baner.pracdem.stary

Torturowane dzieci siostry Bernadetty

| 1 maja 2014
Ośrodek katowania dzieci w Zabrzu.

Ośrodek katowania dzieci w Zabrzu.

Trudno znaleźć słowa, które mogą właściwie opisać horror sprawy siostry Bernadetty i katowania dzieci w Ośrodku Wychowawczym sióstr boromeuszek w Zabrzu. Przez kilkadziesiąt lat dzieci w tym ośrodku zostały systematycznie bite, maltretowane fizycznie, psychicznie i seksualnie.

Dopiero w 2007 roku powoli zaczęły wychodzić na jaw przykłady okrucieństwa „sióstr miłosierdzia”. Bez wątpienia można nazwać te praktyki torturowaniem dzieci. Dzieci były często bite do krwi różnymi przedmiotami. Czasami tak, że trafiały do lekarza i przez tygodnie nie mogły iść do szkoły.

Za co dzieci były karane? Za „nierówny szlaczek w zeszycie, urwanie guzika, zgubienie skarpetki”. Nie wolno było śmiać się lub mówić podczas obiadu. Rafał, były wychowanek: „Najbardziej karane było nasikanie do łóżka. A tam były dzieci z rozbitych rodzin, które dużo przeżyły i często miały kłopoty z moczeniem się” (z reportażu Justyny Kopińskiej w Dużym Formacie).

Były wychowanek Paweł: „Czasem siostra Bernadetta tak mnie pobiła, że nie mogłem chodzić do szkoły. Raz wzięła drewniany wieszak. Biła po całym ciele. Już nie pamiętam, za co. Ale najgorsze były uderzenia w głowę. Tak jakby chciała dostać się do środka. Musieli mi zszyć rany, więc siostry wzięły mnie do szpitala i tłumaczyły lekarzowi, że się przewróciłem.”

Dochodziło też do gwałcenia małych chłopców przez starszych wychowanków, zachęcanych i podżeganych do tego przez siostry, które zamykały ich razem w pokoju na klucz.

Paweł: „Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy, jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie. Pytali, czy chłopacy już mi to robili. Powiedzieli, że im też. Nikt się tym nie zajął. Więc zajęliśmy się sobą sami. Siostry musiały reagować na nasze próby samobójcze. Nałykałem się najsilniejszych psychotropów, zadzwoniły po karetkę. W szpitalu mówiły później: “myślał, że to cukierki”. Najdziwniejsze, że ich tłumaczenia nie miały sensu, a wszyscy wierzyli.”

Przez kilkadziesiąt lat żaden lekarz, żaden nauczyciel nie powiadomił policji lub innych władz o podejrzeniach, że coś się działo nie tak w ośrodku – aż do 2006 roku kiedy ktoś po raz pierwszy zareagował. Nauczycielka Pawła, Zofia Włodarska, uwierzyła jego historię i zgłosiła sprawę do prokuratury.

Sprawa jednak trafiła do sądu dopiero po innym wydarzeniu – w 2007 roku – po tym, jak dwóch byłych wychowanków zostało aresztowanych za gwałt i morderstwo małego chłopca – i wyszło na jaw, że sami byli gwałceni i gwałcili, kiedy jako młodzi chłopcy mieszkali w ośrodku sióstr boromeuszek.

Na wielu poziomach sprawa Ośrodku Wychowawczym sióstr boromeuszek jest skandaliczna.

Po pierwsze, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce. Że najbardziej potrzebujące miłości i opieki ludzkie istoty spotkały tylko przemoc, pogarda i poniżanie.

Nie chodzi tu tylko o pojedyncze zakonnice, które były okrutne. Widać, że przemoc była instytucjonalna, systematycznie organizowana odgórnie od władz ośrodka.

Jak można to tłumaczyć?

Przemoc najlepiej kwitnie w hierarchicznych strukturach, gdzie “góra” ma dużą władzę nad „dołem” lub nad społeczeństwem poza instytucją – np. w policji, wojsku lub w pewnym modelu rodziny, gdzie kobiety i dzieci nie mają głosu.

Siostry boromeuszki miały nieograniczoną władzę nad wychowankami ośrodka i równocześnie mogły usprawiedliwiać swoje zachowanie “tradycyjną” ideologią panującą w Kościele katolickim. Według tej ideologii rola dzieci polega na byciu cichym, grzecznym i posłusznym.

Poza tym mocno zakorzenione w katolicyzmie jest pojęcie grzechu pierworodnego. Wiele razy w reportażu w Dużym Formacie powtarza się wątek, że tu chodzi o dzieci, które mają „zło” w genach, które mają w sobie diabła, bo pochodzą z rodzin „patologicznych”. Rodzą się złe – i trzeba to zło z nich wypędzić biciem, wyzywaniem, upokorzeniem. Oraz, że i tak były wcześniej bite w domu, więc tylko taki „język” rozumieją.

Z psychologicznego i pedagogicznego punktu widzenia taka ideologia jest oczywiście katastrofalna. Człowiekowi serce się kraje myśląc o terroryzowanych dzieciach żyjących w strachu, które w wyniku tego moczą się w łóżku i za „złe zachowanie” ponownie są bite i terroryzowane. Prymitywizm połączony z brutalnością świadczy o braku jakiegokolwiek rozumu psychologicznego.

