baner.pracdem.stary

Pękająca tama ideologii hierarchów

| 1 listopada 2013

“Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.” (8 października 2013 r.)

“Karygodne są nadużycia dorosłych wobec dzieci, o których wciąż mówią media. Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań: pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender. (…) [Feministki] walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu, a nawet o to, żeby mogły decydować o zmianie swojej płci.” (16 października 2013 r.)

Te wypowiedzi arcybiskupa Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, stały się głośne na cały kraj. Po ujawnieniu podejrzeń o molestowanie seksualne dzieci przez nuncjusza apostolskiego na Dominikanie Józefa Wesołowskiego, a następnie przez pracującego tam księdza Wojciecha Gila, temat pedofilii w polskim Kościele wkroczył nagle do centrum debaty publicznej.

Nagle – nie dlatego, że były to pierwsze ujawnione afery. Kwestia molestowania seksualnego w tej instytucji przebijała się przynajmniej od upublicznienia spraw molestowania kleryków przez arcybiskupa Juliusza Paetza (2002 r.) i przemocy seksualnej wobec dziewczynek przez księdza Michała M. w Tylawie (2001 r.). Nagłość ta wynikała z dużo odważniejszej krytyki postawy Kościoła ze strony mediów głównego nurtu. Na konferencjach prasowych poświęconych najnowszym skandalom większa część dziennikarzy – co jest istotną nowością – nie traktowała hierarchów z nabożną czcią “Waszych Eminencji” czy “Ekscelencji”.

Skąd ta zmiana? Decydująca wydaje się zmiana wizerunkowa w Watykanie wraz z objęciem tronu papieskiego przez Franciszka. Skoro nawet papież krytykuje grzechy Kościoła, to i lojalni dziennikarze nabrali większej odwagi. Zakończenie na tym wyjaśnieniu byłoby jednak kolejną wersją kultu “wspaniałego papieża”, która funkcjonuje przy okazji każdego przywódcy Kościoła od czasów Jana Pawła II, ale obecnie powraca ze szczególną nachalnością. Warto zastanowić się raczej, co spowodowało zmianę wizerunkową w Watykanie?

Józef Michalik

Józef Michalik

SKANDAL PEDOFILII

W KOŚCIELE:

ZAKRES I KOSZTY

 Zasadniczym powodem zmiany retoryki Watykanu jest oddźwięk skandali pedofilskich na zakres ideowo-politycznych wpływów Kościoła na świecie, a w pewnej mierze także jego kondycję ekonomiczną.

Afery związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci zaczęły w różnych państwach wypływać na światło dzienne w latach 90-tych XX wieku. Wiązało się to z zaistnieniem w powszechnej świadomości samego problemu pedofilii (stąd ujawnione skandale seksualne szybko skoncentrowały się na kwestii molestowania i gwałtów na dzieciach), końcem zimnej wojny pozwalającym na bardziej otwartą krytykę Kościoła bez narażenia się na etykietę “komunisty”, a przede wszystkim ze stopniowym spadkiem wpływów hierarchii katolickiej w jej dawnych bastionach.

Najlepszym tego przykładem była Irlandia, gdzie wraz z modernizacją, przenoszeniem się ludzi ze wsi do miast itp., przynajmniej od lat 70-tych XX wieku spadał poziom przywiązania do Kościoła katolickiego.

W Irlandii początkiem skandalu był cykl programów telewizyjnych pt.  Zmuszając do cierpienia małe dzieci    w 1994 r. opisujący istniejący przez dziesięciolecia system przemocy seksualnej (i nie tylko), wobec tysięcy dzieci w tzw. szkołach przemysłowych zarządzanych przez instytucje kościelne. W kolejnych latach pojawiło się szereg publikacji ujawniających skandale seksualne z udziałem najwyższych hierarchów irlandzkiego Kościoła, jak i systematyczne tuszowanie tychże spraw.

