baner.pracdem.stary

Elastyczny czas pracy – Nowe niewolnictwo

| 1 września 2013

elastyczny.czas.pracy.zegar.pracownik

Zmiany w kodeksie pracy wprowadzające 12-miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy – obalą w praktyce 8-godzinny dzień pracy i oznaczają, że pracownicy mogą być zmuszeni do pracy do 12 godzin dziennie w pewnych okresach roku bez dodatku za nadgodziny – a w innych okresach będą pracować odpowiednio mniej godzin i tylko otrzymać wynagrodzenie minimalne. 

Przykładowo może to działać tak, że przez sześć miesięcy trzeba pracować po 12 godzin dziennie za swoją normalną płacę, a resztę roku pracuje się po 4 godziny za połowę płacy jeśli nie wynosi ona mniej niż minimalne wynagrodzenie. Lub sytuacja może być dużo bardziej nieprzewidywalna – z dnia na dzień godziny pracy mogą się tak różnić, że uniemożliwi to pracownikowi zaplanowanie następnych dni pracy i zajęć w wolnym czasie.

Zmiany w kodeksie pracy są atakiem na całą klasę pracowniczą w Polsce, która już jest osłabiona przez długotrwałe wysokie bezrobocie i bardzo niski poziom wynagrodzeń.

„Koszty pracy” czyli wynagrodzenia, ubezpieczenia społeczne itp., które otrzymują pracownicy w Polsce stanowią poniżej jednej trzeciej średniej takich samych „kosztów” w Unii Europejskiej. Tymczasem pracownicy w Polsce są wśród tych, którzy pracują najwięcej godzin w ciągu roku.

Teraz tendencje te mają być wzmocnione.

 

Zwiększenie zysków

W końcu chodzi o to samo, co w innych „reformach” neoliberalnych – przekazanie środków ze strony pracy stronie kapitału, czyli zwiększenie zysków kosztem poziomu życia pracowników.

Zmiany w kodeksie pracy oznaczają jeszcze niższe wynagrodzenia, ponieważ nadgodziny w dużej mierze będą nieodpłatne.

Uelastycznienie czasu pracy wzmocni również władzę pracodawców nad codziennym życiem pracowników. Niektórzy komentatorzy opisują zmiany w kodeksie jako wprowadzające wolność wyboru pracowników, co do swoich godzin pracy. Chodzi raczej o rozszerzanie zakresu już istniejącego niedemokratycznego panowania pracodawcy w miejscu pracy – jeden z obszarów w społeczeństwie, gdzie demokratyczne zasady nie obowiązują.

Jasne jest, że pracodawca ma sposoby, by „złożyć propozycję nie do odrzucenia” poprzez groźby zwolnienia itp. Już teraz strona pracownicza jest w defensywie i często nie jest w stanie wywalczać nawet tych praw, które według ustawodawstwa jej przysługują. Kodeks pracy w dużej mierze jest śpiącym prawem wtedy, kiedy ma ochronić pracowników – przestrzegany jest tylko w sektorach, gdzie są dobrze zorganizowane związki zawodowe.

Zwiększona liczba godzin może być ustalona w porozumieniu ze związkami lub bliżej nie określonymi „przedstawicielami pracowników” – niewiadomo w jaki sposób wybranymi. Wiadomo jednak, że w wielu miejscach pracy, szczególnie w małych firmach, nie ma związków zawodowych lub istnieją tylko „związki dyrektorskie”. Często zwalnia się pracowników, którzy próbują zakładać realne związki zawodowe.

 

Jak w XIX wieku

Poza tym zmiany w kodeksie ustalają, że uelastycznienie godzin pracy również będzie możliwe na indywidualny wniosek pracownika –  pytanie tylko w ilu przypadkach to pracodawca będzie pisać takie wnioski w imieniu swoich podwładnych?

Kiedy w XIX i XX wieku walczono o 8-godzinny dzień pracy chodziło o prawo klasy pracowniczej do własnego czasu, odpoczynku i zdrowia. Ważnym argumentem było też ograniczenie bezrobocia poprzez bardziej równe dzielenie się pracą.

