baner.pracdem.stary

Faszystowska hołota i prawicowa gleba

| 1 lipca 2013
22.06.2013 Uniwersytet Wrocławski. Faszyści wyprowadzeni - Bauman oklaskiwany.

22.06.2013 Uniwersytet Wrocławski. Faszyści wyprowadzeni – Bauman oklaskiwany.

22 czerwca grupa kilkudziesięciu faszystów z Narodowego Odrodzenia Polski przerwała wykład prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim. Była to kolejna próba zaistnienia skrajnej prawicy na uczelniach wyższych. Próba, niestety, w tym sensie udana, że choć faszystów nie było wielu, o ich wybrykach donosiły wszystkie media. Co ważniejsze, sposób relacjonowania tego zdarzenia pokazał, jak bardzo ramy dyskusji w Polsce wychylone są na prawo.

Oficjalnym powodem akcji faszystów była stalinowska przeszłość Baumana, jego uczestnictwo w stworzonej w ZSRR w czasie II wojny światowej 4 Dywizji Piechoty I Armii Wojska Polskiego, która następnie przeniesiona została do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bauman był wtedy młodym stalinowcem, wierzącym, że w Polsce buduje się prawdziwy socjalizm. Jak sam o tym opowiadał w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: “[T]o się sprowadza do trzech słów: wolność, równość, braterstwo. To był ten mój ideał dobrego społeczeństwa. A jak to się będzie realizowało? Wszyscy pójdą do szkoły, będą mieli mieszkania i nikt nie będzie mieszkał w rozwalających się lepiankach. Będzie rósł poziom życia, ludzkie wzajemne sympatie, a animozje będą się kruszyły. Co tu opowiadać? Niech pan nie żąda, bym po raz wtóry wymyślał socjalistyczną ideologię. Ona została wymyślona przede mną, ona mi się podobała i nadal mi się podoba” (GW, 29-30 czerwca 2013 r.).  Bauman stopniowo przekonywał się jednak, że oficjalnie głoszone socjalistyczne hasła różnią się od rzeczywistości PRL. Jeszcze przez wydarzeniami 1968 r. oddał legitymację PZPR. Wkrótce potem stał się ofiarą antysemickich czystek, zostając zmuszony do wyjazdu z Polski.

Dziś Bauman wciąż uważa się za socjalistę – i chwała mu za to. Jest wnikliwym krytykiem neoliberalizmu, choć jego poglądy odzwierciedlają rozczarowanie właś­- ciwe wielu dawnym marksistom i wyrażające się w przyjmowaniu tez o wszechogarniającej globalizacji, upadku znaczenia państwa, a przede wszystkim odejściu od przekonania o znaczeniu klasy pracowniczej w zmienianiu świata. Jednocześnie Bauman jest jednoznacznym przeciwnikiem nacjonalizmu, co wyraża się także krytyce polityki Izraela (w którym przebywał w latach 1968 – 71). I co warto podkreślić, jest jednym z bardzo niewielu polskich myślicieli znanych w świecie – dlatego też, mimo swojej deklarowanej lewicowości, może liczyć na atencję ludzi w stylu liberalno-konserwatywnego prezydenta Wrocławia Rafała Dudkiewicza.

Żyzny grunt

Dudkiewicz słusznie nazwał  faszystowskich zadymiarzy “nacjonalistyczną hołotą. Jednak liberalne środowiska miały problem ze spójną obroną Baumana. Żyzny grunt, na którym mogły wyrosnąć faszystowskie szumowiny, przygotowała bowiem dominująca dziś ideologia traktująca faszyzm i komunizm jako syste- my, które należy równie ostro potępiać.

Zestawienie “faszyzmu, nazizmu i komunizmu” obecne jest nawet w Konstytucji RP z 1997 r. (przyjętej głosami oficjalnej “centrolewicy”). W tej sytuacji trudno się dziwić, że im bardziej prawicowy komentatorzy, tym bardziej zajmowali się nie nazi-bojówkarzami, czasami wręcz usprawiedliwiając ich działania, ale samym Baumanem.