W Stanach Zjednoczonych przełomowa była seria artykułów w magazynie Boston Globe (za który autorzy otrzymali dziennikarską nagrodę Pulitzera) w 2002 r. ukazująca skalę molestowania w jednym z bastionów katolicyzmu w USA – Bostonie. Skutkiem tych tekstów była rezygnacja kardynała Bostonu z funkcji i 150 księży oskarżonych o przestępstwa seksualne.

Konferencja Biskupów Katolickich USA zwróciła się w tym samym roku do jednej z nowojorskich uczelni o przygotowanie raportu na temat nadużyć seksualnych wobec dzieci w Kościele katolickim. Raport ten, dotyczący lat 1950 – 2002, opublikowano ostatecznie w 2011 r. Wynikało z niego, że postawione zarzuty odnosiły się do 11 tysięcy spraw dotyczących 4392 księży, czy 4% wszystkich odbywających posługę w tym czasie. Spośród nich zbadano 7700 przypadków (w pozostałych oskarżeni już nie żyli) – w 6700 z nich (85%) zarzuty się potwierdziły. Tylko w sprawach ujawnionych średnio co 29 ksiądz w USA był więc sprawcą przestępstw seksualnych wobec nieletnich.

Skandale z molestowaniem seksualnym dzieci dotknęły w jakimś stopniu wszystkich państw o dużym udziale wyznawców katolicyzmu – szczególnie państw rozwiniętych, jak Niemcy czy Australia.  W Stanach Zjednoczonych Kościół dotknęła jednak największa fala odszkodowań dla ofiar księży-pedofilów i tuszujących ich czyny hierarchów, która sięgnęła 2,5-3 miliardów dolarów. W latach 2004 – 2011 osiem diecezji katolickich w USA z tego powodu zbankrutowało.

Nietrudno się domyśleć, że skandale te umocniły jeszcze trend odwracania się wiernych od Kościoła. W 2009 r., we wciąż deklaratywnie zdecydowanie katolickiej Irlandii, tylko 17% wiernych określało się jako będący “blisko Kościoła”.

W tym kontekście trzeba widzieć zmianę retoryki Watykanu. W odniesieniu do pedofilii zmiana ta zaczęła się już za czasów Benedykta XVI, który jako pierwszy mówił o “brudzie w Kościele” czy “wyrażał wstyd i wyrzuty sumienia” w odniesieniu do ofiar księży-pedofilów.

Za pontyfikatu Jana Pawła II postawa w tej kwestii była bowiem daleka od jednoznacznej. Obok formalnego potępienia pedofilii (trudno zresztą wyobrazić sobie jakąkolwiek inną formalną deklarację w tej sprawie) byliśmy świadkami choćby udzielenia błogosławieństwa papieża dla seryjnego gwałciciela, założyciela Legionu Chrystusa Marciala Maciela Degollado, który został nawet powołany na eksperta Światowego Synodu Biskupów.

Już za Benedykta XVI tego typu “wpadki” się nie zdarzały, choć sam brat papieża oskarżany był o (poza stosowaniem przemocy fizycznej) tuszowanie przestępstw seksualnych podwładnych, a papież we własnej osobie – jeszcze jako biskup Monachium Joseph Ratzinger – zgodził się przenieść podejrzanego o pedofilię księdza do jednej z bawarskich parafii. Jednak zarówno Benedykt XVI, jak i idący tym samym torem Franciszek, dostrzegli, że z punktu widzenia minimalizacji szkód dla Kościoła dawna praktyka “zamiatania problemu pod dywan” jest nie do utrzymania.

 

ZMIANA W WATYKANIE

I POLSKA HIERARCHIA

 Zmiana w retoryce Watykanu w stosunku do skandalu pedofilii – w połączeniu z próbami ocieplania wizerunku papieża przez Franciszka – zastała polskich hierarchów na wcześniejszym etapie “oblężonej twierdzy”.

Polski Kościół, podobnie jak w Irlandii, historycznie miał silną pozycję wynikającą z jego niezależności i pewnego stopnia oporu wobec opresyjnej władzy. Pozycja ta ukształtowała się w czasie zaborów, a po krótkim okresie dwudziestolecia międzywojennego (gdy hierarchia katolicka sowicie korzystała z bliskich związków z państwem) Kościół grał podobną rolę w latach PRL.

