baner.pracdem.stary

Cięcia lokalne – problem krajowy

| 1 czerwca 2013

 

14.05.13 Warszawa. Protest pracowników komunikacji miejskiej (patrz s. 9). Radni powinni wspierać takie protesty - a ilu to robi?

14.05.13 Warszawa. Protest pracowników komunikacji miejskiej (patrz s. 9). Radni powinni wspierać takie protesty – a ilu to robi?

Cięcia socjalne na poziomie samorządów to ważna część obrazu “cichych cięć” w dzisiejszej Polsce. Mieszczą się choćby w tym cięcia w wydatkach na szkoły, przedszkola i żłobki (zwolnienia pracowników i ograniczanie im dodatków motywacyjnych do płac, rosnące stawki opłat dla rodziców, a w najgorszym razie zamykanie całych placówek), oszczędzanie na szpitalach z dążeniem do ich komercjalizacji, czy wręcz prywatyzacji oraz cięcia w transporcie publicznym (podwyżki cen biletów, likwidacja linii, odbieranie uprawnień pracowniczych).

Władze samorządowe tłumaczą konieczność cięć dziurami w budżetach lokalnych – wyjaśnienie jest więc identyczne z tym stosowanym przez rząd na poziomie ogólnopolskim. Skoro “nie ma pieniędzy”, trzeba ciąć. I tnie się tam, gdzie najłatwiej, czyli na potrzebach niezamożnych ludzi.

Przyczyny problemów finansowych samorządów są bardzo proste. Władze centralne przerzucają na nie coraz więcej odpowiedzialności, ale bez odpowiednich środków finansowych. Budżety samorządów z jednej strony czerpią dochody z ogólnokrajowych podatków PIT i CIT (z których blisko połowa pozostaje na poziomie gmin, powiatów i województw), z drugiej otrzymują z budżetu subwencje i dotacje celowe na konkretne zadania. Obniżki tych podatków, jak i znaczne ograniczenie podatku spadkowego i od darowizn (wpływających do budżetów gmin), wpłynęły więc na spadek dochodów samorządów. Spowolnienie gospodarcze działa w taki sam sposób. Samorządy mogą też szukać dochodów na inwestycje w kasie unijnej, co też czynią, ale konieczny wkład własny w celu wydania pieniędzy “europejskich” faktycznie przyczynia się do dalszego zadłużania.

 

Zrobić dobrze biznesmenom

Władz samorządowych nie należy jednak traktować jako po prostu ofiar polityki rządu centralnego, który ich rękami może “po cichu” dokonywać cięć wydatków na cele społeczne. Priorytety władz samorządowych są z gruntu te same, co władz centralnych – czynienie z własnego terytorium idealnego miejsca dla bogacenia sie biznesmenów. Przy tym absurdalnych wydatków nie brakuje także na poziomie lokalnym.

Najlepszym tego przykładem były zeszłoroczne gigantyczne pieniądze na promocję, strefy kibica i inne “palące potrzeby” związane z Euro 2012 r. Mieszkańcy miast-gospodarzy tej imprezy jeszcze długo spłacać będą rozrzutność miejskich rajców, by “pokazać sie światu”. Do tego dochodzą wydatki władz lokalnych na samych siebie. Na przykład w 2012 r. warszawski Ratusz przyznał 43 mln premii dla urzędników. W latach 2006 – 2012 nazbierało się tego już ponad 300 mln. Słowo “urzędnik” jest bardzo pojemne: od osób obsługujących “za okienkami” (których wynagrodzeń w pełni bronimy) po burmistrzów dzielnic i szefów miejskich spółek. Nie wiemy więc, ile z tych pieniędzy trafiło do zwykłych pracowników, a ile do ich zwierzchników. Wiemy jednak, że władza o sobie nie zapomina, a zeszłoroczny rekordzista, burmistrz Bemowa, otrzymał 25 tys. zł. premii.

Generalnie samorządy lojalnie uczestniczą w rządowej grze zamykając szkoły czy prywatyzując szpitale. Nie ma z ich strony rzeczywistego oporu wobec tej polityki. Pamiętajmy, że na poziomie samorządowym mamy zwykle te same partie, które decydują o polityce centralnej – i tak samo starające się być “przyjazne wobec biznesu”. Do tego im mniejsza miejscowość, tym bardziej władze lokalne połączone są więzami towarzysko – finansowymi z lokalnymi kapitalistami, jak i biskupem czy policjantem. Układy “między wójtem, panem a plebanem” są rzeczywistością kapitalistycznej Polski XXI wieku niewiele odbiegającą od opisu w renesansowym traktacie Mikołaja Reja.

