baner.pracdem.stary

ISLAMOFOBIA TO RASIZM

| 1 lipca 2013
Muzułmanki i rewolucyjne socjalistki w Egipcie.

Muzułmanki i rewolucyjne socjalistki w Egipcie.

Podobnie jak w całej Europie, również w Polsce narasta problem islamofobii. Nawet „postępowa” Szwecja nie jest od niego wolna. Niechęć do muzułmanów przypomina antysemityzm z lat trzydziestych ubiegłego wieku. W czasach kryzysu rasiści szukają kozłów ofiarnych. Od wielu lat forsowana jest także teza o zderzeniu cywilizacji i rzekomym wstecznictwie muzułmanów.

W polskich mediach islam zazwyczaj przedstawiany jest w negatywnym świetle. Kiedy w Bostonie dokonano zamachu bombowego podczas maratonu, a w Londynie zamordowano na ulicy żołnierza, zdarzenia szybko nazwano „atakami barbarzyńskiego islamu”. Nikt jednak, podążając za tą logiką, nie nazywał rzezi dokonanej przez norweskiego faszystę Breivika „atakiem barbarzyńskiego chrześcijaństwa”.

Kiedy krakowscy kibole zabili maczetą (takim samym narzędziem, jakiego użył terrorysta w Londynie) Tomasza C., nikt nie zastanawiał się jakiego wyznania są mordercy. Gdyby jednak mieli ciemniejszą skórę, gdyby wyglądali na muzułmanów – czy pierwszym podejrzeniem policji nie byłby motyw terrorystyczny, nawet gdyby dowody wskazywały na coś zupełnie innego?

Pierwsze godziny relacji wydarzeń w Norwegii, zanim jeszcze Andreas Breivik okazał się zamachowcem, upłynęły mediom i wszelkiej maści specjalistom ds. udzielania komentarzy w mediach, na domniemywaniu rzekomego podłoża zamachu. Stać za nim mieli terroryści (w rozumieniu nie słownikowym, ale zwyczajowym – czyli muzułmanie).

Rzadko kto nazywa Andersa Breivika terrorystą, którym przecież jest. Statystki Europolu potwierdzają, iż za większość zamachów odpowiedzialni są prawicowi i nacjonalistyczni ekstremiści, a nie muzułmanie. Tymczasem terrorysta to w powszechnym rozumieniu synonim muzułmanina. Za islamofobią kryje się rasizm!

Na początku czerwca mogliśmy się dowiedzieć, że na placu Taksim Turcy protestują przeciwko postępującej islamizacji kraju. Ten absurdalny argument przebił się na pierwsze strony gazet. Demonstrujący nie protestowali jednak przeciwko budowie meczetu i zakazowi sprzedaży alkoholu, ale głównie przeciw pogarszającej się sytuacji ekonomicznej kraju i korupcji elit, czego dowodem jest właśnie grabież parku Gezi w centrum Stambułu pod budowę kompleksu handlowego.

To zupełnie tak, jakby powiedzieć, iż protesty przeciwko podwyżkom cen biletów komunikacji miejskiej w Brazylii są protestami przeciwko pogłębiającej się „katolizacji” kraju. Islamofobiczne opinie przebijają się do głównego nurtu coraz częściej:  były dziennikarz TVP, Mariusz Max Kolonko, publikuje swoje antyislamskie i rasistowskie filmiki, które oglądają setki tysięcy internautów.

To wszystko sprawia, iż na portalach społecznościowych jak grzyby po deszczu pojawiają się ksenofobiczne grupy wzywające do oporu przeciwko rzekomej islamizacji naszego kraju („Stop Islamizacji Polski”, „Nie dla Islamizacji Europy”).

Politycy i różnej maści eksperci widzą zagrożenie dla „cywilizacji europejskiej”, którym jest ponoć napływ nie-białych, nie-chrześcijańskich imigrantów. Część z nich mówi wręcz o islamskiej piątej kolumnie, którą mają być muzułmanie z Bośni, Wielkiej Brytanii, Rosji, czy Francji, żyjący w Europie od setek lat. Takie opinie są bardzo groźne – pogłębiają ksenofobiczne nastroje i tworzą stereotypy.

Linia podziału przebiega tu pomiędzy my (światli, biali Europejczycy) a oni – zacofani muzułmanie, terroryści. Zapomnieliśmy, że to właśnie dzięki kulturze islamu, przetrwały największe dzieła starożytnych myślicieli: zostały przetłumaczone na język arabski, dzięki czemu nie zginęły w mrokach średniowiecza.

Islam również jest częścią kultury europejskiej. Muzułmańska Grenada, zanim została zdobyta w czasie rekonkwisty, była jednym z najważniejszych ośrodków kultury w Europie. Kiedy „oświeceni” katoliccy Hiszpanie wypędzali Żydów w XV wieku, to „zacofane” Imperium Osmańskie przyjęło ich do siebie. Bez przeszkód mogli wyznawać tam swoją religię.

