baner.pracdem.stary

Conchita i Słowianie

| 1 czerwca 2014

Cleo z brodą

Pod koniec zeszłego roku w internecie pojawił się teledysk Donatana i Cleo, zatytułowany My Słowianie. W ciągu kilku tygodni obejrzało go ponad dwadzieścia milionów ludzi, także poza granicami Polski.

Piosenka była krytykowana przez prawicę za wulgarność oraz za obrazoburczy atak na polską tradycję ludową. Kilka miesięcy później podczas koncertu Eurowizji w Danii My Słowianie stało się dla prawicowych polityków i mediów bastionem “polskości”, “prawdziwej kobiecości” i  “piękna” w przeciwieństwie do “wynaturzenia” i “brzydoty” austriackiej drag queen – Conchity Wurst.

My Słowianie w formie nawiązuje do polskiego folkloru. Jednak w treści to najczystszy seksizm. Teledysk przedstawia grupę młodych, zdrowych i “hojnie obdarzonych przez naturę w departamencie biustu” słowiańskich dziewczyn. Słowian porównywano również do “soft porno”.

Sama piosenka nie wyróżnia się zbytnio, stanowi łatwo przyswajalną wersję hip-hopu. O Donatanie i Cleo przed publikacją teledysku My Słowianie mało kto słyszał, ale seksualna dosłowność teledysku przyczyniała sie do wielkiego rozgłosu utworu i samego duetu.

Popularność Słowian postanowiono wykorzystać. Utwór wypłynął na szersze wody, gdy okazało się, że Donatan i Cleo będą reprezentować Polskę na festiwalu Eurowizji. W połowie maja podczas finałowej gali w Kopenhadze “seksowne wieśniaczki” rozbudziły nie tylko nadzieję na wygraną w sercach rodaków.

Na scenie, oprócz duetu pojawiły sie także modelki z teledysku wprawnie poruszające “tym co mama w genach dała”. Jednakże na drodze do „pewnego” zwycięstwa stanęła Conchita Wurst – wcielenie drag queen artysty Thomasa Neuwirtha z Austrii, który ostatecznie wygrał konkurs.

My Słowianie skończyli na czternastym miejscu. Prawicowi politycy wpadli w szał: Mamy do czynienia z agresją kulturową. To nie jest smaczne, że się facet przebierze w sukienkę, a potem sobie brodę przyklei. Nie da się tego oglądać – mówił Jacek Kurski.

Conchita Wurst stała się nawet orężem w kuriozalnej walce politycznej pomiędzy PiS i PO: Widziałem w oczach tego pana trochę oczy Tuska, dlatego że jeśli będziemy szli drogą takiej Europy, którą w Polsce promuje Tusk – on to nazywa: “otwartej”, ale kończy się to panem w sukni albo panią z brodą – to to jest właśnie ta różnica między nami a Platformą – to słowa Adama Hoffmana, rzecznika PiS.

Tym samym dla polskiego establishmentu, Donatan i Cleo stali się uosobieniem “zdrowej” i “niezdegene- rowanej” Europy. Posłom PiS przestała nagle przeszkadzać konwencja “soft porno” czy “lżenie tradycji narodowych”. Półnagie dziewczyny, niczym przedstawicielki “wyższej rasy”, podjęły walkę z “kulturową agresją” drag queen, gender i wszelkiej maści wynaturzeń.

Polska duma została urażona przez brodę Conchity. Ten agresywny i absurdalny ton polityków w stosunku do ruchu osób homo-, bi- i transseksualnych (LGBT) został podchwycony także przez niektórych artystów. Cezary Pazura na swoim facebookowym profilu skomentował koncert Eurowizji: Cyrk przeniósł się do telewizji, bo takie cuda jak “baba z brodą”, “ciele z dwoma ogonami” i tym podobne, kiedyś można było oglądać tylko tam,jednocześnie Pazura zaapelował:Golcie się dziewczyny. Nie znacie dnia ani godziny!. Ta żenująca wypowiedź jednego z najbardziej znanych polskich aktorów przeszła niemalże bez jakiejkolwiek krytyki  mediów.

Urażona duma “prawdziwych” Polaków znalazła ukojenie w internetowej nienawiści dla tolerancji mniejszości seksualnych. Pokojowy manifest Conchity po występie finałowym został uznany za atak na normalność i inwazję wszechobecnej ideologii gender i poprawności politycznej.

Liczne memy internetowe drwiące nie tylko z artysty, ale ze społeczności LGBT zalały sieć. Jarosław Kaczyński był zasmucony zwycięstwem piosenki Rise Like a Phoenix, twierdząc, iż jest to propaganda zmierzająca do tego, aby zacierać różnice między kobietami a mężczyznami i doprowadzi do rozkładu moralnego: Na pewno nie powinniśmy się z tego typu wydarzeń cieszyć. To są wydarzenia, które niczego dobrego nam nie niosą. Mówiąc nam, mówię o Europie. Nie dały nic dobrego nam, jako Europejczykom.

Pomimo upolitycznienia, niezbyt wysokiego poziomu muzycznego konkursu Eurowizji, któremu zarzuca się kiczowatość, oraz niesprawiedliwego systemu przyznawania głosów, który uwypukla regionalne sympatie i sojusze oraz animozje narodowe, Eurowizja jest festiwalem wielonarodowym, przez co wielokulturowym. Jej polityczny charakter może być dla aktywistów społecznych i politycznych platformą promocyjną.

Pomimo dyskursu nienawiści ze strony polityków i opinii publicznej, wiele mediów wykazało się w stosunku do występu austriackiego artysty dużą dozą zrozumienia. Krytyki nietolerancji wciąż jednak brak. Miejmy nadzieję, że ta rozdmuchana w Polsce sensacyjność tegorocznego finału Eurowizji przełamie konserwatywny mur nienawiści dla wszystkiego co odbiega od “normalnego” modelu społeczeństwa. Szkoda, że ci sami politycy, którzy z taką zapalczywą pasją atakują Conchitę Wurst, nie widzą nic nienormalnego w rosnącym bezrobociu i pogłębiających się nierównościach społecznych w Polsce.

 Maciej Bancarzewski

Category: Gazeta - czerwiec 2014

Comments are closed.