baner.pracdem.stary

MALI: Imperialistyczna wojna Francji

| 1 lutego 2013
Francuscy żołnierze w Mali.

Francuscy żołnierze w Mali.

11 stycznia francuskie myśliwce rozpoczęły naloty w Mali. Potem wysłano żołnierzy lądowych.

W wywiadzie dla stacji telewizyjnej France 3 minister obrony Francji Jean-Yves Le Drian poinformował 19 stycznia, że obecnie w Mali jest około 2 tys. francuskich żołnierzy, ale ich liczba może wzrosnąć do 4 tys. USA dostarczają Francji informacji wywiadowczych pozyskanych przez samoloty bezzałogowe.

17 stycznia Unia Europejska zdecydowała o wysłaniu misji „szkoleniowej” do Mali. Dzień później polski MSZ ogłosił, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni zapadną decyzje dotyczące udziału Polski w tej „misji”.

29 stycznia rząd Tuska przyjął wniosek do prezydenta o użycie polskiego kontyngentu wojskowego w “misji szkoleniowej” Unii Europejskiej w Mali. W “misji” UE miałoby wziąć udział do 20 polskich żołnierzy. Miałaby ona trwać od 16 lutego do końca 2013 roku.

Znów mamy do czynienia z atakiem Zachodu na biedny kraj – z atakiem ukrytym pod płaszczykiem „wojny z terrorystami”. Dlatego powinniśmy przeciw- stawić się jakiemukolwiek polskiemu udziałowi w tej imperialistycznej interwencji.

Aby zrozumieć to, co się dzieje, musimy pamiętać, że rośnie znaczenie kontynentu afrykańskiego dla imperialistycznych mocarstw Zachodu. Jest to kluczowe, ponieważ boom zapotrzebowania na zasoby naturalne czyni szczególnie atrakcyjnymi złoża ropy i gazu na terenie Afryki oraz u jej wybrzeży.

W chwili obecnej mamy do czynienia ze wzrostem aktywności USA w tym regionie. Pentagon posiada obecnie odnogę w postaci afrykańskiego dowództwa wojskowego, Africomu .

The New York Times donosi również o nieudolnej interwencji Pentagonu. Siły specjalne USA są zaangażowane w program szkolenia wojskowego w regionie Maghrebu i Afryki Zachodniej, na co wydano 600 milionów dolarów w okresie ostatnich czterech lat. Mali zostało do tego celu wybrane jako „wzorowy partner”. Jednak w zeszłym roku podczas wojskowego zamachu stanu w Mali, tuarescy dowódcy trzech z czterech jednostek elitarnych, walczących w północnej części tego kraju, przeszli wraz z własnymi siłami na stronę rebeliantów!

Francja ma długą historię interwencji wojskowych w swoich byłych koloniach afrykańskich.

Fakt, że Mali, podobnie jak większość terytoriów Afryki Północno-Zachodniej, jest częścią dawnej potęgi kolonialnej Francji, mającej “wpływy” oraz utrzymującej  “koneksje” w tamtejszym regionie, w żaden sposób nie uzasadnia jej działania – wręcz przeciwnie, jest kolejnym powodem, dla którego należy zaprzestać ingerencji w sprawy mieszkańców Mali oraz całej Afryki.

Całkowicie odrzucamy pogląd, że dawne mocarstwa kolonialne ponoszą jakąś szczególną odpowiedzialność za obszary, którymi niegdyś rządziły (np. Francja w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Algierii itp. czy Wielka Brytania w Zimbabwe, Kenii itp.), z wyjątkiem tego sensu, że cała historyczna epoka europejskiego imperialistycznego podboju i wyzysku Afryki jest przyczyną rozpaczliwej nędzy i trudnej sytuacji tego kontynentu do dzisiaj.

Pretekst do tej interwencji – rzekoma groźba „państwa terrorystycznego Al-Kaidy u progu Europy” – byłby śmieszny, gdyby nie ogólnie panujący klimat islamofobii uprawiany przez czołowe media oraz polityków. Mali nie jest w żadnym sensie u progu Europy, a z uwagi na położenie jego terytorium w południowej części Sahary oraz z powodu skrajnego zacofania i ubóstwa, całkowicie nie jest w stanie stworzyć zagrożenia dla Europy.

Przyczyną obecnego konfliktu w Mali jest fakt, że państwo to jest tworem zachodniego imperializmu (francuskiego), które sztucznie połączyło różne ludy. Mieszkańcy północnego Mali, Tauregowie, od dawna domagają się prawa do utworzenia własnego niepodległego państwa Azawad. To odmowa reżimu wojskowego w Mali do przyznania im tego prawa oraz tłumienie walk wyzwoleńczych, pozwoliło dojść do głosu ruchom islamistycznym w północnym Mali. Zamiast francuskiej i innych interwencji wojskowych ludziom w Azawad powinno być przyznane prawo do secesji.

Neoliberalizm, który ogarnia Afrykę, koncentruje swe inwestycje na coraz mniejszych obszarach. W Mali to stolica Bamako i region wokół niej.

Gniew na tę sytuację obudził ruchy separatystyczne, które uważają, że ich tereny zostały zmarginalizowane. To samo dzieje się na całym kontynencie. Nadzieja na przyszłość leży w ruchach rewolucyjnych takich jak te w Egipcie. Pokazują one, że możliwe jest rzucenie wyzwania imperializmowi, odrzucenie neoliberalizmu i  zwalczenie ubóstwa.

 

Opracował Adam Ziębicki

Category: Gazeta - luty 2013

Comments are closed.