Kilka lat temu warszawiacy wyrażali swój sprzeciw wobec budowy meczetu w stolicy. Sugerowano, że świątynia taka byłaby siedliskiem „ekstremizmu”. Niedawno grupa mieszkańców Puław zorganizowała się na facebooku, zapowiadając demonstrację przeciwko Zjazdowi Polskich Muzułmanów, który ma się tam odbyć w lipcu.

Ta nienawiść, znajduje również ujście w rosnącej w ostatnich tygodniach przemocy. W Białymstoku podpalono mieszkanie pakistańsko-polskiej pary; w Katowicach na dworcu kolejowym młody Egipcjanin został zaatakowany młotkiem. Portal natemat.pl przytacza historię mieszkańca Warszawy, 29-letniego Karima, który wielokrotnie doświadczał przemocy w pracy (był bity i nazywany „terrorystą”). Szef nie reagował. Jedyną „winą” Karima było wyznawanie innej religii i obce pochodzenie.

Wszystko to uchodzi sprawcom rasistowskich ataków na sucho. Władze nie reagują lub nie chcą tego robić. Za słowami ministra Bartłomieja Sienkiewicza – „Skinheadzi, idziemy po was” – nie idą żadne konkretne czyny. Białostocki prokurator, Dawid Roszkowski, stwierdził nawet, iż namalowane na ścianach i murach swastyki, nie są znakiem nazistowskim, tylko szeroko znanym azjatyckim symbolem szczęścia.

Jakie to oczywiste, że w kraju gdzie Hitler wybudował obozy śmierci, swastyka kojarzy się przede wszystkim z hinduizmem. Z pewnością malują ją na murach wyznawcy hare kriszna. Ciekawe tylko czemu krisznowcy nienawidzą Żydów do tego stopnia, że obok symbolu szczęścia polscy rządzący ignorują rosnący w siłę rasizm.

Obsesyjne zainteresowanie historią Polski, wykreowane głównie przez prawicę, traktuje polskie dzieje bardzo wybiórczo, przedstawiając je jako bohaterską walkę Polaków-katolików o „Polskę prawdziwą”. Na rynku dostępnych jest coraz więcej magazynów i dodatków historycznych, których treść musi wpisywać się w oficjalną „politykę historyczną”. Szczególny nacisk położony jest na „odsiecz wiedeńską” i Bitwę Warszawską, które rzekomo uchroniły nas (i – nigdy wystarczająco wdzięcznych – Europejczyków) przed „hordami dzikich muzułmanów i Azjatów”.

Od średniowiecza Polska była domem dla wielu narodowości i wyznań: Żydów, Niemców, Litwinów, Ukraińców, Rosjan, Karaimów, Łemków, Romów a także muzułmańskich Tatarów, którzy do dziś mieszkają na wschodzie Polski.

Czy żydowski Kazimierz, albo XVIII-wieczny meczet w Kruszynianach nie powinny być uznane za część polskiego dziedzictwa? Może działacze NOP-u jedząc polski bigos powinni zastanowić się jak uboga byłaby polska kuchnia bez azjatyckich przypraw korzennych; bez żydowskich knysz, czulentu, chałek; ruskich pierogów czy ukraińskiego barszczu?

Dopiero II wojna światowa i podział granic zafundowany nam przez Stalina pozbawiły Polskę mniejszości narodowych i wyznaniowych. Polska prawica nie może znieść odrębności jakichkolwiek grup etnicznych, nawet jeśli ich przedstawiciele czują się jednocześnie Polakami i katolikami. Stąd też, niesamowita wrogość PiS-u wobec Ruchu Autonomii Śląska, który został nazwany przez Jarosława Kaczyńskiego „zakamuflowaną opcją niemiecką”.

Przecież nic nie wpływa na kulturę i sztukę tak jak wielokulturowość, nie wspominając już o rozwoju ekonomicznym. Pokazało to doświadczenie wielu krajów, gdzie imigracja pozwoliła właśnie na szybki wzrost gospodarczy (Wielka Brytania, Francja, Niemcy).

Muzułmanie żyją i pracują w Polsce od XIV wieku, są obywatelami płacącymi podatki, posyłającymi dzieci do szkół. Powinniśmy najostrzej jak to możliwe przeciwstawiać się ksenofobii i rasizmowi, które prowadzą do pogardy dla drugiego człowieka. Rasizm przybiera różne formy. Czy jest to eskalacja strachu przed „zalaniem rynku pracy” przez cudzoziemców, czy też przed ich świątyniami i praktykami religijnymi – ma to jeden cel. Pamiętajmy, iż islamofobia to narzędzie w rękach kapitalistów. Grając kartą rasistowską próbują oni podzielić pracowników i zrzucić winę za nieudolne rządy i złą sytuację gospodarczą.

 Maciej Bancarzewski

Tags:

Category: Gazeta - lato 2013

Comments are closed.