baner.pracdem.stary

Wałęsa: człowiek nadziei? – Recenzja filmu Andrzeja Wajdy

| 1 listopada 2013

plakat filmu Wałęsa

Każdy przywódca masowego ruchu społecznego – a kimś takim był właśnie Lech Wałęsa – jest w jakimś sensie postacią archetypiczną. Swą pozycję zawdzięcza nie tylko indywidualnym cechom charakteru, ale również zdolności wyrażania pragnień i aspiracji ludzi, którzy za nim stoją. Każda opowieść pragnąca uchwycić prawdę o przywództwie powinna więc zachować równowagę w opisie tego, co indywidualne i tego, co społeczne.

Osią Człowieka z nadziei jest wywiad, jakiego Wałęsa udzielił Orianie Fallaci. Taka konstrukcja filmu od początku koncentruje naszą uwagę na osobie Lecha Wałęsy. Wiele pytań zadawanych przez Fallaci dotyczy cech charakteru przewodniczącego. Wspomniana wcześniej równowaga w opisie już na samym początku filmu zostaje zachwiana.

Pierwsza część filmu zachowuje dobre proporcje, ukazując narodziny lidera w jego naturalnym robotniczym środowisku. Traumatyczne doświadczenia strajku z grudnia 1970r., borykanie się z robotniczą nędzą, niskimi płacami i złymi warunkami pracy w stoczni – to wszystko tworzy dość przekonujący obraz.

Gdy jednak narracja filmu zbliża się do wydarzeń sierpnia 1980 r. akcenty stopniowo zaczynają się przesuwać. Osoba Wałęsy coraz bardziej wysuwa się na pierwszy plan, zaś jego współpracownicy z opozycji i towarzysze ze strajku spychani są na plan dalszy, tworząc jedynie tło dla głównego bohatera.

Zdumiewające, że większość tych bohaterów drugiego planu pozostaje anonimowa. Tylko ludzie doskonale zorientowani w tej historii będą w stanie się domyśleć, że ten młody współpracownik z Wolnych Związków Zawodowych to Bogdan Borusewicz, zaś kobieta w dużych okrągłych okularach to Alina Pieńkowska. Inni – jak na przykład Anna Walentynowicz – nie są co prawda anonimowi, jednak reżyser nie udziela im w filmie głosu. Oni wszyscy są jedynie statystami w opowieści o wielkim przywódcy.

Wajda za pomocą takich zabiegów wyrywa Wałęsę z jego społecznego kontekstu, by utorować drogę dla głównego przesłania filmu. O co walczyli robotnicy w sierpniu 1980 roku? O wolność – sugeruje powracająca w filmie piosenka Chłopców z Placu Broni. Jest tam bardzo charakterystyczna scena, w której dwaj robotnicy spierają się o sens kontynuowania strajku. Ten który opowiada się za dalszym strajkiem tak uzasadnia swoją postawę: „Chcę być wolny; nie chcę żyć pod sowieckim butem”.

Z pewnością robotnicy pragnęli wolności, jednak swych aspiracji nie formułowali w tak abstrakcyjnych kategoriach. 21 postulatów, sformułowanych przez gdański MKS było bardzo konkretnych i pragmatycznych. „Sowiecki but” nie jest w nich wspomniany, bowiem nie było to główne zmartwienie robotników. Tablica z postulatami pojawia się w filmie tylko na chwilę – kamera rzuca na nią przelotne spojrzenie, nie ujawniając jej prawdziwej treści: kolejna symboliczna ikona w galerii obrazów Andrzeja Wajdy.

Człowiek z nadziei ukazuje „Solidarność” wyłącznie jako ruch narodowowyzwoleńczy. Filmowa opowieść kończy się więc w dogodnym momencie triumfu Wałęsy w 1989 roku. Od tamtego czasu upłynęły już 24 lata. Przewodniczący „Solidarności”, a następnie prezydent desygnował i nadzorował kolejne rządy, wprowadzające w Polsce neoliberalny kapitalizm. Robotnicy zapłacili za te przemiany bardzo wysoką cenę. Wielu z nich straciło pracę i popadło w nędzę. Niektóre z 21 postulatów z sierpnia wciąż czeka na realizację w podobno demokratycznej i niepodległej Polsce. Czy o taką wolność robotnicy walczyli w latach osiemdziesiątych? Czy czują się dobrze tylko dlatego, że nie sowiecki, ale polski i zachodni but ich dziś uciska?

Sam Wałęsa nie czuje się obecnie zbyt komfortowo z całym swym dziedzictwem. Podczas wystąpienia w czasie londyńskiej premiery filmu były prezydent powiedział, że kapitalizm w takiej postaci w jakiej istnieje obecnie jest nie do utrzymania, i że potrzebna jest nowa rewolucja. Słysząc te słowa wstrzymałem na chwilę oddech…

Na szczęście napięcie nie trwało zbyt długo. W następnych zdaniach Wałęsa stwierdził, że zasady własności prywatnej i wolnego rynku są bardzo dobre, jednak coś trzeba zmienić. Pozostało dręczące pytanie: jeśli własność prywatna i rynek są takie dobre, to co właściwie w kapitalizmie może się nie podobać?

Jakakolwiek refleksja wynikająca z 24 lat III RP pozostaje w Człowieku z nadziei kompletnie nieobecna. Wajda stworzył swoistą laurkę dla Lecha Wałęsy, która obok Katynia wpisuje się w dzieło budowy nowego mitu narodowego. Taki film byłby jakoś zrozumiały w 1990 r., jednak w 2013 jest to obraz anachroniczny.

Wajda wspiął się na szczyty sztuki filmowej bezlitośnie rozprawiając się z polskimi mitami narodowymi. Takie filmy jak Popiół i diament, Kanał czy Popioły poddawały bardzo krytycznej analizie nasze heroiczne dziedzictwo. Na stare lata Wajda zmienił front i stał się wielkim budowniczym narodowego mitu, sygnalizując tym samym schyłek swej twórczości. To jest powód, dla którego najnowszy film Wajdy wbrew swemu tytułowi nie niesie dla nas żadnej nadziei.

Jacek Szymański

Category: Gazeta - listopad 2013

Comments are closed.