baner.pracdem.stary

Nasila się atmosfera strajku – Nie odpuśćmy rządowi

| 1 lutego 2013
Na Śląsku związkowcy wszystkich central chcą strajkować.

Na Śląsku związkowcy wszystkich central chcą strajkować.

Nasila się atmosfera strajku. Jednocześnie rządowi udało się odroczyć dwa najważniejsze strajki w kraju – najpierw śląski strajk generalny (30 stycznia), a zaraz potem, dzień później, strajk kolejarzy.

Zgadzając się na odroczenie strajków liderzy związkowi pozwolili rządowi przejąć inicjatywę w sytuacji, gdy Tusk naprawdę miał się czego bać.

Rząd obawiał się, że tym razem – inaczej niż w przypadku walki o ustawę 67 –  liderzy związkowi mogą rzeczywiście wezwać do strajku.

Szeregowi związkowcy na pewno chcą strajkować. Wyniki głosowania w referendach są w przytłaczającej większości za strajkiem (s. 9).

Wicepremier Janusz Piechociński musiał pojechać do Katowic, by przystąpić do rozmów z Międzyzwiązkowym Komitetem Protestacyjno Straj- kowym – pierwszy raz po trzech miesiącach przygotowań do strajku. W tym momencie była świetna szansa na ogłoszenie strajku krótko po zakończeniu referendów, czyli po 20 lutego.

Zamiast tego MKPS zgodził się nie podejmować strajku generalnego do czasu kolejnych rozmów 11 marca.

Dlaczego MKPS tak zrobił? To dość typowe postępowanie liderów związkowych, którzy istnieją po to, by negocjować z pracodawcami warunki i płace pracowników. Nie muszą pracować w tych samych, co pracownicy, warunkach lub zarabiać tych samych pensji. Inaczej niż etatowi związkowcy, zwykli pracownicy na co dzień spotykają się z wyzyskiem w miejscach pracy.

Gdy rząd się ugina i przystępuje do rozmów, liderzy związkowi uważają to za wielki sukces. Dla szeregowego pracownika jest to tylko sygnał słabości rządu – sukces byłby wtedy, gdyby liderzy poszli za ciosem i używali negocjacji, by wzmocnić kampanię przygotowującą strajk, który może wywalczyć coś rzeczywistego.

 

Punkt zwrotny

Jeśli dwa planowane strajki (śląski i kolejarski) się odbędą, może to być punkt zwrotny w walce z neoliberalną polityką Tuska. Gdy kolejarze zastrajkowali przez zaledwie 2 godziny (25 stycznia), potęga zorganizowanych pracowników była od razu widoczna dla wszystkich .

Rząd poszedł na konfrontację, bo uważał, że może pokonać kolejarzy, restrukturyzować kolej (m. in. zwalniając jeszcze więcej pracowników i likwidując trasy) i pokazać związkowcom w innych sektorach, że nie opłaca się buntować.

Jednak dwugodzinny strajk sparaliżował PKP. Pyskówki ministra Nowaka zamilkły. Rząd i szefowie kolei musieli zrezygnować z najgorszych propagandowych ataków na kolejarzy, chociaż pozostał ton moralizatorski. Posłuchajmy słów prezesa Grupy PKP Jakuba Karnowskiego:

“Zdecydowaliśmy się przystać na postulat związkowców, który był wczoraj zgłoszony – mianowicie przedłużamy na kolejny miesiąc stare zasady finansowania ulg kolejowych, czyli do 28 lutego włącznie, w nadziei na to, że strona związkowa się opamięta” – powiedział na konferencji prasowej.

Wydaje się prawdopodobne, że szef PKP odroczył konflikt o miesiąc, ponieważ rząd nie chce mieć do czynienia z walką na dwóch frontach. Wciąż nierozstrzygnięty konflikt na Śląsku stanowi znaczący problem dla rządu. Jeśli dodać strajk generalny kolejarzy, Tusk będzie miał do czynienia z coraz bardziej niebezpiecznym przykładem buntu pracowniczego. Inni pracownicy mogą chcieć dołączyć do walki.

Właśnie dlatego, że rząd się tak obawia masowej akcji, liderzy kolejarskich związków powinni byli wezwać do strajku. Już, niestety, ogłosili, że nie będzie go do końca lutego.

W obu przypadkach nie jest to oczywiście koniec walki – ale wcale nie jest pewne, że liderzy związkowi mają wystarczająco dużo determinacji, by ją przeprowadzić. Dlatego zadaniem związkowców głosujących za akcją jest domagać się od swoich liderów, by przestali się wahać i  ogłosili strajk.

Jeśli nastąpi uderzenie zarówno na Śląsku, jak i na kolei, podniesie to pewność siebie pracowników we wszystkich sektorach gospodarki.

Andrzej Żebrowski

Category: Gazeta - luty 2013

Comments are closed.