baner.pracdem.stary

Zachód na nowo atakuje Irak w celu odzyskania kontroli

| 1 września 2014
Amerykański myśliwiec wraca na lotniskowiec USS George H W Bush  po dokonaniu nalotu.

Amerykański myśliwiec wraca na lotniskowiec USS George H W Bush po dokonaniu nalotu.

Zachodnie siły zbrojne coraz bardziej wikłają się w nową militarną interwencję w Iraku, która – jak przyznają – będzie najprawdopodobniej trwała miesiącami.

Podczas gdy pierwotnie miała to być misja humanitarna, jej strategiczne cele dla państw zachodnich stają się coraz bardziej przejrzyste. Zachód niepokoi się, że straci kontrolę nad regionem.

Od 8 sierpnia USA prowadzą naloty lotnicze w północnym Iraku.

Pierwotnie twierdziły, że zamierzają uchronić mniejszość jazydów przed kolejnymi atakami Państwa Islamskiego, sunnickiego ugrupowania wcześniej znanego jako ISIS.

Tysiące jazydów uciekło w góry Sindżar, by się tam schronić, i znalazło się w pułapce – bez jedzenia, wody czy skrawka cienia.

Trudno określić liczbę uchodźców, ale może ich być nawet 40 tysięcy.

USA ogłosiły ambitny plan powietrznej ewakuacji części uchodźców. Później wojsko miałoby uratować resztę, tworząc korytarz bezpieczeństwa wiodący z terenu kontrolowanego przez Państwo Islamskie do kurdyjskiego miasta Irbil.

Jednak 13 sierpnia USA dokonały zwrotu o 180 stopni. Przedstawiciele władz stwierdzili, że służby specjalne, wylądowawszy w górach, napotkały mniejszą liczbę uchodźców niż się spodziewano. Co więcej, uchodźcy mieli wystarczające zapasy.

Lokalni bojownicy kurdyjscy zdążyli już pomóc wielu uchodźcom, ale Stany Zjednoczone próbowały dowieść, że ludzie ci zdołali uciec dzięki amerykańskim atakom powietrznym.

Jednak prawdziwe priorytety Zachodu stały się ewidentne 17 sierpnia, kiedy nastąpiło największe jak dotąd w tej kampanii bombardowanie.

Celem ataku było odzyskanie tamy w Mosulu zdobytej przez Państwo Islamskie na początku sierpnia.

Tama jest głównym źródłem wody i energii elektrycznej dla regionu. Prezydent USA Barack Obama bronił operacji twierdząc, że zniszczenie tamy stworzyłoby zagrożenie dla amerykańskiego personelu wojskowego i cywilów przebywających w Bagdadzie.

Tama została odbita, ale nie powstrzymano dalszej ekspansji terytorialnej Państwa Islamskiego.

Grupa ta szybko też zajęła znaczne obszary Syrii, podczas gdy granice w tym regionie stają się coraz bardziej płynne. Pod kontrolą Państwa Islamskiego są wschodnie, roponośne tereny Syrii. Siły islamskich radykałów skierowały się na północny zachód, w kierunku Aleppo, drugiego co do wielkości miasta Syrii.

Nieliczne grupy obleganych rebeliantów syryjskich, nadal walczących przeciw dyktaturze prezydenta Asada, muszą teraz stawić czoło zarówno reżimowi, jak i siłom Państwa Islamskiego.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że 17 sierpnia siły powietrzne Asada zbombardowały konwój rebeliantów podążający w stronę Aleppo, by walczyć z Państwem Islamskim.

Obama i inni zachodni liderzy nie mają nic do zaoferowania zwykłym ludziom w tym regionie, którzy znajdują się w pułapce pomiędzy reżimami własnych krajów, rosnącymi w siłę sekciarskimi milicjami Państwa Islamskiego i jeszcze większą zbrojną potęgą zachodniego imperializmu.

 Judith Orr

Tłumaczył Mateusz Lubiński

Category: Gazeta - wrzesień 2014

Comments are closed.