protestów, od czasu pamiętnego strajku w 1992 r. nie było w tyskim Fiacie żadnych strajków.

Pomimo tak doskonałych dla włoskiego koncernu warunków, w 2010 roku ogłoszono zaskakującą decyzję – nowy model Fiata Pandy będzie produkowany nie w Polsce, a we Włoszech. Do końca 2012 roku została wygaszona produkcja Pandy w Tychach, sztandarowego produktu polskich zakładów. Pociąga to za sobą drastyczną redukcję zatrudnienia, masowe zwolnienie 1500 osób.

Systematyczna redukcja zatrudnienia trwa już od 2010 r. W tym okresie czasu – aby obejść przepisy chroniące pracowników w przypadku zwolnień grupowych – stopniowo zwalniano ludzi małymi grupami (również nie przedłużając umów z pracownikami zatrudnionymi na czas określony). Po zaprzestaniu produkcji czołowego wyrobu przed tyskimi zakładami stanęło widmo całkowitej likwidacji. Taka ewentualność oznaczałyby prawdziwą katastrofę, bowiem na jedno miejsce pracy w tyskiej fabryce samochodów, przypada sześć miejsc pracy w zakładach kooperujących!

Tania siła robocza

Co jest przyczyną tego, że Fiat postanowił zabić kurę znoszącą złote jajka i przenieść produkcję do Włoch, gdzie rzekomo nie opłaca się nic produkować? Jednym z motywów, dla których koncerny rozwijają produkcje poza granicami macierzystego państwa jest dostęp do taniej siły roboczej. W warunkach dobrej koniunktury i przy niskim poziomie bezrobocia, pracow- nikom jest względnie łatwo prowadzić walkę o płace i warunki pracy, co prowadzi do obniżenia stopy zysku kapitalisty. W tej sytuacji opłaca się mu ponieść koszty inwestycji w kraju, gdzie sytuacja jest mniej korzystna dla pracowników i gdzie może narzucić wyższą stopę wyzysku.

W Polsce Fiat był jeszcze w tej dobrej sytuacji, że nie musiał budować fabryki od podstaw – praktycznie za darmo przejął infrastrukturę i wykwalifikowanych pracowników Fabryki Samochodów Małolitrażowych (koncern kupił dawną FSM od państwa polskiego za równowartość czteromiesięcznych zarobków pracownika linii montażowej!).

Prowadzenie działalności w różnych krajach nie oznacza jednak, że koncern staje się „zdelokalizowany” – całkowicie niezależny od jakichkolwiek państw. Szefowie koncernu i politycy jego macierzystego państwa są bowiem członkami tej samej klasy rządzącej. Połączeni są różnorodnymi więzami: biznesowymi, politycznymi, towarzyskimi i rodzinnymi, a nawet korupcyjnymi. To politycy mogą umożliwić otrzymanie zamówień publicznych, pomóc w uniknięciu podatków. To oni stanowią korzystne dla kapitalistów prawo.

Nie powinno się zatem mówić oddzielnie o państwach i oddzielnie o kapitalistach, ale o państwowo-kapita- listycznych kompleksach. W sytuacji dławiącego światową gospodarkę kryzysu, Fiat może oczekiwać pomocy przede wszystkim od rządu włoskiego, który może zapewnić mu ulgi podatkowe i dotacje, a także pomoc w walce z pracownikami, poprzez niekorzystne dla nich zmiany prawa pracy.

Z drugiej strony rządowi zależy na utrzymaniu produkcji i miejsc pracy ze względu na spokój społeczny i międzynarodową pozycję państwa, tym bardziej, że upadek przemysłu samo­- chodowego miałby fatalne skutki również dla interesów powiązanych z nim kapitalistów włoskich z innych gałęzi produkcji.

To wszystko sprawia, że w obliczu spowodowanej kryzysem konieczności ograniczenia produkcji, międzynarodowemu przedsiębiorstwu bardziej opłaca się utrzymać produkcję w macierzystym kraju, niż w oddziałach zagranicznych. Szczególnie, że w obliczu kryzysowego spadku koniunktury i wzrostu bezrobocia, istnieje możliwość narzucenia pracownikom w kraju macierzystym płac równie niskich, jak wcześniej za granicą.

 Konkurencja

Międzynarodowa ekspansja kapitału wymusza konkurencję między pracownikami w różnych krajach. Pracowników w jednym kraju straszy się możliwością przeniesienia produkcji gdzie indziej i tym samym pozbawienia ich miejsc pracy. Starą jak kapitalizm metodą jest tworzenie podziałów (bardzo często całkowicie sztucznych) między różnymi grupami pracowników, wywoływanie i podtrzymywanie między nimi wrogości. Ochoczo korzysta się tutaj z nacjonalizmu i rasizmu.

Wszystko to ma wykazać, jakoby pracownicy i „ich” narodowi kapitaliści mieli rzekomo wspólne interesy w konkurencyjnej walce z innymi pracownikami i kapitalistami. Szczególnie fatalne jest, że swój udział w tym mają również liderzy związkowi. Absurdalna jest sytuacja, kiedy związki zawodowe w różnych krajach walczą o utrzymanie u siebie produkcji i miejsc pracy licytując się między sobą na ustępstwa na rzecz „pracodawców”.

 Solidarność klasowa

Taka strategia prowadzi do wyścigu na dno i pogorszenia sytuacji całej światowej klasy pracowniczej. Wyraźnie tu widać bankructwo wszelkich strategii, opartych na sojuszu „narodowej” pracy z “narodowym” kapitałem. Tym, czego najbardziej potrzeba pracownikom w teraźniejszej dobie kryzysu jest solidarność. Solidarność klasowa, jak najbardziej powszechna. Międzynarodowa solidarność pracownicza.

Strajk okupacyjny w obronie miejsc pracy w Tychach stanowiłby świetny przykład do naśladowania w innych zakładach Fiata.

Dobrym znakiem, wytyczającym drogę na przyszłość, był Europejski Dzień Akcji 14 listopada 2012 r., kiedy to miał miejsce bezprecedensowy strajk generalny w sześciu krajach równocześnie, wraz z protestami i mniejszymi strajkami w całej Europie. Tylko działając razem pokonamy rządy i „pracodawców”!

Michał Wysocki

Category: Gazeta - styczeń 2013

Comments are closed.