Taka ideologia sięga jednak dalej niż Kościół i zakonnice, bo ma też dużo wspólnego z myśleniem neoliberalnym, czy po prostu kapitalistycznym. „Patologie” – czyli problemy z alkoholem i narkotykami – wynikają ze „zła” indywidualnych osób. Bieda, bezrobocie, wykluczenie nie mają rzekomo nic do rzeczy – a poza tym też są wynikiem osobistych słabości. „Każdy jest kowalem własnego losu.”

Drugi skandaliczny aspekt tej sprawy to rola, którą odegrało, lub raczej nie odegrało, państwo. Przede wszystkim fakt, że przez cały okres jego istnienia nie było żadnej kontroli tego ośrodka lub innych podobnych placówek przez władze państwowe. To prawie nie do wiary.

Tłumaczy się to tym, że konkordat na taką ingerencję w sprawy kościelne nie pozwala (oprócz kontroli kuratorium oświaty w sprawach związanych bezpośrednio z edukacją dzieci). Jeśli to prawda, to mamy jeszcze jeden argument, by znieść konkordat.

Problem tkwi jednak głębiej, bo nawet przed zawarciem konkordatu nie było tych kontroli. Chodzi o nadmierny szacunek do instytucji kościelnych i nieformalną zmowę ku nietykalności i bezkarności osób tam działających. Widzimy to samo w sprawach księży-pedofilów, którzy bardzo rzadko trafiają pod sąd.

Również przebieg i wynik procesu sądowego przeciw dwom siostrom boromeuszkom należy uważać za skandaliczny.

Jako ludzie działający przeciw kapitalizmowi i wyzyskowi na rzecz sprawiedliwości społecznej nie jesteśmy zaskoczeni faktem, że prawo traktuje władnych i bogatych zupełnie inaczej niż ludzi niezamożnych. Siostra Bernadetta była osobą bliską elitom w Zabrzu. Dostawała nagrody, była chwalona jako dobry pedagog i osoba dobroczynna.

Z drugiej strony dzieci z najniższych warstw społecznych mają wszystkie uprzedzenia przeciw sobie.

Na procesie przed sądem zaznawało 22 wychowanków, wśród nich dzieci. Wbrew wszystkim zasadom traktowania poszkodowanych dzieci w sądzie musiały zeznawać w obecności swojej dręczycielki. Opinia psychologa: „u większości pokrzywdzonych widać było wysoki poziom napięcia i lęku”, „po potwierdzeniu złożonych wcześniej zeznań przestali odpowiadać na pytania bądź rozpłakali się”.

Dopiero w 2010 roku zapadł wyrok w sprawie. Obie oskarżone zostały skazane na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Była to wielka hańba i kpina z cierpień wszystkich ich ofiar.

Sprawa Radka

Pamiętamy sprawę umysłowo niepełnosprawnego Radka, który trafił do więzienia w sierpniu 2012 roku za serię drobnych kradzieży (rowerów, palet, złomu) i miał siedzieć do 2017 roku. Rozgłos sprawy wynikł z nieludzkiego traktowania człowieka, który najwyraźniej nie rozumiał swoich czynów ani swojej sytuacji – był na poziomie małego dziecka. W końcu go zwolniono.

Ale – jeśli nie byłby niepełnosprawny? Czy spędzenie 5 lat za kratami to adekwatna kara za drobne kradzieże, podczas gdy osoby, które latami systematycznie terroryzowały dzieci, którymi miały się opiekować, dostają 8 miesięcy i 2 lata więzienia w zawieszeniu?

W 2011 kara siostry Bernadetty została zmieniona na bezwarunkową, ale w dalszym ciągu to kara bardzo niska– i wiemy, że przez trzy lata unikała ona stawienia się w zakładzie karnym. Jakim cudem?

Polska ma jedną z największych populacji więziennych w stosunku do liczby mieszkańców w Europie. W więzieniach siedzi bardzo dużo ludzi za drobne przestępstwa, które nie miały nic wspólnego z przemocą wobec innych osób.

Pamiętamy młodą matkę dwojga dzieci, która została zabrana przez policję w nocy przed oczami swoich dzieci za to, że miała długi. „Szanowanej siostry” nie można było tknąć przez trzy lata – żyła swoim życiem i nie widziała nic złego w tym, co zrobiła.

Tu nie chodzi o to, że najsurowsze kary więzienne są rozwiązaniem, ale o to, że system „sprawiedliwości” jest tak skrajnie niesprawiedliwy i nierówny.

Teraz sąd ponownie orzekł, że kara siostry Bernadetty ma być bezwarunkowa – i dobrze. To jednak nie wystarczy. Ofiary siostry Bernadetty i wielu innych sióstr, które nie trafiły nawet pod sąd, muszą otrzymać zadośćuczynienie od państwa i władzy Kościoła katolickiego za krzywdę, którą ponieśli.

To jedyny sposób, by potwierdzić, że są one postrzegane jako pełnowartościowi ludzie w społeczeństwie, mający prawa jak każdy inny. Państwo powinno udzielać ofiarom bezpłatnej pomocy prawnej – bo bez tego będzie trudno ofiarom dochodzić swoich praw.

Ujawnione fakty z Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu są prawdopodobnej tylko wierzchołkiem góry lodowej wielkiej krzywdy wobec dzieci w placówkach kościelnych i bardzo możliwe, że też w państwowych. W tej sprawie powinna postać niezależna komisja śledcza, do której ofiary mogłyby się zgłaszać.

Chcąc zapobiec podobnym tragediom w przyszłości, trzeba dojść do jak najszerszego ujawnienia prawdy.

Ellisiv Rognlien

Tags:

Category: Gazeta - maj 2014

Comments are closed.