baner.pracdem.stary

Przewrót wojskowy w Tajlandii – Demonstranci stawiają opór

| 1 czerwca 2014
25.05.14 Bangkok. Protest przeciw zamachowi

25.05.14 Bangkok

Generał Prayuth Chan-ocha oficjalnie przejął władzę w Tajlandii 22 maja. Jednocześnie tego samego dnia wybuchły masowe protesty, które ogarnęły wiele dzielnic Bangkoku i miast, m. in. Chiang Mai. Tłumy stawiły opór wojskowym, wzywając żołnierzy, by poszli do domów, zaś kobiety w średnim wieku wymyślały młodym wojakom.

Te protesty wybuchły spontanicznie, jednak błędem byłoby myśleć że były one “niezorganizowane”. Działacze prodemokratyczni od lat pracowali nad tworzeniem oddolnych środowisk. Skupiają one zwykłych ludzi pracy, choć nie są oni tak dobrze zorganizowani jak związkowcy.

Im bardziej protesty się rozszerzają, tym większej pewności nabierają ich uczestnicy i ci, którzy im się tylko przyglądają.

Komunikacja w tych środowiskach odbywa się za pośrednictwem mediów społecznościowych, choć sporą rolę odgrywają również wiadomości przekazywane z ust do ust.

Można mieć nadzieję, że ten ruch będzie narastał i że ogarnie zorganizowaną klasę pracującą. To jednak wymaga czasu. Być może konieczne będzie zastosowanie taktyki „dwóch kroków naprzód, jednego kroku wstecz”. Armia próbuje zmiażdżyć ruch, i wielu ludzi zostało aresztowanych.

Protesty rozwiały kilka mitów. Po pierwsze powstanie w Bankoku udowodniło, że Czerwone Koszule i idee prodemokratyczne mają w stolicy spore wpływy. Komentatorzy twierdzili wcześniej, że poparcie dla Czerwonych Koszul jest skupione na prowincji.

Generał Prayuth twierdził że „nie miał innego wyboru” niż dokonać przewrotu, by powstrzymać narastanie konfliktu pomiędzy dwoma zwalczającymi się nawzajem frakcjami. Jednak – dość przewidywalnie – wojsko skupiło się na aresztowaniach i przesłuchiwaniu Czerwonych Koszul i innych działaczy prodemokratycznych.

Od czasu przewrotu z 2006 r. armia sprzymierzyła się z antydemokratycznymi konserwatystami, wywodzącymi się z tajlandzkich elit. Ta reakcyjna koalicja obejmuje Partię „Demokratyczną” i związany z nią motłoch uliczny, wyższych urzędników i sędziów, klasy średnie oraz konserwatywnych nauczycieli akademickich i szefów organizacji pozarządowych.

Potrzeba wielkiej odwagi, by sprzeciwić się wojskowej juncie i stawić czoło uzbrojonym żołnierzom. W 2010 gen. Prayuth rozkazał zabicie prawie 90 demonstrantów z Czerwonych Koszul, którzy domagali się demokratycznych wyborów.

Ci, którzy wolą ignorować rolę zwykłych ludzi twierdzą, że kryzys jest jedynie wyrazem konfliktu wewnątrz elit. Według nich zyskał on na ostrości dzięki pytaniu o to, kto obejmie sukcesję jako głowa państwa po starzejącym się królu. Jednak ruch Czerwonych Koszul, który wyrósł po zamachu stanu w 2006 r., jest największym ruchem społecznym w historii Tajlandii. Król zaś zawsze był słaby i tchórzliwy. Dokonując obecnego przewrotu gen. Prayuth nawet nie udawał, że wykonuje rozkazy króla, ani też nie starał się zyskać monarszej aprobaty.

Trwający od dawna tajlandzki kryzys jest tak naprawdę efektem starcia między konserwatywnym modelem uprawiania polityki, opartym na relacji patron – klient, i stylem bardziej nowoczesnym.

Po azjatyckim kryzysie gospodarczym z roku 1996 polityk-miliarder Thaksin Shinawatra podjął poważną próbę zmodernizowania tajlandzkiego społeczeństwa, by zwiększyć jego konkurencyjność.

Jego partia zyskała ogromną popularność po wprowadzeniu pierwszego systemu powszechnej opieki zdrowotnej i programów tworzenia miejsc pracy na prowincji. Miliony zwykłych ludzi stały się zainteresowane ochroną demokracji.

Jednak Thaksin i jego siostra Yingluck nie chcą przewodzić frontalnemu atakowi na stary porządek, który jest konieczny, by obronić i rozwinąć demokrację.

 

Giles Ji Ungpakorn

Tłumaczył Jacek Szymański

Category: Gazeta - czerwiec 2014

Comments are closed.