baner.pracdem.stary

Irańska umowa może pozwolić USA skupić się na Chinach

| 1 grudnia 2013
24.11.13 Genewa. Szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton i irański minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif ogłaszają zawarcie umowy.

24.11.13 Genewa. Szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton i irański minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif ogłaszają zawarcie umowy.

Otwarte jest pytanie, czy porozumienie między Iranem i Stanami Zjednoczonymi przy udziale pięciu innych „światowych potęg”, do zawarcia której doszło pod koniec listopada w Genewie, pozostanie w mocy.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu oraz jego sojusznicy w Kongresie Stanów Zjednoczonych są zdecydowani, by zablokować tę tymczasową umowę, która ma być krokiem w kierunku zakończenia sporu wokół irańskiego programu jądrowego.

Sama umowa jest jednak interesującym sygnałem przesunięć w szeregu globalnej władzy.

Reżim Republiki Islamskiej w Iranie był największym beneficjentem amerykańskiej i brytyjskiej [i m. in. polskiej] inwazji na Irak w 2003 roku.

Inwazja ta obaliła najgroźniejszego wroga Iranu, Saddama Husajna. Nuri al-Maliki ostatecznie wyszedł zwycięsko z pożogi i chaosu okupacji, stanąwszy na czele zdominowanego przez szyicką większość rządu Iraku; większość, która ma silne związki ze swoimi współwyznawcami w Iranie.

Wzmocniło to w regionie potężną oś sił wrogich Izraelowi, której przewodzi Iran – Syrię, Irak oraz szyicki ruch Hezbollah, dominującą siłę w Libanie. Geopolityczny i ideologiczny rywal Iranu, rodzina sprawująca władzę nad Arabią Saudyjską, zgłaszająca pretensje do przywództwa nad sunnitami, stała się zaniepokojona takim rozwojem wypadków.

Tragedią syryjskiej rewolucji jest to, że walka między reżimem Baszara al Asada a powstałym ludem coraz wyraźniej przekształca się w zastępczą wojnę między Iranem a Arabią Saudyjską.

Bojownicy Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej oraz Hezbollahu są wspierani przez Asada, podczas gdy Saudyjczycy oraz inne państwa Zatoki finansują bojowników przeciw Asadowi. Wśród tych ostatnich Al-Kaida i inne sunnickie siły dżihadu zyskują coraz większe wpływy.

Wszystko to oczywiście bardzo złe wieści dla prezydenta USA, Baracka Obamy. Jest on pewnie szczery, gdy mówi, że w razie konieczności mógłby pójść na wojnę, by zatrzymać Iran rozwijający broń nuklearną – jeśli to powstrzymałoby tylko regionalny wyścig zbrojeń, z czego na przykład Saudyjczycy mogliby wziąć przykład.

Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie, z Iranem lub Syrią, jest jednak ostatnią rzeczą pożądaną przez Obamę. Jak zauważył George Friedman z prywatnej witryny wywiadowczej Stratfor, „przez pierwszą dekadę tego stulecia [Stany Zjednoczone] starały się mierzyć z sunnickimi radykałami poprzez bezpośrednie użycie siły w Afganistanie i Iraku.”

Stany Zjednoczone nie mogły jednak dłużej tak bardzo angażować swoich sił w świecie islamu, gdyż tak duże zaangażowanie dawało innym krajom, jak Rosja, możliwość manewrowania bez oglądania się na siły USA.”

Stany miały problem z Al-Kaidą, ale potrzebowały nowej strategii, by go rozwiązać. Odpowiedniego modelu dostarczyła Syria. Stany jednostronnie odmówiły interwencji przeciw reżimowi al-Asada, ponieważ nie chciały wzmocnienia pozycji radykalnego rządu sunnickiego. Wolą pozwolić walczącym frakcjom zrównoważyć się tak, by żadna nie kontrolowała sytuacji”.

Przykład tego, jak Rosja wykorzystuje uwikłanie USA w sytuację na Bliskim Wschodzie, przyszedł pod koniec listopada. Ukraina wycofała się z negocjacji w sprawie umowy partnerskiej z Unią Europejską po tym, jak odczuła silną presję ze strony Moskwy, by zamiast tego wstąpić do jednolitego rynku jednoczącego Rosję z innymi byłymi republikami radzieckimi. Była to klęska zarówno Waszyngtonu, jak i Brukseli.

Tymczasem sunniccy dżihadyści są coraz bardziej aktywni na całym Bliskim Wschodzie – organizując sekciarskie zamachy, na przykład w Iraku i Libanie. Taki rozwój wypadków jest niekorzystny zarówno dla USA, jak i Iranu. Pogorszyły się także relacje między Stanami a Arabią Saudyjską. Rewolucja łupkowa oznacza, że USA są teraz znacznie mniej zależne od importowanej energii. Saudyjczycy natomiast są wściekli ze względu na to, co uważają za zdradę Obamy wobec egipskiego dyktatora Hosniego Mubaraka. Niedawno odmówili przyjęcia miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Niektórzy komentatorzy sugerują, że USA i Iran mogą osiągnąć strategiczne porozumienie, porównywalne ze słynnym porozumieniem prezydenta Richarda Nixona z Mao Zedongiem w 1972 roku, które sprzymierzyło Chiny z USA przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Pomaga to wyjaśnić, dlaczego zarówno Izrael, jak i Arabia Saudyjska, przeciwstawiają się umowie w Genewie.

Taka przebudowa może pozwolić na jakieś rozstrzygnięcia w Syrii. Może także pozwolić USA na skoncentrowanie się na prawdziwym wyzwaniu, rzucanym obecnie przez Chiny. Gra imperialistycznej rywalizacji wchodzi być może w nową fazę.

Alex Callinicos

Tłumaczył Igor Strapko

Category: Gazeta - grudzień 2013

Comments are closed.