baner.pracdem.stary

Jak rozumieć falę rewolucji 2011 roku?

| 16 lutego 2012

W pierwszą rocznicę egipskiej rewolucji Alex Callinicos przygląda się postrzeganiu fali rewolucyjnej oraz potencjałowi jej rozwoju.

Arabskie rewolucje demonstrują zdumiewającą wytrwałość. Obaliły niektó­rych dyktatorów, potrząsając innymi. Jednak przede wszystkim – trwają nadal. 

Postępuje walka o demokratyzację egipskiego społeczeństwa. Syryjscy rewolucjoniści zademonstrowali niespotykaną odwagę i determinację pomimo ponad 5 tysięcy śmiertelnych ofiar na sumieniu reżimu.

Jak jednak zmierzyć stopień znacz-enia rewolucji? Najbardziej kuszące wydaje się szukanie porównań w historii.

Jednym z najczęstszych jest wiosna ludów 1848 roku, która zaczęła się obaleniem francuskiej monarchii i kontynuując chwiała starym reżimem w całej Europie.

Nie jest to koniecznie najbardziej zadowalające porównanie, ponieważ stary reżim zdołał się wówczas utrzymać i zdusił te rewolucje.

Około 20 lat później, jeden z liderów skrajnej lewicy podczas niemieckiej rewolucji 1948 r., Fryderyk Engels, rozważał nad rewolucją ze swojego wy- chodźstwa w Manchesterze.

Napisał on do innego emigracyjnego przywódcy rewolucyjnego, swego przyjaciela i towarzysza Karola Marksa: „całkowite zapomnienie rewolucyjno-kotrrewolucyjnej przyczyny jest koniecznym rezultatem każdej zwycięskiej reakcji. W Niemczech młodsze pokolenie nie wie zupełnie nic o 48-ym …; historia kończy się tam nagle w 47-ym.”

Engels opisywał, jak pamięć dynamiki rewolucyjnej i kontrrewolucyjnej zostaje zagubiona w okresie reakcji.

W wyniku tego, kiedy rewolucje powracają, patrzy się na nie przez zniekształcające soczewki stworzone przez lata, kiedy kontrrewolucja zwyciężała.

 

Aspekt globalny

Powyższe spostrzeżenie jest wyjątkowo prawdziwe zwłaszcza dziś, kiedy arabskie rewolucje – i globalny kryzys ekonomiczny – podziurawiły neoliberalną erę, w której rozszalał się niczym nieograniczony kapitalizm, a rewolucje zostały odłożone do lamusa.

Tak więc i próby studiów nad rewolucjami kształtowane są właśnie przez mity okresu wolnorynkowej reakcji.

Jeden z takich mitów jest stosunkowo łatwy do obalenia. Chodzi o ideę, iż obalenie Zine el-Abidine Ben Alego w Tunezji oraz Hosniego Mubaraka w Egipcie są ostatnimi z dziedziców „kolorowych rewolucji”, które rozprzestrzeniają liberalny kapitalizm w zachodnim stylu na cały świat.

Oczywista trudność akceptacji tego podejścia leży w tym, że rewolucje w Tunezji i Egipcie pochłonęły przywódców bardzo blisko powiązanych z zachodnim imperializmem.

Co więcej, ich rządy były wychwalane pod niebiosa przez Bank Światowy za determinację i sukces, z jakim wprowadzały one neoliberalną politykę ekonomiczną.

W istocie, był to dokładnie efekt neoliberalizmu w polaryzowaniu i zubażaniu społeczeństw egipskiego oraz tunezyjskiego, a wzbogacaniu nielicznej elity blisko powiązanej z reżimami, których rządy doprowadziły do  powstań.

Tę samą dynamikę możemy obserwować „w akcji” także w Syrii. Pomimo, niezgodności opinii pomiędzy Syrią a Izraelem i Zachodem, Baszar al-Asad wprowadził “reformy” ekonomiczne, na których skorzystała garstka biznesowych koleżków.

Są również inne mity, które rozwinęły się pod królowaniem neoliberalizmu, niektóre nawet pośród jego krytyków. Jeden z wywierających największy wpływ to ten, który został stworzony przez Michael’a Hardt’a i Tony’ego Negriego w ich książce Imperium – a mianowicie, że opozycja do kapitalizmu dziś jest motywowana przez amorficzną “wielość”, która próbuje raczej oskrzydlić cytadele ekonomicznej i politycznej władzy, niż stawić im czoło.

Mit ten jest spopularyzowany w nowej książce Paula Masona Why It’s Kicking Off Everywhere (Czemu wszędzie zaczyna robić się gorąco). Mason poczynił bardzo wiele trafnych uwag. Między innymi, podkreśla on na przykład rolę odegraną – nie tylko w rewolucjach arabskich, ale również w południowoeuropejskich ruchach przeciwko drastycznym cięciom budżetowym i w ruchu “Occupy” – przez pokolenie młodych bezrobotnych absolwentów, którym kryzys gospodarczy odebrał perspektywy na przyszłość.

Co jednak wartościowe w analizie Masona, zostaje podkopane przez raczej naiwny entuzjazm dla technologii komunikacyjnych i mediów społecznościowych.

Mason pisze więc: “W momencie, kiedy sieci informacyjne stają się społecznie interaktywne, konsekwencje są ogromne: prawda może odtąd podróżować szybciej niż kłamstwa, a cała propaganda natychmiast zaczyna być łatwopalna.”

