baner.pracdem.stary

Kapitalizm XXI wieku – Kryzys systemu zombi i kanibalizmu

| 1 lutego 2013
zombi

Wiele uwagi przyciągają „banki zombi”, „firmy zombi” a nawet „gospodarstwa domowe zombi”.

Czy kapitalizm może zmartwychwstać z tak dużą liczbą niedochodowych firm unikających bankructwa?

Nie należy się dziwić komuś, kto przeglądając  ostatnio działy ekonomiczne „czołowych” gazet pomyślał, że przez pomyłkę otworzył dział recenzji filmów. Wszędzie mówi się o  zombi. Ale to nie o najnowszym filmie reżysera George’a Romero toczy się dyskusja. Zamiast tego wiele uwagi przyciągają „banki zombi”, „firmy zombi” a nawet „gospodarstwa domowe zombi”.

To, co wyrażają te określenia, to rosnący strach wśród niektórych komentatorów głównego nurtu, że “finansowo nie-umarłe” firmy są utrzymy- wane w płynności, pomimo że są niezyskowne i że to szkodzi interesom innych, bardziej zyskownych kapitałów.

Są oczywiście dowody na to, że ogólny wskaźnik bankructw jest niski. Jeden z szacunków mówi, że wskaźnik „likwidacji interesu” w brytyjskiej gospodarce oscylował w granicach 160 na 10 tys. firm w latach 90-tych. W najgorszym momencie obecnego kryzysu, nawet nie doszedł do 100.

Julie Palmer z firmy Begbies Traynor, która specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw, mówi że „te firmy zombi generują jedynie ilość gotówki wystarczającą  do spłacenia odsetek od swoich długów i trzymania kredytodawców na dystans. Nie są w stanie rozwiązywać problemów związanych z niespodziewanymi kosztami… albo z finansowaniem podwyżek pracującego kapitału i inwestowaniem w rozwój”. Trudno nie odnieść wrażenia, że jest to ton sfrustrowanego  sępa osaczającego ofiarę, która nie chce umrzeć.

Więc, o co w tym chodzi i dlaczego to ma znaczenie?

Ślepa akumulacja

Siłą napędową kapitalizmu jest ślepa akumulacja rywalizujących kapitałów. Brak ogólnej koordynacji decyzji inwestycyjnych w systemie jako całości, nieuchronnie prowadzi do kolejnych kryzysów ekonomicznych gdyż „zbyt wiele” się produkuje i niektóre inwestycje stają się niezyskowne.

Ale jak w swojej książce Kapitał tłumaczył Marks, krach sam w sobie tworzy warunki dla nowej fazy ekspansji.

Dzieje się tak z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, poprzez zwiększenie poziomu bezrobocia gdy w związku ze strachem przed bezrobociem kapitalistom pojawia się możliwość wyciskania z pracowników więcej nieodpłatnej pracy (nazywanej „wartością dodatkową”), co zwiększa zyski. Obecna presja na warunki życia połączona z  szerszymi działaniami nakierowanymi na redukcję “społecznej płacy” wydatków socjalnych odzwierciedla ten proces. To jest właśnie „logika” stojąca za polityką oszczędności.

Ale samo podwyższenie poziomu wyzysku rzadko kiedy wystarcza do przywrócenia kondycji systemu. Kryzys jednakże sprawia, że podnosi się wskaźnik drugiego kluczowego mechanizmu, który może przywrócić zyskowność. Poprzez powodowanie bank- ructwa jednych firm inne firmy mogą kupić ich sprzęt i surowce po niskich cenach. Marks nazwał to dewaluacją kapitału poprzez kryzys.

W wyniku tego stopy zysku tych firm, które przetrwały wyścig kapitałów, rosną, co pozwala im na nowe inwestycje.

Ale ten szablon nie działa w nieskończoność. Każdy kryzys skutkuje tym, że firmy, które przetrwały rosną i zwiększają swoją wagę w ramach systemu jako całości – innymi słowy pojawia się – jak nazywał to Marks – „koncentracja i centralizacja kapitału”. Więc gdy kiedyś kapitalizm był zdominowany przez małe i średnie firmy rodzinne, teraz jest zdominowany przez gigantyczne międzynarodowe korporacje.

Czarne dziury

Ekonomista marksistowski Mike Kidron wyrażał opinię, że rosnąca wielkość kapitałów czyni dużo trudniejszym dla kapitalizmu rozwiązywanie swojego kryzysu poprzez dewaluację kapitału.

Jeśli gigantyczne firmy bankrutują mogą pociągnąć na dno inne, czyniąc ogromne szkody sieciom zaopatrzenia, firmom, które dostarczały dobra konsumenckie pracownikom zatrudnianym przez giganta i tak dalej. W gospodarce może się wytworzyć to, co Kidron nazwał „czarnymi dziurami”, wciągającymi zyskowne jak i niezyskowne firmy.

Wielkie firmy wywierają presję na państwo, by próbowało powstrzymywać “dewaluację poprzez kryzys”, niezależnie od tego, co mówi oficjalna ideologia neoliberalna. To powstrzymuje, albo co najmniej opóźnia, restrukturyzację produkcji niezbędnej dla wyjścia z kryzysu.

Ten proces można było wyraźnie obserwować, gdy kryzys uderzył w banki w latach 2008-09. Państwo za państwem działały wspierając system finansowy posługując się argumentem, że banki były teraz „za duże by upaść”. Ale dotyczy to nie tylko banków: mamy teraz system kapitalistyczny, który jest „za duży by upaść”. Nowoczesny kapitalizm jest zdominowany przez gigantyczne korporacje, których upadek może mieć dewastujący skutek dla innych kapitałów.

Więc, jedną z cech obecnego kryzysu jest to, że działania ze strony banków centralnych skierowane na utrzymanie niskich stóp procentowych pozwalają wielu słabym i w większości niezyskownym firmom ciągnąć biznes, obsługiwać swoje długi, jednocześnie nie dając im możliwości spłacenia swojego pierwotnego zadłużenia, a co dopiero podejmowania nowych inwestycji. Banki zaś obawiają się egzekwowania od tych firm należności, gdyż to ujawniło by jak wiele niespłacalnych kredytów mają w swoich księgach, co naraziło by na szwank przetrwanie ich samych.

Na skutek tego, stara kapitalistyczna metoda wychodzenia z kryzysu poprzez kanibalizm niektórych dużych firm przez inne, już nie działa tak dobrze jak działała kiedyś. System nie jest w stanie sprzątnąć wystarczająco dużo niezyskownych firm by móc otworzyć drogę dla nowego okresu ekspansji.

Kapitalizm jest nawiedzany przez swoją przeszłość – ciężar wcześniejszych rund akumulacji – z czego trudno mu teraz uciec.

Mark L. Thomas

Tłumaczył Bartłomiej Zindulski

 

Artykuł opublikowany w styczniowym numerze Socialist Review.

Tags:

Category: Gazeta - luty 2013

Comments are closed.