Choć jego opozycyjność daleka była od radykalizmu – hierarchowie wielokrotnie tonowali buntownicze nastroje (Wyszyński w 1956 i 1980 r., Glemp po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r.) – Kościół pozostawał jedyną masową instytucją niezależną od państwa. Nawet dalecy od klerykalizmu opozycjoniści spotykali się często w przykościelnych pomieszczeniach, a chodzenie na msze mogło być uznawane za deklarację opozycyjności wobec reżimu.

Po 1989 r. Kościół znalazł się w podobnej sytuacji, co w dwudziestoleciu międzywojennym – ponownie zdobywając znaczące formalne wpływy na poziomie ideowo-politycznym (religia w szkołach i przedszkolach, kapelani w wojsku, podpisanie konkordatu z Watykanem), jak i ekonomicznym (znaczne rozszerzenie finansowania Kościoła z budżetu państwa, “odzyskiwanie” ziem i nieruchomości).

Na poziomie nieformalnym wpływy te były nawet większe, co wyrażało się zarówno na gruncie centralnym (nieformalne “układy”  doty- czące spraw aborcji, antykoncepcji itp.), jak i w towarzysko-biznesowych przedsięwzięciach “między panem, wójtem i plebanem” w Polsce lokalnej.

Hierarchia katolicka bezsprzecznie stała się częścią polskiej klasy panującej, choć pozycja ta wynikała w głównej mierze z formalnego i nieformalnego umocowania w strukturach państwa. Warto to podkreślić, ponieważ w strukturze własności w Polsce Kościół jest daleko za kapitałem prywatnym i państwowym. Nie jest więc tak, jak mówią liberalni antyklerykałowie, że “Kościół rządzi”. Faktycznie hierarchia katolicka jest specyficzną częścią klasy rządzącej użyteczną głównie z powodu swego ideowego wpływu na klasy niższe.

Problem polega jednak na tym, że gdy “władza duchowa” przestała być postrzegana jako opozycja, a coraz częściej zaczęła właśnie jako władza, zasięg jej wpływu stopniowo zaczął spadać. Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego o ile w rekordowym 1987 r. 55,3% dorosłego społeczeństwa uczestniczyło w niedzielnej mszy, to w 2012 r. ten udział wynosił 40%, choć wzrósł odsetek uczestników przystępujących do komunii.

Jeszcze w 2001 r. 86% deklarowało się jako wierzący, na początku 2013 r. było to 60,8%. Jednocześnie wzrosła liczba “głęboko wierzących” (20%, dwukrotnie więcej niż w 1991 r.). Choć nie jest jednoznaczne, co oznacza bycie “głęboko wierzącym”, wyłaniający się obraz jest dość klarowny: liczba wiernych spada, ale ci, którzy pozostają, stają się bardziej twardogłowi.

Nie bez wpływu pozostaje tu zapewne polityka fundamentalistów katolickich (w stylu Rodzin Radia Maryja), starających się nadawać przywiązaniu do Kościoła treść polityczną opozycyjną wobec władzy, ale z pozycji nacjonalistyczno-klerykalnej mitologii obrony przed demonami świeckości. Oczywiście taka postawa sprzyja dziś wizji “oblężonej twierdzy” i postrzegania skandali pedofilskich jako kolejnego “ataku na Kościół”.

Jednocześnie, mimo spadku liczby wiernych, Kościół pozostaje instytucją wysokiego zaufania publicznego. W czerwcu 2013 r. (według CBOS) 59% ankietowanych oceniało jego działalność pozytywnie, a 28% negatywnie. We wrześniu ta równica się zmniejszyła – 56% pozytywnie, 32% negatywnie – wciąż jednak wyraźną przewagę utrzymywali ufający Kościołowi.