Wydarzenia we Wrocławiu i ich polityczno-medialny odbiór były w tym sensie logiczną konsekwencją dominującej ideologii, nawet jeśli samym faszystom nie o żadną konsekwencję tu chodzi – o czym świadczą podobne próby zakłócania wykładów Magdaleny Środy i Adama Michnika, a z drugiej strony zaproszenie na kongres faszystowskiego Ruchu Narodowego wieloletniego członka PZPR i nacjonalistycznego stronnika “towarzysza” Moczara, Bohdana Poręby. Ale… zaraz, zaraz… jacy faszyści? W Polsce przecież nie ma faszystów, są tylko “narodowcy”. To bezmyślne powielanie nazwy, jaką faszyści sami siebie ochrzcili, królowało w większości mediów. Nawet, jeśli ci brunatni “narodowcy” negują, że miała miejsce zagłada Żydów w czasie II wojny światowej, a dziś organizują bojówki do bicia tych, których uważają za “nieprawdziwych Polaków”, co miało miejsce w przypadku NOP we Wrocławiu.

 

Faszyzm i komunizm: ideologia “równania totalitarnego

Równanie faszyzmu i komunizmu jest zbyt użyteczne dla naszych rządzących, by porzucić je po wybrykach grupki faszystowskich idiotów. Cel tego równania jest prosty: wszelkie skrajności godzące w kapitalistyczny parlamentaryzm są złe. Choć system ten ma widoczne wady, lepszego być nie może. Będziemy więc dalej wami rządzić i pogódźcie sie z tym, kochani poddani! W związku z tym Manifest komunistyczny Marksa i Engelsa, ze swoją krytyką kapitalizmu i wizją wyzwolenia się pracowników najemnych traktowany jest podobnie, jak rasistowski bełkot Mein Kampf Hitlera.

Równanie to jest ideologicznym zabiegiem opartym na trzech zasadniczych przekłamaniach. Po pierwsze, w tym ujęciu “komunizmu” do jednego worka wrzuca się Stalina razem z Leninem, a nawet z Marksem. Mimo, że Stalin dokonał największej rzezi komunistów w historii (w tym tysięcy polskich komunistów), kat i ofiary są tu jednym i tym samym. Do tego włącza się rozmaite formy przenoszenia stalinowskich wzorców do polityki reżimów w państwach Globalnego Południa (z Mao i Pol Potem na czele).

Chociaż komunizm Marksa czy Lenina, będący rewolucyjną teorią i praktyką walki pracowniczej, jest przeciw‑ ieństwem komunizmu Stalina czy Mao – rządzącej biurokracji państwowej chcącej budować konkurencyjne w świecie mocarstwo – obowiązująca  teoria “równania totalitarnego” pomija te sprzeczności. Pomija też analizy systemów stalinowskich prowadzone z pozycji rewolucyjnego marksizmu – dużo bardziej twórcze niż wersja oficjalna o “utopii, która się nie sprawdziła”. I pomija je świadomie, konstruując oficjalny “antykomunizm” mówiący, że każda rewolucja musi prowadzić do Gułagu.

Ideologia i rzeczywistość

Po drugie, nawet w stalinowskim komunizmie pomija się rozdźwięk między ideologią a rzeczywistością -nieistniejący w systemach faszystowskich. Ci, którzy wstępowali z pobudek ideowych do stalinowskich partii komunistycznych na całym świecie, wierzyli, że są to partie naprawdę walczące o globalny socjalizm. Stalin dokonywał niezliczonych zbrodni, ale mówiąc o pokoju, równości i przyjaźni między narodami. Posługiwał się autorytetem rewolucji rosyjskiej, nawet jeśli w praktyce był tej rewolucji grabarzem. Używał tradycyjnej symboliki pracowniczych buntów, jak czerwona flaga czy sierp i młot, jednocześnie patronując okrutnemu wyzyskowi pracowników. Innymi słowy Stalin, i jego pomniejsi odpowiednicy, mówili co innego, niż robili. Dlatego też wielu lewicowców, nawet jeśli początkowo wierzyło stalinowskiej propagandzie, po kolejnych buntach w Bloku Wschodnim odsuwało się od oficjalnych partii komunistycznych. Sam Zygmunt Bauman jest tego znakomitym przykładem.

