baner.pracdem.stary

Akt oskarżenia wobec kapitalizmu Anno Domini 2014

| 1 listopada 2014
Filip Ilkowski

Filip Ilkowski

Filip Ilkowski, doktor politologii w Instytucie Nauk Politycznych UW, członek Pracowniczej Demokracji oraz zarządu Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, w rozmowie z Janem Błońskim   (z tygodnika młodzieżowego “Outro”) formułuje akt oskarżenia przeciwko współczesnemu kapitalizmowi. Kandydat RSS do Rady Warszawy z dzielnicy Praga Południe obnaża mankamenty i wady dzisiejszego sposobu rządzenia świata oraz wskazuje alternatywy

Jan Błoński: Którędy wiedzie droga od zainteresowań naukowych do konkretnych działań politycznych?

Filip Ilkowski: W moim przypadku to jedna i ta sama droga. Jeszcze zanim byłem studentem, angażowałem się w różnego typu działalność. Mieszkałem wtedy w Szczecinie – przygotowywaliśmy spotkania, protesty. Pierwszy, który organizowałem, był w sprawie wojny w Czeczenii w 1994 roku. Te dwie ścieżki się zazębiały, przeplatały.

– Działa Pan w Pracowniczej Demokracji, która weszła w skład Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Czy angażowanie się w te konkretne ruchy jest jakimś sygnałem niezgody? Nie łatwiej byłoby działać w PO i utrwalać stan rzeczy, czerpać z niego korzyści, niż próbować go zmieniać?

– Działam w ruchach, które są antysystemowe. To prawda, że jest to radykalna krytyka – w sensie rozumienia radykalizmu jako konsekwentnej opozycji wobec całości dzisiejszego systemu. Tu chodzi o sprawy podstawowe, wolności zarówno społeczne, jak i indywidualne.

Sam fakt, że uznaje się to za radykalizm pokazuje, jak bardzo dzisiejsza sytuacja jest sprzeczna z fundamentalnymi potrzebami ludzkimi, które w obecnym świecie mogą i powinny być zaspokajane.

– Dlaczego więc te elementarne potrzeby ludzkie nie są w dzisiejszym świecie zaspokajane?

– Z dość prozaicznego powodu. Mówiąc językiem Marksa, sposób organizowania się ludzi, oparty na kapitalistycznych stosunkach produkcji, nie jest w stanie w sposób pełny wykorzystać sił wytwórczych, które dzisiaj posiadamy.

Jest wiele absurdów tego systemu – samo istnienie chronicznego głodu, niedożywienia około miliarda ludzi – to potężna liczba – stanowi akt oskarżenia wobec globalnego kapitalizmu anno domini 2014.

Jesteśmy w stanie wysyłać ludzi na Marsa – co pewnie wkrótce nastąpi – i dokonywać naprawdę niewiarygodnych rzeczy, a nie jesteśmy w stanie wyżywić własnej populacji.

– Czy Ruch Sprawiedliwości Społecznej jest szansą na alternatywę, budowanie od podstaw czegoś innego od partii rządzących i ruchów skrajnie prawicowych?

Taką mam nadzieję. Chcemy wyrażać głos świata pracy. Angażujemy się w walkę ze skandalem reprywatyzacji i eksmisjami na bruk, z czego Piotr Ikonowicz, założyciel RSS, jest najbardziej znany.

Dążymy do rzeczywistej, ekonomicznej równości i sprawiedliwości, odebrania bogactwa oligarchom. RSS pragnie być krzykiem niezamożnej większości i przedstawiać socjalistyczną alternatywę, przy rozumieniu socjalizmu jako antytezy zarówno tego, co jest dzisiaj i tego, co było w PRL-u.

Czyli socjalizm w sensie rzeczywistej, powszechnej demokracji począwszy od miejsc gospodarki. Staramy się iść w tym kierunku – czy nam się uda, tego oczywiście nie wiadomo.

– Wybory samorządowe będą pierwszym tego typu sprawdzianem?

– Będziemy startować w Warszawie. Sprawdzimy, ile jesteśmy warci tu, w stolicy, gdzie możemy startować samodzielnie.

– Jaki jest plan dla miasta?

– Jeżeli chodzi o ogólny kierunek – to bardziej równa społecznie Warszawa, której władze stoją po stronie niezamożnych mieszkańców w ich konfliktach z pracodawcami, kamienicznikami i bankierami.

Nie gettowe osiedla i wielkie biurowce, apartamentowce, tylko budownictwo komunalne. Nie prywatny catering, tylko stołówki szkolne. Nowe żłobki i przedszkola, szczególnie w rozbudowywanych dzielnicach miasta.

Stolica jest rzekomo jednym z najbogatszych miast w Polsce, a większość ludzi tego bogactwa nie czuje w swoich kieszeniach. Niestety, na poziomie samorządu nie możemy zmienić sposobu naliczania podatku od nieruchomości, ale będziemy walczyć o tę zmianę, by ściągać więcej od finansistów i innych właścicieli wielkich biurowców z warszawskiego “City” – o wprowadzenie rodzaju miejskiego podatku równościowego.

Na pewno będziemy wszelkimi możliwymi sposobami zwalczać prywatyzację i reprywatyzację. Tę drugą można uznać za przekręt 25-lecia w stolicy – rodzaj masowego rozdawnictwa bogactw najróżniejszym cwaniakom w imię “prawa własności” sprzed 70 lat. Ponadto w Warszawie ubywa mieszkań komunalnych, a te, które są, często znajdują się w fatalnym stanie.

