baner.pracdem.stary

Mity zachodniego kapitalizmu – Widziane z Londynu

| 1 maja 2014
04.2014 Strajkujący pracownicy - imigranci sprzątający w SOAS, jednej z uczelni Uniwersytetu Londyńskiego - wygrali 7 dni więcej urlopu, prawo do zasiłku chorobowego i wyższe emerytury.

04.2014 Strajkujący pracownicy – imigranci sprzątający w SOAS, jednej z uczelni Uniwersytetu Londyńskiego – wygrali 7 dni więcej urlopu, prawo do zasiłku chorobowego i wyższe emerytury.

Wyjeżdżając z Polski byłem pod wpływem pewnego mitu kapitalizmu, który zapewne i dzisiaj niejeden umysł wciąż zawłaszcza. Według niego polski kapitalizm jest ohydny, zgrzebny i bardzo prymitywny. Mit jednak twierdzi, że jest to tylko marna kopia o wiele bardziej kulturalnego, łagodnego i cywilizowanego kapitalizmu zachodniego.

Emigracja do Wielkiej Brytanii, ojczyzny tego systemu i rewolucji przemysłowej, jednego z najbardziej rozwiniętych państw świata, oraz jednego z centrów światowych rynków finansowych, dała mi sposobność do zweryfikowania prawdziwości tego mitu. To, czego doświadczyłem w ostatnich latach, skłoniło mnie do głębokiej zmiany poglądów.

Momentem przełomowym stał się oczywiście wybuch wielkiego kryzysu w 2008 r. Gdy ze zdumieniem patrzyłem jak z dnia na dzień rozpada się światowy system finansowy, i jak kolejne państwa desperacko próbują ratować upadające banki, nawiedziła mnie zupełnie nieoryginalna refleksja w tamtych dniach: że mianowicie Karol Marks miał rację. Podobne przemyślenia wypełniały wtedy pierwsze strony zachodnich tygodników i dzienników. W owym czasie jednak nie wiedziałem jeszcze JAK BARDZO Marks miał rację. Najgorsze miało dopiero nadejść.

Wojna klasowa

Na fali niezadowolenia z przeciągającego się kryzysu, narastającej recesji i bezrobocia w 2010 r. do władzy w Wielkiej Brytanii doszła opozycja. Koalicyjny rząd konserwatysty Davida Camerona rozpoczął program szeroko zakrojonych cięć budżetowych, które mają zlikwidować deficyt finansowy państwa. Polityki tej nie mogę określić inaczej niż jako wojnę klasową. Jej istotą jest założenie, że za kryzys wywołany przez bankierów mają zapłacić najubożsi – dziesiątki miliardów funtów, wydane na ratowanie upadających banków, mają zostać odzyskane poprzez cięcia zasiłków i wszelkich usług publicznych.

Cięcia budżetowe w czasie recesji nie mają żadnego ekonomicznego sensu. Gdyby rząd chciał rzeczywiście walczyć z recesją powinien zwiększyć wydatki z budżetu i inwestycje. Jak zauważył Paul Krugman, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii (bynajmniej nie marksista), europejska prawica wykorzystała kryzys jako pretekst do motywowanego czysto ideologicznie ataku na państwo opiekuńcze. To właśnie dzieje się w tej chwili w Wielkiej Brytanii, ale też w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii czy we Włoszech.

Polityka zaciskania pasa jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla tych, co posiadają najmniej. Jeśli chodzi o majętnych mieszkańców Zjednoczonego Królestwa to jedyne cięcia, jakich oni zaznają, dotyczą podatków: rząd Davida Camerona obniżył podatki dla firm i osób o najwyższych dochodach.

Również brytyjskie banki – współsprawcy obecnego załamania gospodarczego – nie mogą narzekać na brak troski ze strony państwa. Prócz funduszy budżetowych Bank of England wpompował w nie kolejne 375 mld funtów poprzez program tzw. „Quantitative easing” – elektronicznej kreacji pieniądza, czyli nowoczesnej odmiany drukowania banknotów.

Można było dać te pieniądze ludziom. Takie rozwiązanie nie wchodziło jednak w grę, będąc jakoby zbyt populistyczne (czytaj: służąc bardziej wyrównanej dystrybucji bogactwa). Bank Anglii wolał rozdać te astronomiczne kwoty bankom, które z kolei nie przeznaczyły tych pieniędzy na kredyty dla firm, ale wolały je zainwestować w spekulacje finansowe, którym zawdzięczamy obecny krach. W ten sposób rząd brytyjski przyczynia się do następnego załamania finansowego, które jest jedynie kwestią czasu.

Klasowy charakter polityki rządu konserwatywno-liberalnego jest więc oczywisty. Piszę jednak o wojnie gdyż zaciekłość i okrucieństwo ataku klasy rządzącej na niższe warstwy społeczne są naprawdę szokujące. Podam tylko kilka najbardziej jaskrawych przykładów.

Atak na rencistów

Rząd postanowił obniżyć wydatki na zasiłki dla osób niezdolnych do pracy ze względu na niepełnosprawność – coś w rodzaju polskich rent inwalidzkich. W tym celu wynajął prywatną firmę Atos, zlecając jej przebadanie wszystkich rencistów pod kątem ich niezdolności do pracy. Jednocześnie rząd postawił prywatnemu kontraktorowi cel: uznać za zdolnych do pracy co najmniej 20% rencistów – bez względu na rzeczywisty stan ich zdrowia.

