baner.pracdem.stary

Dlaczego USA tak mocno wspierają Izrael?

| 1 września 2014
Ataki Izraela na Gazę zabiły około 2150 Palestyńczyków – według ONZ 70  procent ofiar to cywile. Władze Izraela tą rzezią nic nie osiągnęły – zaskoczone były, że zginęło "aż" 65 izraelskich żołnierzy (i pięciu cywilów w Izraelu).

Ataki Izraela na Gazę zabiły około 2150 Palestyńczyków – według ONZ 70 procent ofiar to cywile. Władze Izraela tą rzezią nic nie osiągnęły – zaskoczone były, że zginęło „aż” 65 izraelskich żołnierzy (i pięciu cywilów w Izraelu).

Dziesiątki lat amerykańskich inwestycji wojskowych pomogły Izraelowi stać się tym potworem jakim jest on dzisiaj. Anne Alexander analizuje szczególny związek, leżący w centrum imperializmu na Bliskim Wschodzie. 

Palestyńczycy stali się obiektem ataku nie tylko Izraela, ale również jego głównego poplecznika – USA.

Gdy izraelskie rakiety dziesiątkowały śpiące dzieci, amerykańscy politycy prześcigali się w zwiększaniu poziomu pomocy wojskowej dla syjonistycznego państwa. Przywódca większości w senacie Harry Reid oświadczył: „Stać nas na więcej, i musimy pójść dalej w dziele ochrony Izraela.” Powiedział on również, że wsparcie dla Izraela nie jest sprawą „jednego stronnictwa politycznego”, ale „ogólnoamerykańską zasadą”.

Od dnia swych krwawych narodzin w 1948 roku Izrael otrzymał od USA pomoc o wartości 120 mld dolarów. Pieniądze płynęły nieprzerwanie w czasach wojen i kryzysów, a nawet i wtedy, gdy amerykańska gospodarka zaczęła chwiać się po krachu z 2008 roku.

Wydawać by się mogło, że nic się nie zmieniło. Jednak związek pomiędzy izraelskim „psem łańcuchowym” imperializmu a jego amerykańskim panem przeszedł szereg subtelnych, a zarazem istotnych zmian.

Odzwierciedlają one zarówno wewnętrzną dynamikę izraelskiej gospodarki i społeczeństwa, jak również szersze zmiany w równowadze sił w całym regionie. Są następstwem upokarzającej dla USA porażki militarnej w Iraku oraz cyklu rewolucji i kontrrewolucji w świecie arabskim.

Skala amerykańskiej pomocy finansowej dla Izraela jest doprawdy zdumiewająca. Od roku 1945 żaden inny kraj nie otrzymał tak wiele. Izrael cieszy się również wieloma szczególnymi przywilejami. Może wydawać środki otrzymane w ramach amerykańskiej pomocy wojskowej na zakup produktów izraelskich wytwórców, nie zaś tylko od amerykańskich firm. Izrael korzysta również z amerykańskiego finansowania dla swego systemu obrony antyrakietowej.

W następnym roku planuje się przekazanie pomocy wojskowej o wartości 3,2 mld dolarów poprzez program „Finansowanie Obcych Wojsk” (Foreign Military Financing – FMF) Departamentu Stanu. Jest to ok. 55% wartości rocznego budżetu FMF, oraz prawie 25% całego budżetu obronnego Izraela. To jednak nie wszystko. Dodatkowy miliard dolarów przeznaczony jest na wspólne programy wojskowe. Prócz tego przewidziano również 175 mln dolarów na izraelski system obrony antyrakietowej „Żelazna Kopuła”.

Amerykańskie ustawodawstwo w ostatnim czasie wzmocniło współpracę wojskową między Izraelem a USA. Utrzymanie przewagi militarnej Izraela nad jego sąsiadami od dawna było jednym z filarów polityki zagranicznej USA. Teraz zasada ta została formalnie zapisana w programach pomocowych. Jak głosi tegoroczna informacja prasowa Kongresu, „amerykańska pomoc wojskowa została zaprojektowana z myślą o utrzymaniu “jakościowej przewagi militarnej” (w skrócie JPM) Izraela nad armiami jego sąsiadów”.

