baner.pracdem.stary

Krucjata antygenderowa

| 1 grudnia 2013
Metropolita łódzki, abp-rasista Marek Jędraszewski.

Metropolita łódzki, abp-rasista Marek Jędraszewski.

Nigdy nie było wątpliwości, że hierarchia kościelna jest przeciwna równouprawnieniu między płciami, prawu kobiet do decydowania o sobie i swoim ciele, czy dążeniom kobiet i mniejszości seksualnych do równości i wolności.

Obecna krucjata hierarchów przeciw „genderowi” jest tego najnowszym przykładem.

Widmo „gender” jest używane, by odwrócić uwagę od kolejnych skandali pedofilskich w środowisku kościelnym.

Podczas gdy niektórzy biskupi porównują badaczy i wykładowców, którzy zajmują się badaniami nad nierównościami płciowymi, do nazistów, część argumentacji hierarchów polega na teoriach rasistowskich podobnych do tych, znanych z hitlerowskich Niemiec. Metropolita łódzki daje jasno do zrozumienia, że dzieci „białej rasy” mają wyższą wartość od innych dzieci mówiąc, że „w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach”. Rozumiemy, że gdy mowa o „ochronie rodziny”, tak na prawdę chodzi o „higienę rasową”.

Poza ohydną rasistowską treścią jego wypowiedzi jest ona zupełnie mylna, jeśli chodzi o konsekwencje większej równości płciowej. Ze statystyk płodności w krajach europejskich wcale nie wynika, że mniej dzieci rodzi się w krajach, gdzie kobiety mają rozwinięte uprawnienia reprodukcyjne. Wręcz przeciwnie. Wśród krajów, w których rodzi się najwięcej dzieci są państwa nordyckie, gdzie prawa kobiet są na stosunkowo wysokim poziomie – chociaż sytuacja tam też nie jest doskonała.

W nauce „gender studies” nie chodzi o to, by negować, że to kobiety rodzą dzieci i karmią piersią, ale o to, że żadne z tych cech biologicznych nie oznaczają, że kobiety muszą wykonywać domową pracę jako swoje główne zadanie przez całe życie, że muszą zarabiać mniej, że muszą być praktycznie wykluczone z pewnych zawodów i funkcji, że muszą być zdominowane i podporządkowane mężczyznom w społeczeństwie – tak, jak chcą ludzie propagujący “antygenderowe” poglądy.

Biskupi stoją po tej samej stronie, co siły, które w różnych momentach historycznych były przeciw prawu do edukacji i prawom wyborczym dla kobiet. Po stronie tych, którzy prześladowali kobiety przekraczające poza swoje ściśle zdefiniowane role społeczne. Biskupi oskarżają „ideologię gender” o totalitaryzm, ale to oni stoją po stronie totalitarnych definicji miejsca kobiet (i mężczyzn) w społeczeństwie.

W „gender studies” chodzi właśnie o to, by studiować pochodzenia kaftana bezpieczeństwa, nałożonego na nas poprzez kulturowe i społeczne role płciowe, ograniczającego nasze możliwości w pracy, edukacji i życiu prywatnym.

Istnieje taki mit, który mówi, że wg „genderystów” można ogólnie wybierać płeć. Jest to oczywiście bzdura. Ale faktem jest, że niektóre dzieci rodzą się bez jasno zdefiniowanej płci – a dla niektórych biologiczna płeć nie jest zgodna z tożsamością płciową, którą odczuwają. Dla wielu z tych ludzi właśnie „totalitaryzm biologiczny”, który głosi hierarchia kościelna, prowadzi do tragedii i nieszczęśliwego życia. Bardzo dobrze, że badacze „gender studies” wskazali na ten problem, i że w niektórych krajach zaczynają znajdować jakieś rozwiązania dla tej grupy ludzi.

Podporządkowanie i niższa pozycja społeczna nie były bowiem zawsze losem kobiet. Sama w sobie biologia nie musi prowadzić do nierównego traktowania płci. Wiele badań antropologicznych pokazuje, że w społeczeństwach bezklasowych systemowego ucisku i przemocy wobec kobiet nie było.

Gender studies” mogą nam udowodnić, że kultura i ideologia antykobieca, w której tradycji tkwi panująca doktryna kościelna, nie jest wieczna – i to bardzo dobra rzecz.

Ellisiv Rognlien

Category: Gazeta - grudzień 2013

Comments are closed.