baner.pracdem.stary

Bunt wstrząsa rasistowskim stanem po zastrzeleniu Michaela Browna przez policję – Nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju

| 1 września 2014

140813-st-louis-protests-michael.brown

Demonstranci rozwścieczeni na policję, która zabiła nieuzbrojonego czarnego nastolatka Michaela Browna, dzień po dniu wylegają na ulice Ferguson, przedmiejskiej dzielnicy Saint Louis.

Tłum zebrał się po raz pierwszy w sobotę, 9 sierpnia po znalezieniu ciała Michaela, które przez cztery godziny leżało na ulicy.

Raz po raz gniewni demonstranci podchodzili do uzbrojonych po zęby policjantów, skandując: „ręce do góry, nie strzelajcie!”

Policja stanęła przeciw demonstrującym w pełnym rynsztunku. Użyła gazu łzawiącego, psów, broni automatycznej i samochodów pancernych. Próbowano też wprowadzić godzinę policyjną.

Ale przez ponad tydzień lokalna społeczność stawiała skoordynowany opór. Ludzie walczyli kamieniami i butelkami.

Jedyna noc, podczas której nie było rozruchów, to ta, kiedy policja nie wyszła na ulice.

Jay Nixon, gubernator stanu Missouri, zareagował na krytykę brutalnych działań policji ogłoszeniem w dniu 16 sierpnia stanu wyjątkowego. Zamiast złagodzić represje, wezwał Gwardię Narodową – oddziały wojskowe podległe władzom stanu.

Ken Olende

Tylko walka  mas zdoła położyć kres rasizmowi Stanów Zjednoczonych

Choć na czele Stanów Zjednoczonych stoi czarny prezydent, czarny jest również prokurator generalny, rasizm jest wciąż w tym kraju głęboko zakorzeniony.

Nieuzbrojonym czarnym, takim jak Michael Brown czy Trayvon Martin, nadal wciąż grozi śmierć od kuli.

Czarni są nadal  na celowniku rasistowskiej policji.

Z większym prawdopodobieństwem niż biali wylądują w więzieniu lub będą żyć w ubóstwie.

Konsekwencją działania ruchu na rzecz praw obywatelskich było powstanie licznej czarnej klasy średniej dysponującej pewną siłą.

Jednak w wielu przypadkach zwykli czarni pracownicy mają się dzisiaj gorzej niż jeszcze parę dekad temu.

W latach siedemdziesiątych XX wieku prawicowy republikanin prezydent Richard Nixon oświadczył, że popiera ruch „Black Power”.

Wykorzystał  fundusze państwowe na pomoc czarnym, zapewniając im dostęp do lepszej pracy, w tym do stanowisk komendantów policji i posad w wojsku.

Nixon zrobił to dlatego, ponieważ i jego, i klasę, którą reprezentował, przeraził ruch masowy.

Przywódcy państwa chcieli przekupić liderów tego ruchu.

To tłumaczy, dlaczego prezydent Barack Obama jest taki nieskuteczny podczas obecnego kryzysu. Swoje życie zawodowe rozpoczął jako prawnik, chcąc walczyć z niesprawiedliwością.

Wiele osób głosowało na niego w 2008 roku, uważając, że może coś zmienić.

Przytaknęliby słowom, które wypowiedział po zastrzeleniu Michaela: „W zbyt wielu społecznościach w tym kraju młodzi czarni mężczyźni są zostawieni na pastwę losu i uważani za ludzi wzbudzających lęk.”

W odróżnieniu jednak od Martina Luthera Kinga lub Malcolma X, Obama nie wywodzi się z radykalnego ruchu masowego. Wspinał się po szczeblach hierarchii establishmentu – i nie jest gotów mu się przeciwstawić.

Udzielił więc w końcu typowej dla establishmentu odpowiedzi, mówiąc, „Nic nigdy nie usprawiedliwia przemocy wobec policji, nic nie usprawiedliwia również tych, którzy, wykorzystując tę tragedię jako pretekst, dopuszczaliby się aktów wandalizmu lub kradzieży.”

Klasa rządząca USA to eksperci w dzieleniu i rządzeniu.

W im większym stopniu uda się jej nastawić czarnych przeciw Latynosom lub imigrantom koreańskim, tym mniej będzie ją niepokoić zjednoczony ruch pracowniczy.

Czarni obywatele USA cierpieli najwięcej przez ostatnie 40 lat, ale sytuacja wszystkich pracowników uległa względnemu pogorszeniu.

 “Strach przed Czerwonym”

W latach pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych lewicę zmarginalizował „strach przed Czerwonym” wzniecony przez McCarthy’ego.

Prezydenci Dwight D. Eisenhower i John F. Kennedy zostali zmuszeni do przyjęcia ustaw kładących kres segregacji rasowej na amerykańskim Południu.

Twierdzili, że są przywódcami „wolnego świata” – lecz wiadomości telewizyjne pokazywały uczestników protestów bitych za domaganie się edukacji i równości.

Rząd USA znowu chce pokazać swoją wyższość nad „państwami upadłymi” i „zacofanymi” ideologiami. Znowu popada w tarapaty przez własną obłudę.

Konieczny jest ruch, który wymusiłby na nim zmianę.

Tłumaczył Mateusz Lubiński

Category: Gazeta - wrzesień 2014

Comments are closed.