Także w większych miejscowościach politykę władz samorządów określają ramy wytoczone przez konieczność “rozwoju”, rozumianego jako “przyciąganie inwestorów” (najlepiej w wielkich biurowcach). Nie usłyszymy więc prezydentów miast narzekających na zbyt małe podatki dla najbogatszych czy rujnującą miejskie zasoby reprywatyzację. Prywatyzacja postrzegana jest natomiast jako dobry sposób na ratowanie samorządowych budżetów. Największy sprzeciw bogatszych gmin budzi natomiast tzw. “janosikowe”, czyli konieczność dzielenia się dochodami z gminami uboższymi. Ostatnio władze szeregu miast (Kraków, Poznań, Warszawa) przygotowały także kampanie na rzecz płacenia podatków właśnie tam, kierując gniew na przybyszy śmiących korzystać np. z transportu publicznego, a rozliczających się w swych rodzinnych miejscowościach (zwykle mniejszych i uboższych). Do ograniczonego spojrzenia konkurencji w zapewnianiu komfortu biznesmenom dochodzi więc równie ograniczone spojrzenie walki o przejęcie pieniędzy będących w dyspozycji innych samorządów.

 

Patrzmy na bogactwo oligarchów, nie na budżety gmin

Ważne jest, by protestując przeciw cięciom wydatków samorządowych umieszczać tę sprawę w szerszym kontekście narastających problemów gospodarczych, wzrastania różnic między bogatymi a biednymi przy atakach na ludzi niezamożnych w skali ogólnokrajowej. Ostatecznie problemem jest niezdolność polskiego kapitalizmu (w kontekście narastających problemów kapitalizmu w skali świata) do rozwiązania kluczowych kwestii społecznych. Walcząc z cięciami nie możemy więc dać się wpuścić w ślepą uliczkę walki o kurczące się zasoby na poziomie gmin. Pytanie nie brzmi: gdzie ciąć, by zrównoważyć budżet, ale jak zmienić sytuację, w której w całym kraju obok zamkniętych osiedli, dzielnic biurowców i drogich samochodów mamy eksmisje na bruk, murszejące szkoły i coraz droższy transport publiczny?

 

Walki miejskie

03.06.2013 warszawa społeczna demo

03.06.2013

W wielu miastach narastają protesty przeciwko cięciom socjalnym i podwyżkom cen usług.

Wolny Związek Zawodowy “Sierpień 80” prowadzi od grudnia 2012 r. kampanię pt. „Nie – dla podwyżek cen biletów, Tak – dla bezpłatnej komunikacji miejskiej”. W ostatnich tygodniach związek przeprowadził akcje uliczne w tej sprawie m. in. w Koszalinie, Gdańsku, Katowicach, Piekarach Śląskich, Lublinie i Krakowie.

W Warszawie głośnym echem odbyło się odebranie rodzinom pracowników Zarządu Transportu Publicznego praw do darmowych przejazdów komunikacją miejską. 14 maja kilka tysięcy pracowników pikietowało z tego powodu miejski Ratusz (patrz s. 9). Najbardziej skuteczną odpowiedzią na ten atak byłoby natychmiastowe ogłoszenie bezterminowego strajku komunikacji. Niestety, liderzy związkowi się na to nie zdecydowali z obawy przed konsekwencjami prawnymi. Plusem jest jednak to, że wszystkie związki występują wspólnie i planują wejście w spór zbiorowy z zarządem ZTM. W czerwcu/lipcu może więc dojść do strajku.

Przeciwko rosnącym cenom biletów protestują też korzystający z komunikacji mieszkańcy. Koalicja “Stop podwyżkom cen biletów ZTM” 20 czerwca (g. 17.00, Patelnia przy stacji metra Centrum) przeprowadzi “Protest Wściekłych Pasażerów” demonstracyjnie zanosząc do rady miasta 15 tys. zebranych podpisów pod projektem uchwały zakładającym przywrócenie niższych cen biletów obowiązujących w 2012 r. Podpisy przeciw podwyżkom wciąż są zbierane – każda pomoc jest mile widziana. Dodajmy, że władze miasta mają zupełnie inne plany, co do cen biletów ZTM, planując ich kolejną podwyżkę od 2014 r. Wcześniej chcą odebrać ulgi na przejazd osobom na studiach doktoranckich.

Trwają także protesty przeciw cięciom wydatków na szkoły i przedszkola. Młodzi nauczyciele ze Związku Nauczycielstwa Polskiego organizowali protesty na poziomie warszawskich gmin przeciw cięciom w wydatkach motywacyjnych dla nauczycieli.

Natomiast Warszawa Społeczna i OPZZ “Konfederacja Pracy” 3 czerwca przeprowadziły kolejny protest przeciw cięciom w stołecznej edukacji. Organizacje te tylko w ciągu 4 dni zebrały 11 525 podpisów pod apelem „Szkoły to nie puszki, dzieci to nie sardynki: Nie dla cięć w warszawskiej edukacji!”. Trwa także kampania na rzecz odwołania ze stanowiska Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

 

Działkowcy z Polskiego Związku Działkowców zorganizowali 6 maja pikiety przed biurami parlamentarzystów PO. Akcja ta była związana z pracami w Sejmie nad nowym prawem dotyczącym ogrodów działkowych. Zmiany proponowane przez PO są zagrożeniem dla dalszego istnienia ogrodów działkowych, których jest w Polsce 4600 i znajduje się w nich ponad 966 tys. działek. Korzystają z nich głównie emeryci (42 proc.) i renciści (11 proc.).

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - czerwiec 2013

Comments are closed.