Wielu ludzi nie stać na to, żeby kupować mieszkania na wolnym rynku. Naszym zdaniem polityka mieszkaniowa jest odpowiedzialnością władz. Planujemy też doprowadzić do budowy własnej elektrowni śmieciowej, w której wykorzystana byłaby energia odnawialna. Oznaczałoby to tani i ekologiczny prąd.

Poza tym, konieczne jest promowanie transportu publicznego. Jednak nie w ten sposób, że podniesiemy opłaty dla samochodów – ale przez obniżkę cen biletów ZTM. Ścieżek rowerowych też jest zbyt mało. Tam, gdzie są najbardziej potrzebne, jest ich najmniej, czego przykładem są Aleje Jerozolimskie. To są oczywiste, nieduże sprawy, ale też istotne.

– Ale każda władza obiecuje trzy miliony mieszkań.

My mamy inną wizję, bo nie jesteśmy zakleszczeni w kapitalizmie. Nasza wizja nie jest kapitalistyczna, wręcz przeciwnie – socjalistyczna. Socjalizm, czyli, zgodnie z nazwą, coś społecznego. Socjalizm to samorządzące się społeczeństwo, a w kapitalizmie rządzą właściciele kapitału.

– Czy marksizm jest w XXI wieku ideologią, która może być skuteczna?

– Nie wiem, czy nie brzmi to zbyt religijnie: „marksizm jest alternatywą”. Marks dość dobrze zrozumiał, jak działa kapitalizm.

Oczywiście, nie w każdej sprawie miał 100% racji. Zmarł 130 lat temu, także od tamtej pory minęło sporo czasu. Opisał jednak jak działa kapitalizm, jaka jest jego spiralna dynamika, prowadząca do kryzysu i wewnętrznej zapaści, niszczenia środowiska, w którym żyjemy – również przyrodniczego.

W tym sensie bez Marksa nie zrozumiemy współczesnej gospodarki – to tak, jakby z fizyki zabrać Einsteina.

– Czy dziś więc wydaje to się łatwiejsze, żeby w wielu krajach nastąpił zorganizowany, zjednoczony bunt robotniczy pod jednym „sztandarem”? Czy pracownicy są w stanie takie działanie zaplanować i przeprowadzić? Jeśli tak, to dlaczego tego nie robią?

– Jest to z pewnością łatwiejsze, bo żyjemy w bardzo zintegrowanej gospodarce, dużo bardziej niż na przykład po I wojnie światowej. Również środki przekazu informacji są dużo szybsze i dostępniejsze.

Problem jest jednak bardziej złożony, bo każde klasowe społeczeństwo jest w tym sensie zamkniętą całością, że rządzeni również przyjmują ideologię głoszoną przez panujących. Oczywiście, musi być alternatywa, także polityczna, czym się zastąpi obecne państwo.

– Trzeba wziąć na siebie tę odpowiedzialność.

– Musimy tylko uwierzyć, że potrafimy – nie kupujmy ideologicznych argumentów drugiej strony, które ostatecznie mają na celu utrzymanie władzy tych, którzy nami rządzą ekonomicznie, politycznie, a ostatecznie we wszystkich sferach życia społecznego. Jako zorganizowani pracownicy możemy to zrobić – nikt za nas tego nie zrobi. Tylko pracownicy mogą wyzwolić siebie i swoją pracę z tych pęt kapitału, z jego kajdan.

– Jakby to miało wyglądać – robotnicy spotykaliby się w grupach na przykład na cotygodniowych zebraniach i ustalali, co i jak produkują; że w tym tygodniu, dajmy na to, tyle a tyle stali lub szkła?

– W każdym momencie, gdy w historii pojawiały się walki robotnicze na dużą skalę, tworzyły się takie ciała przedstawicielskie. Różnie je nazywano – czy rady robotnicze, czy Międzyzakładowe Komitety Strajkowe „Solidarności” w 1980 roku w Polsce.

To są ciała wybierane w zakładach pracy, ale organizujące się też międzyzakładowo, które mogą stać się formą alternatywnej władzy w skali państwa. Te ciała wybierane byłyby w poszczególnych miejscach pracy, gdzie wyłanianoby komitet, który koordynuje działanie danego zakładu. Jednocześnie wybieramy delegatów do tych właśnie międzyzakładowych struktur, które z kolei wybierają z siebie stały rząd, czy stałe przedstawicielstwo.

Ta demokracja jest prawdziwa, w tym sensie, że jest odrębna od obecnej, pozornej demokracji, która nie dotyczy w ogóle sfery gospodarki – idę do pracy, musze robić, co mi każą, a i tak ktoś mnie może z dnia na dzień wywalić z roboty.

Myślę, że odpowiednią tego nazwą jest „demokratyczne planowanie produkcji”, z wizją stopniowego rozszerzania strefy bezpłatności. To trudny do przewidzenia proces reform, ale zakres rozszerzania tej strefy rósłby w miarę postępu technicznego i możliwości produkcyjnych człowieka.

Dzisiaj formalnie mamy bezpłatną służbę zdrowia i edukację, za to w wolnym od wyzysku społeczeństwie socjalistycznym moglibyśmy rozszerzać to na transport, mieszkalnictwo, etc. Żeby sama praca stawała się w coraz mniejszym stopniu pracą za pieniądze, pod przymusem, byle tylko przeżyć, a bardziej twórczym rozwijaniem zainteresowań. Ta eliminacja rynku jest stopniowa, to już nie jest jednorazowy akt – ale jednorazowo musimy odebrać władzę z rąk właścicieli kapitału.

Category: Gazeta - listopad 2014

Comments are closed.