Hierarchowie znaleźli się więc w sytuacji, z którą ewidentnie nie potrafią sobie poradzić. Z jednej strony otrzymują sygnały z Watykanu i muszą mierzyć się z powstającymi z klęczek dziennikarzami. Z drugiej strony silne są wpływy twardogłowych chcących bronić Kościoła przed kolejnym atakiem wrogich sił, a przy tym umieszczający pedofilię w szeregu z innymi okołoseksualnymi “grzechami” rozwiązłości, rozwodów, homoseksualizmu, in vitro itp.

Jednak oparcie się na ich wizji grozi dalszą utratą wiernych krytycznych wobec konserwatywnej nauki Kościoła i ignorowania pedofilów we własnych szeregach. W sondażu CBOS z 23 października 43% ankietowanych uznało, że Kościół nie radzi sobie z pedofilią księży i jest to jego głównym problemem.

Zabytkowa rezydencja metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia.  Po ogrodach spaceruje nawet stado danieli!

Zabytkowa rezydencja metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia.
Po ogrodach spaceruje nawet stado danieli!

MOMENT PRZEŁOMOWY?

 Podziały wśród hierarchów i sprzeczność wysyłanych przez nich sygnałów jest aż nadto widoczna. Wydaje się jednak, że z racji zajmowanej funkcji przez Michalika przynajmniej na razie górę bierze podejście twardogłowych. Jego skandaliczne wypowiedzi sugerujące winę dzieci za molestowanie i późniejsze, już po przeprosinach, przenoszenie problemu na “poczucie wstydu” i “gender” nie były zwykłym lapsusem.

Rację ma dziennikarka Polityki Joanna Podgórska wskazując, że mamy tu do czynienia z “frontem obrony Kościoła przed krytyką związaną z przypadkami pedofilii”. Szczególnie, że ten sam Michalik był przełożonym skazanego ostatecznie w 2004 r. za molestowanie sześciu dziewczynek księdza Michała M. w Tylawie i autorem listu, w którym (w 2001 r.) wyraził mu współczucie i nadzieję, “że konfratrzy i parafianie, którzy znają lepiej środowisko niż wrogie Kościołowi i depczące prawdę gazety lub osoby, nie stracą zaufania do swego proboszcza, ale okażą mu bliskość przez gorliwą modlitwę”.

Jeśli twarzą hierarchii w sprawie pedofilii w Kościele pozostanie Michalik – któremu zresztą od razu w sukurs ruszyła fundamentalistyczna prasa prawicowa i część polityków PiS – możemy spodziewać się przyspieszenia istniejących tendencji ku Kościołowi mniejszemu, ale bardziej zacietrzewionemu. Tak czy inaczej wydaje się, że jesteśmy w momencie przełomowym, jeśli chodzi o “rząd dusz” hierarchów katolickich w polskim społeczeństwie.

Po części wyrażać się to będzie w ogólnym spadku religijności, ale także w ruchach wewnątrz Kościoła, czy we wzroście popularności innych wyznań religijnych. Potrzeby religijne mają bowiem znacznie głębsze korzenie niż posłuszność wobec episkopatu wynikając ostatecznie z niesprawiedliwości w świecie realnym. “Nędza religijna jest wyrazem nędzy rzeczywistej” (Marks).

Nasz “atak na Kościół” nie jest więc atakiem na wyznawców jakiejkolwiek religii, ale na część naszych rządzących – utrzymywanych naszym kosztem i plotących bzdury nawet o seksualnym wykorzystywaniu dzieci. W szerszym sensie osłabienie pozycji społecznej hierarchów oznaczałoby osłabienie wpajania bierności i posłuszeństwa wobec zwierzchników, jak i propagowania poglądów dzielących ludzi z klas niższych (np. kobieta w roli “kury domowej” czy niechęć do osób niepasujących do modelu “tradycyjnej rodziny”).

Słabsze wpływy Kościoła to także mniej paraliżujących idei w jakimkolwiek masowym ruchu protestu pracowniczego w przyszłości. Poluzowanie więzów ideologii, choć niemające bezpośredniego przełożenia na standard życia niezamożnej większości społeczeństwa, może więc mieć istotne znaczenie dla powodzenia walki tej większości o własne interesy.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - listopad 2013

Comments are closed.