W marcu tego roku uchwalono Ustawę o strategicznym partnerstwie pomiędzy USA i Izraelem. Wymaga ona od prezydenta przygotowania raz na dwa lata szczegółowego raportu na temat stanu JPM Izraela. Ponadto od 2008 roku rząd USA jest prawnie zobowiązany do wykazywania, że sprzedaż broni do któregokolwiek z krajów Bliskiego Wschodu nie ma negatywnego wpływu na sytuację Izraela.

Czterdzieści lat amerykańskiej pomocy wojskowej ukształtowało na nowo izraelską gospodarkę i społeczeństwo. Wzmocniła ona rolę, jaką wojsko odgrywa w społeczeństwie. Podobnie jak dziewiętnastowieczne Prusy Izrael nie jest państwem posiadającym armię, ale „armią, która posiada państwo”.

Charakterystyczna strategia, zastosowana przez kompleks wojskowo-przemysłowy w obydwu krajach, odegrała główną rolę w rozwoju gospodarki izraelskiej. Obecnie Izrael jest dziesiątym na świecie eksporterem broni. Jego zaawansowany technologicznie przemysł wojenny przez ostatnie 20 lat był motorem gospodarki. Przekształcił on Izrael z bankruta polegającego na amerykańskiej pomocy w latach osiemdziesiątych w zamożny, uprzemysłowiony kraj jakim jest obecnie.

Można to dostrzec w zmieniających się proporcjach pomiędzy amerykańską pomocą gospodarczą i wojskową na przestrzeni ostatnich 10 lat. Ta pierwsza została całkowicie wycofana w 2007 roku, podczas gdy ogólna pomoc militarna w tym samym czasie została zwiększona.

Długoterminowe strategiczne inwestycje amerykańskie w sektor technologii wojskowych, poczynione jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, uczyniły z Izraela coś na kształt cybernetycznej Sparty. To kolonialny garnizon, wojskowe laboratorium badawcze i elitarna siła uderzeniowa połączone w jedno. Ścisłe powiązanie amerykańskiego i izraelskiego przemysłu wojennego stało się w ostatnich latach jeszcze bardziej widoczne.

W marcu USA i Izrael podpisały porozumienie o współpracy, które daje amerykańskim producentom dostęp do technologii stojącej za systemem rakietowym “Żelazna Kopuła”. Doświadczenia zdobyte przez Izrael w starciach z żyjącymi pod okupacją Palestyńczykami, a szczególnie z mieszkańcami strefy Gazy, pozwoliły na wykształcenie wyjątkowych umiejętności.

W ostatnim czasie amerykańskie inwestycje w Izraelu skupiały się na technologiach, które mogą być zastosowane w amerykańskich wojnach przeciwko “asymetrycznym zagrożeniom” ze strony lekko uzbrojonych grup oporu. Z drugiej strony rozwój zaawansowanej technologicznie armii sprzyja wzmocnieniu izraelskiej polityki rasistowskiego wykluczenia.

Syjoniści zawsze – nawet jeszcze przed stworzeniem państwa Izrael – dążyli do wykluczenia Palestyńczyków ze swojej gospodarki. Jednakże w tak ważnych sektorach jak rolnictwo i budownictwo byli oni zmuszeni do zatrudniania dużej liczby Palestyńczyków w charakterze taniej siły roboczej. Wysoko rozwinięty przemysł technologiczny, wymagający stosunkowo małej i dobrze wykształconej siły roboczej, zaczął w końcu przynosić zyski bez potrzeby wykorzystywania palestyńskich pracowników.

W tym samym czasie izraelsko-palestyński „proces pokojowy” lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pozwolił Izraelowi stać się mniej zależnym od palestyńskich pracowników. Utwierdził on również i rozszerzył izraelską „sieć kontroli”, sprawowaną za pomocą osiedli rozsianych na terenie całego Zachodniego Brzegu.

Izrael wciąż potrzebuje siły roboczej. Pozbywając się Palestyńczyków jako rezerwowej armii pracy, musiał ich kimś zastąpić. W tym celu zaczęto sprowadzać imigrantów ze wschodniej Europy i Afryki, którzy w Izraelu często spotykają się z przejawami potwornego rasizmu.

Choć Izrael może być opisywany jako państwo apartheidu, to jednak struktura tego apartheidu jest zupełnie inna niż ta znana z historycznego doświadczenia Południowej Afryki. W RPA państwo rasistowskie zostało obalone głównie poprzez mobilizację czarnej klasy pracowniczej do walki o wyzwolenie. Czarni pracownicy w Południowej Afryce mieli siłę ekonomiczną, którą Palestyńczycy nie dysponują. To pozwala zrozumieć długoterminowe przesuwanie izraelskiej polityki na prawo.