Media społecznościowe

Mason powinien był przyjrzeć się USA – i temu, jak media społecznościowe zostały tam użyte do zbudowania profesjonalnej kampanii prezy- denckiej stukniętego na punkcie wolnego rynku obrońcy praw stanowych – Rona Paula. Bardziej ogólnie – republikańska prawica odnosi duże sukcesy w używaniu technologii  informatycznych do osłabienia prezydentury Baracka Obamy – a obecnie do wza­jemnego mieszania się z błotem w prawyborach.

Facebook, Twitter i im podobne niewątpliwie odegrały znaczącą rolę w ułatwianiu aktywistom komunikowania i orga- nizowania się. Jednak, po tym, jak Mubarak zablokował Internet i sieci tele- fonii komórkowej, dużo starsze technologie  – telefony stacjonarne i telewizja (ponad wszystko Al-Jazeera) – wkroczyły do akcji podczas decyzyjnych zawirowań, które przyniosły koniec dyktatora.

Teraz egipska rewolucja przemieniła się w walkę przeciwko reżimowi, na czele którego stał Mubarak, a który przetrwał upadek dyktatora w postaci rządzącej Najwyższej Rady Wojskowej (SCAF).

Konfrontacja

Jest to napędzane konfrontacją między młodymi rewolucjonistami z klasy pracowniczej, a siłami reżimu – wojs-kiem i policyjnymi oddziałami prewencji.

Rewolucyjna szabab (młodzież) może komunikować się za pomocą Twittera, ale – przeciwnie do Masona czy Negriego – rozumie ona, że siły reżimowe muszą być obalone, a nie ominięte.

Jednak kreśląc przyszły bieg rewolucji, musimy skonfrontować jeden z najgłębiej zakorzenionych mitów ukutych w erze neoliberalnej – islamofobię.

Tak więc, wielu ludzi, nawet na radykalnej i rewolucyjnej lewicy, wierzy, że główni beneficjenci obalenia Ben Alego i Mubaraka to islamiści.

W końcu to właśnie oni  – w postaci tunezyjskiego ugrupowania Nahda; Bractwa Muzułmańskiego i jego partii Wolność i Sprawiedliwość w Egipcie – odnieśli zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych.

U podstaw takiego pesymistycznego sądu leżą dwa błędy. Pierwszym jest traktowanie islamistów jako reakcyjnego monolitu. W rzeczywistości, Bractwo Muzułmańskie jest złożoną polityczną formacją z długą i zawiłą historią. Skorzystało ono na tym, że było najbardziej konsekwentnym opozycjonistą Mubaraka podczas dekad, kiedy świeckie siły – nacjonaliści i komuniści – były słabe i zdyskredytowane.

Wskutek tego sukcesu i wysiłków, takich jak rozwinięcie programów socjalnych dla biednych, Bractwo skupia wśród swoich członków bardzo zróżnicowane, czasem przeciwstawne siły – od szanowanych i społecznie konserwatywnych biznesmenów po młodych aktywistów – najbardziej oddanych bojowników ulicznych.

Oznacza to, jako że WiS wchodzi w formalne partnerstwo ze SCAF, że na partię wywierane będą ogromne naciski, które mogą pociągnąć ją w różne strony. Jednym z najważniejszych będzie wpływ kryzysu gospodarczego.

Jak podkreślają egipscy Rewolucyjni Socjaliści w swoim ostatnim oświadczeniu – „rezerwy obcej waluty bardzo szybko topnieją (z 36 miliardów dolarów do 15 miliardów w pierwszym roku rewolucji). Inflacja rośnie w obliczu braku jakiegokolwiek mechanizmu kontroli wzrastających cen. Nieustannie podnosi się poziom bezrobocia.

A wszystko to dzieje się przy głębokim kryzysie globalnego kapitalizmu, który z kolei redukuje pochodzący z turystyki, Kanału Sueskiego i inwestycji zagranicznych dochód egipskiego kapitalizmu.”

Drugim z błędów jest przedstawianie wycinka procesu rewolucyjnego w danym momencie jako punktu końcowego. W Egipcie, jak i we wcześniejszych rewolucjach, świadomość zmie- nia się w zależności od rozmaitych rytmów.

 

Wróg

Licząca się mniejszość rewolucyjnej młodzieży widzi teraz SCAF jako głównego wroga, który musi być zniszczony. Jednak dużo szersze warstwy pracownicze, chłopskie i miejska biedota są gotowe, aby dać juncie i Bractwu szansę na zreformowanie społeczeństwa egipskiego, sympatyzując równocześnie z rewolucjonistami.

W jakim kierunku przesuną się te warstwy, zdecyduje o wyniku rewolucji egipskiej. Czy przyłączą się one do tej mniejszości w walce ze SCAF? Czy też przesuną się w prawo – być może w stronę ultraislamistycznych purytańskich salafistów, którzy również dobrze wypadli w wyborach?

Odpowiedź na to pytanie zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy egipski ruch pracowniczy może zaoferować drogę naprzód opartą na kolektywnej walce przeciw zarówno generałom, jak i szefom.

Dotychczas widzieliśmy powstające związki zawodowe i bardzo bojowe strajki. Jest jednak konieczne, aby pracownicy przemówili swoim własnym, zorganizowanym, politycznym głosem.

Pomimo mitów dotyczących arabskich rewolucji, ich przyszłość nie jest jeszcze zdecydowana. W wirze tych walk, cała nasza historia może być napisana na nowo.

 

Tłumaczyła Ela Kosiorek

Tags: ,

Category: Archiwalne gazety, Gazeta - luty 2012

Comments are closed.