Motywacje wstępowania do partii faszystowskich były zupełnie inne. Ludzie tam wstępujący chcieli umacniać nacjonalizm, rasizm i imperializm własnego narodu. I dokładnie to w ruchach faszystowskich otrzymywali! W tym przypadku nie istniała dwoistość humani‑ stycznej otoczki i brutalnej rzeczywistości. Z tego samego powodu symbolika faszystowska powinna być traktowana inaczej niż komunistyczna. Czerwona flaga czy sierp i młot były symbolami wyzwolenia, używanymi później przez stalinowców, by pod pozorem wolności faktycznie nieść niewolę. Swastyka nie ma tej dwoistości – będąc używana w Europie od początku jako symbol czystek, podboju i zniewolenia. Dlatego też przekreślona swastyka jest czymś innym niż przekreślony sierp i młot – ten drugi w dzisiejszej Polsce wpisuje się tylko w prawicowy “antykomunizm”.

 

Zbrodnie “cywilizacji zachodniej”

Trzecim przekłamaniem jest sprowadzanie “zbrodniczych reżimów” do faszyzmu i – odpowiednio ukształtowanego – “komunizmu”. W równaniu tym nie istnieje budujący kapitalistyczne bogactwo Europy handel niewolnikami pochłaniający dziesiątki milionów ofiar w Afryce, nie istnieje niewolnictwo w “Nowym Świecie” – na plantacjach w Luizjanie czy Brazylii – nie istnieje kolonializm, zarówno ten XV, XVI – wieczny w Amerykach, jak i XIX, XX-wieczny w Afryce.

Wszyscy wiemy o zbrodniach stalinowskiej kolektywizacji, która pochłonęła ponad 4 mln ofiar. Niewielu jednak wie, że podobna liczba zginęła podczas podboju Konga przez belgijskiego króla Leopolda II, który pod koniec XIX wieku postanowił przeobrazić je w wielką plantację kauczuku. Niewielu też wie o tym, że w indyjskim Bengalu pod brytyjskim władaniem, w`1943 r., zmarło z głodu blisko 5 mln ludzi. Lista zbrodni jest tu bardzo długa, nie pasuje jednak do wygodnego “totalitarnego równania”, ponieważ dotyczy światłej “cywilizacji zachodniej”.

Czy należy więc traktować zwolenników tez o “wielkości” Winstona Churchilla czy monarchii belgijskiej jak faszystów? Oczywiście, nie. Nawet jeśli ich poglądy jednoznacznie trzeba krytykować. To samo dotyczy nostalgicznych stalinowców, którzy zresztą w Polsce – w przeciwieństwie do piewców “cywilizacji zachodniej” – praktycznie nie istnieją. Decydujące jest bowiem to, co głoszone poglądy oznaczają w świecie rzeczywistym. Rozwój organizacji faszystowskich oznacza więcej ataków na imigrantów, czarnoskórych, osoby homoseksualne i wszystkich innych uznanych za niedostatecznie “czystych rasowo”. Wzrost nostalgii za stalinizmem oznaczałby co najwyżej marność i kompromitację polityki lewicy. Dlatego to faszyzm jest czymś szczególnym, co powinno znaleźć się poza dopuszczalnym polem dyskusji. I dlatego też musimy bronić tych, których faszyści atakują, nawet jeśli nie we wszystkim się z nimi zgadzamy.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - lato 2013

Comments are closed.