Państwo Izrael zawsze było projektem rasistowskim, pomyślanym przez swoich założycieli jako kolonialna enklawa, otoczona przez wrogo nastawionych tubylców. To dlatego izraelska gospodarka coraz bardziej integruje się z amerykańską gospodarką militarną.

Ta sytuacja z kolei stworzyła żyzną glebę, na której wyrosło przekonanie że Izrael powinien podbić Palestyńczyków, nie zaś szukać z nimi kompromisu. Ten klimat w połączeniu z doświadczeniem okupacji sprzyjał izraelskiej prawicy.

Dla USA Izrael jest bardzo istotną częścią mechanizmu dominacji na Bliskim Wschodzie. Izrael pomaga kontrolować żywotny ze strategicznego punktu widzenia region, bogaty w ropę naftową. Dlatego też zacieśnienie związku, w jakim spleciony jest Izrael i USA, musi być umieszczone w kontekście innych zmian zachodzących w regionie.

Schyłek potęgi USA

Pierwszą z nich jest relatywny schyłek amerykańskiej potęgi. Porażka w Iraku, połączona ze skutkami globalnego kryzysu gospodarczego, zredukowała pole manewru USA. Jednocześnie ta sytuacja zapewniła zarówno amerykańskim sojusznikom, jak i wrogom więcej przestrzeni dla realizacji własnych celów. W efekcie nasiliła się konkurencja między poszczególnymi państwami, jak również wzrosło napięcie między USA i jego długoletnimi sojusznikami, takimi jak Izrael i Arabia Saudyjska.

Drugą zmianą w regionie jest wybuch rewolucji w 2011 roku. Przywrócenie w znacznej mierze władzy starego reżimu w Egipcie, oraz transformacja ludowej rewolucji syryjskiej w zaciekłą wojnę domową ośmieliły Izrael. Wpływ tego cyklu rewolucji i kontrrewolucji jest wewnętrznie sprzeczny.

Uwydatnia on powody, dla których USA potrzebują Izraela, który przez dziesiątki lat uodparniał się na skutki ludowej, oddolnej rewolty. Zarazem jednak podkreśla on racje, dla których zawsze był to tylko jeden aspekt dwutorowej strategii.

Izraelski oręż nie może bezpośrednio trzymać w ryzach biedoty Kairu tak jak robi to w Gazie i na Zachodnim Brzegu. By osiągnąć ten cel, USA muszą również inwestować w egipski kompleks wojskowo-przemysłowy. Egipscy generałowie zarządzają raczej fermami kurczaków, fabrykami garnków lub piekarniami niż laboratoriami, tworzącymi nowe rozwiązania dla potrzeb cyfrowych wojen. Tym niemniej amerykańskie inwestycje w ich przedsiębiorstwa są równie istotne dla zabez- pieczenia imperialnych interesów USA.

Te dwie strony imperialnego mechanizmu pozostają w stałym napięciu. Jego narastanie jest bardziej prawdopodobne, gdy tylko słabnie kontrolujący je uścisk imperialnego centrum. To napięcie uwidacznia organiczną więź pomiędzy walką przeciwko Izraelowi i zmaganiami z arabskimi reżimami.

Walka o wolność Palestyny nie może zostać wygrana bez włączenia tych zmagań w szerszy ruch rewolucyjny, mogący rzucić wyzwanie amerykańskim sojusznikom w Egipcie czy w Arabii Saudyjskiej.

Tłumaczył Jacek Szymański

Sprzeciw wobec Izraela nie ma nic wspólnego z antysemityzmem

Zwolennicy Izraela często próbują przyczepić krytykom Izraela i syjonizmu łatkę „antysemityzmu”. W Polsce w 1968 roku władze rozpętały kampanię antysemicką w imieniu rzekomego antysyjonizmu. Jednak Izrael nie reprezentuje wszystkich Żydów. Dziś na świecie wielu Żydów protestuje przeciw zbrodniom Izraela. Pracownicza Demokracja zawsze walczyła z wszystkimi formami rasizmu włącznie z islamofobią i antysemityzmem. (Patrz s. 6)

 

Category: Gazeta - wrzesień 2014

Comments are closed.