Na celowniku znalazła się najbardziej bezbronna, najsłabsza część społeczeństwa. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tysiące rencistów zmarło wkrótce po uznaniu ich za zdolnych do pracy. Są przypadki uznania za zdolnych do pracy ludzi pogrążonych w śpiączce i sparaliżowanych, jak również w ostatnich fazach choroby nowotworowej.

Rządowe testy w ogóle nie biorą pod uwagę specyfiki chorób psychicznych, skupiając się jedynie na fizycznej zdolności do pracy. Nie jest więc zaskoczeniem że co najmniej setki osób, uznane przez komisje Atos za zdolne do pracy, popełniło samobójstwo po odebraniu im zasiłków. Najbardziej drastyczny jest chyba przypadek Marka Wooda, 44-letniego chorego psychicznie mężczyzny. W zeszłym roku został on uznany za zdolnego do pracy, i w konsekwencji jego renta została zawieszona. Pozbawiony środków do życia Mark Wood w sierpniu zeszłego roku zmarł z głodu. Jak wykazała sekcja zwłok ten dorosły mężczyzna w chwili śmierci ważył 35 kg. Patolog porównał jego stan do ofiar hitlerowskich obozów koncentracyjnych…

W obronie imigrantów

W obliczu tego wszystkiego czułem, że nie mogę stać z boku w mojej imigranckiej osobności i patrzeć biernie na to, co się dzieje. Czułem, że muszę zaangażować się w tę wojnę, i stanąć po właściwej stronie. Gdy więc pewnego dnia natknąłem się na ulicy na ludzi sprzedających gazetę Socialist Worker mentalnie byłem już na to spotkanie gotowy. Kupiłem gazetę i nawiązałem rozmowę. Zacząłem przychodzić na spotkania tego środowiska, i wkrótce wstąpiłem do Socialist Workers Party [siostrzanej organizacji Pracowniczej Demokracji].

W owym czasie powstał już nowy front brytyjskiej wojny klasowej: atak na imigrantów. Prawicowe media i politycy, chcąc odwrócić uwagę od prawdziwych sprawców niedoli brytyjskich obywateli, obwiniają przyjezdnych o wszelkie możliwe zło. Premier Cameron z imienia wymienił Polaków jako wyłudzających zasiłki. Narasta atmosfera ksenofobii, zaś kryptorasistowska partia UKIP kwitnie w sondażach i króluje w mediach.

Socialist Workers Party jest całkowicie wolna od tej dusznej, ksenofobicznej atmosfery. W jej szeregach zostałem powitany z otwartymi ramionami – nie jako imigrant, ale jako człowiek pracy, towarzysz we wspólnej walce. SWP to jedyna brytyjska partia, która tak jednoznacznie i konsekwentnie staje w obronie imigrantów. Gdy rozpoczęła się nagonka na Romów, Socialist Worker dał na pierwszą stronę krzyczący tytuł: „ROMA ARE WELCOME HERE!” (Romowie są tu mile widziani!). Jestem dumny z tego, że SWP niewzruszenie wierna jest swoim zasadom, wbrew dominującym nastrojom.

Walka o domy komunalne

W imię tych zasad próbujemy organizować walkę na różnych frontach brytyjskiej wojny klasowej. Jeden z nich biegnie przez londyńskie ulice. Rada dzielnicy Haringey (w której mieszkam) postanowiła sprzedać prywatnym inwestorom większość domów komunalnych wraz z gruntami na których stoją. Inwestorzy albo zburzą domy i wybudują na ich miejsce coś innego, bardziej dochodowego, lub też zażądają komercyjnych czynszów.

Dla wielu lokatorów komunalnych będzie to oznaczało konieczność wyprowadzki do innego miasta, gdzie koszty zamieszkania nie są tak wysokie. W ten sposób dokona się czystka społeczna mojej dzielnicy: niezamożni będą musieli się usunąć, by zrobić miejsce dla klasy średniej. Cały ten plan był trzymany w tajemnicy. Nie odbyły się żadne konsultacje społeczne na ten temat.

Moi koleżanki i koledzy z SWP dowiedzieli się o zamiarach zdominowanej przez Labour Party rady dzielnicy. Postanowiliśmy nagłośnić sprawę i zorganizować ludzi do obrony ich domów. Rozprowadziliśmy ulotki informacyjne wśród zagrożonych społeczności i zorganizowaliśmy dwa spotkania publiczne na ten temat. Odzew jest bardzo pozytywny.

Kwestię obrony domów komunalnych uczyniliśmy głównym tematem naszej kampanii wyborczej przed wyborami lokalnymi, które mają się odbyć wraz z wyborami europejskimi. Jestem optymistą i wierzę, że wraz z lokalną społecznością uda nam się zablokować plany rady dzielnicy. Mam nadzieję że to zwycięstwo będzie jednym z wielu które nadejdą – czas już najwyższy, by odwróciły się losy brytyjskiej wojny klasowej.

Jacek Szymański

Tags:

Category: Gazeta - maj 2014

Comments are closed.