Nowa „reforma” kodeksu pracy jest krokiem wstecz we wszystkich tych sferach. 12-godzinny dzień pracy przez długą część roku oznacza w praktyce brak jakiegokolwiek czasu do własnej dyspozycji przez ten okres. Licząc dojazdy, spożywanie posiłków, pracę domową i sen – po prostu z doby nic nie zostaje jako czas wolny.

Przekaz jest taki: zwykły pracownik/pracownica ma podporządkować swoje życie potrzebom pracodawcy – harować na jego rozkaz, takie ma być życiowe zadanie większości z nas. Nie bez powodu przewodniczący OPZZ, Jan Guz nazwał to niewolnictwem – bo teraz szef będzie kontrolować coraz większą część życia pracowników, którzy by pracować „elastycznie” będą musieli zrezygnować z zajęć sportowych, kulturalnych itp. i w każdej chwili być do dyspozycji swoich pracodawców.

 

Ryzyko dla zdrowia

Długie godziny pracy oznaczają poza tym zmęczenie, zmniejszenie koncentracji i co za tym idzie zwiększone ryzyko wypadków i chorób zawodowych.

Pracodawcy chcą zmniejszyć swoje koszty i zwiększyć stopień wyzysku istniejących pracowników zamiast zatrudnić nowych. Nowy kodeks pracy umożliwia im jeszcze bardziej niż wcześniej podporządkowanie całej załogi swoim interesom – co logicznie rzecz biorąc nie doprowadzi do zwiększenia zatrudnienia tak, jak twierdzą rząd i organizacje pracodawców.

Jeden sektor, który był wymieniony w propagandzie rządowej jako przykład dlaczego elastyczny czas pracy jest potrzebny to produkcja sprzętu AGD.  Pracodawcy mówili, że sprzedaż takiego sprzętu jest bardzo różna w poszczególnych porach roku. Ale przecież to nic nowego – po to istnieje coś takiego jak magazynowanie. Dziś jednak jest moda na produkcję “Just in time” (“dokładnie na czas”) w celu ograniczenia wydatków na magazynowanie – oczywiście, kosztem pracowników.

 

Atak na kobiety

Zmiany w kodeksie pracy uderzają również mocno w kobiety i rodziny z dziećmi. Nie jest możliwe dla dwóch rodziców pracować po 12 godziny i równocześnie opiekować się dziećmi. Trudno znaleźć przedszkole, które jest otwarte 13-14 godzin – a dzieci też potrzebują kilku godzin odpoczynku w domu ze swoimi bliskimi.

Babcie i dziadkowie muszą pracować do 67 roku życia i nie są dostępni do pomocy. Wynikiem może być to, że szczególnie matki będą rezygnowały z pracy zawodowej, ponieważ to one często biorą główną odpowiedzialność za dzieci. Czyli elastyczność pracy jest krokiem wstecz jeśli chodzi o równość ekonomiczną i zawodową dla kobiet. Dla osób samotnie wychowujących sytuacja jest jeszcze bardziej niemożliwa.

Zmiany w kodeksie pracy to dobry przykład na to, że żadne polepszenie, żadna prawdziwa reforma nie jest wygrana na zawsze. W dzisiejszym wysoko rozwiniętym świecie trzeba bronić praw, które sto lat temu zostały wywalczone. Dzisiaj jest taki poziom technologii i wydajności pracy, że wszyscy mogliby pracować dużo krócej bez cięć w wynagrodzeniach.

Redukcja czasu pracy oznaczałaby także możliwość zniesienia masowego bezrobocia, bo krótsza praca dla każdego to praca dla większej ilości osób. Rząd i pracodawcy zmierzają w odwrotnym kierunku, bo bezrobocie jest przydatnym batem, by utrzymać pensje na niskim poziomie. Dlatego wrześniowe protesty związkowe są tak potrzebne i powinny przekształcić się w strajki, by powstrzymać antypracowniczą ofensywę.

 

Ellisiv Rognlien

Tags:

Category: Gazeta - wrzesień 2013

Comments are closed.