baner.pracdem.stary

RSS – jaką drogą?

| 1 stycznia 2015
18.12.14 Dwie pikiety zbiegły się pod Sejmem – Ruchu Sprawiedliwości Społecznej ws. ustawy zakazującej eksmisji na bruk oraz strażaków z Solidarności.

18.12.14 Dwie pikiety zbiegły się pod Sejmem – Ruchu Sprawiedliwości Społecznej ws. ustawy zakazującej eksmisji na bruk oraz strażaków z Solidarności.

Wewnątrz Ruchu Sprawiedliwości Społecznej toczą się dyskusje co do tego, jaką drogą podążać? Nie są one zaskoczeniem. Wstępując do RSS jako środowisko Pracowniczej Demokracji wiedzieliśmy, że w wielonurtowej formacji samo pojęcie socjalizmu i lewicowości może być pojmowane bardzo różnie.

Dotyczy to podobnych ugrupowań politycznych w państwach spoza dawnego Bloku Wschodniego, w spotęgowanej formie zaistnieć więc musi przy tworzeniu „lewicowej lewicy” w Polsce, gdzie pomieszanie pojęć na tym polu jest jeszcze większe.

I faktycznie w RSS mamy całe spektrum poglądów: od osób bliskich poglądom tradycyjnej socjaldemokracji w stylu zachodnim poprzez nostalgików za PRL po nasze środowisko rewolucyjnych socjalistów. Ta wielość nie umniejsza jednak ogromnego potencjału tkwiącego w możliwości budowy konsekwentnie lewicowej formacji lokującej się na lewo od będącego w kryzysie SLD i dogorywającego TR Palikota.

 

Radykalizm – tak, ale jaki?

Co to jednak znaczy być „na lewo”? Bez wątpienia kluczowym „wspólnym mianownikiem” łączącym RSS jest radykalny sprzeciw wobec degradacji socjalnej dużej części społeczeństwa. Jesteśmy za znaczącym rozszerzeniem uprawnień socjalnych i wydatków na te cele.

Jednocześnie opowiadamy się za wyraźnym zwiększeniem udziału pracy kosztem kapitału w dzieleniu dochodu narodowego. To wszystko oznacza dążenie do odczuwalnego przeniesienia bogactwa od najzamożniejszych ku mniej zamożnym. W pewnym sensie, pod kątem łączących nas ideałów, RSS można określić przede wszystkim jako partię redystrybucji bogactw.

Taka postawa jest warunkiem koniecznym każdego ugrupowania chcącego uchodzić za konsekwentną lewicę. Nie jest to jednak warunek jedyny. Dziś rozmaite partie prawicowe – na czele z PiS – stroją się w „socjalne” szaty. Nie wystarczy więc zaklinanie się, że w przeciwieństwie do Kaczyńskiego, my naprawdę jesteśmy socjalni. RSS musi być radykalną partią protestu.

Znów jednak pojawia się pytanie – co to znaczy w praktyce? I radykalizm i protest niejedno mają imię. Nie powinny polegać na tym, że gdy inni żądają 500 zł podwyżki, my zażądamy 5000 zł. Starajmy się raczej uogólniać postulaty pojawiające się w rzeczywistych ruchach społecznych. Czasami iść o krok dalej – zawsze łącząc te kroki w dzisiejszych walkach z naszą wizją całościowej zmiany społecznej.

Jednak nie o sto kroków dalej poprzez formułowanie haseł i postulatów, które wydają się zupełnie odrealnione. Papier jest cierpliwy, portale społecznościowe także wszystko zniosą. Musimy mieć jednak kontakt z żywym, rzeczywistym ruchem. Przy czym kontakt ten oznacza też bezpośrednie uczestnictwo w ruchach społecznych, ich budowanie i inicjowanie. Wyjście na ulice wraz z protestującymi związkowcami jest zawsze nieskończenie bardziej radykalne niż upajanie się najbardziej „rewolucyjnymi” postulatami w gronie znajomych.

Radykalizm nie polega także na formułowaniu haseł, które nierzadko łączą abstrakcyjny radykalizm z faktycznym konserwatyzmem. Taki charakter ma hasło powszechnej nacjonalizacji. Bez doprecyzowania może ono oznaczać po prostu krańcową wersję polityki nostalgii za nieboszczką PRL. A to polityka nie tylko błędna, ale nieskuteczna – o czym przekonuje się flirtujący z jej bardziej subtelną wersją SLD.

Postulat nacjonalizacji ma sens, ale w odniesieniu do konkretnych branż i w szczególności w powiązaniu z walkami przeciwko prywatyzacji. Na pewno powinniśmy żądać przywrócenia państwowej kontroli nad kluczowymi ze społecznego punktu widzenia gałęziami, jak energetyka, transport publiczny czy bankowość.

\Powinniśmy także stać na stanowisku sprzeciwu wobec wszelkich prywatyzacji. Gdy pracownicy walczą o miejsca pracy przeciw zamykaniu „nierentownego” zakładu, postulat przejęcia za niego odpowiedzialności przez państwo także jest trafny jako krok w tej walce. Jednak nie zmienia to faktu, że sama nacjonalizacja nie oznacza wyzwolenia pracy i socjalizmu.

Hasło powszechnej nacjonalizacji ma sens tylko w połączeniu z żądaniem kontroli pracowniczej idące wprost w kierunku pracowniczej władzy. Pod tym w Pracowniczej Demokracji w pełni się podpisujemy i wszystkich zgadzających się z nim zapraszamy w nasze szeregi.

Czy jest to jednak trafne hasło dla RSS jako wielonurtowej formacji? Bynajmniej! Cały sens RSS polega na tym, by przyciągnąć rzesze ludzi, którzy chcą istotnych zmian wyrażających interesy milionów niezamożnych.

Hasło powszechnej nacjonalizacji pod kontrolą pracowniczą odgradzałoby nas od wielu znajdujących się zdecydowanie na lewo od obecnej „klasy politycznej”, ale nie na tyle na lewo, by opowiadać się za programem rewolucji pracowniczej.

To samo dotyczy postulatu wystąpienia z NATO. Jest słuszny w połączeniu ze sprzeciwem wobec wszelkich imperializmów. Jeśli nie powiemy: „Ani Waszyngton, ani Moskwa”, rezygnacja z jednego „wielkiego brata” sugerować może przytulenie się do innego – co byłoby perspektywą daleką od radykalnej.

W Pracowniczej Demokracji mówimy to od lat i oczywiście chcemy pogrzebać NATO jak najprędzej. Jednak nawet po tym koniecznym uzupełnieniu postulat ten trudno uznać za warunek członkostwa w RSS. Właściwiej wydaje się podkreślać sprzeciw wobec konkretnych natowskich wojen i wielomiliardowego programu militaryzacji Polski.

 

Co nas odróżnia od pseudosocjalnej prawicy?

Nasza wizja partii protestu musi uchwycić zasadnicze podziały w społeczeństwie. Inaczej będzie to protest jałowy lub wręcz szkodliwy. Ostatecznie i „korwiniści” i faszyści także wyrastają na jego rodzaju – tyle, że wyrażającego chęć bardziej barbarzyńskiej formy kapitalizmu.

Na dwa sposoby musimy odróżniać się od pseudoradykalizmu skrajnej prawicy i pseudosocjalności PiS. Po pierwsze naszym zadaniem jest podkreślanie, że społeczeństwo polskie jest podzielone klasowo i oparte na wyzysku. Nie mówimy o „Polakach”. Mówimy o Polakach-pracownikach (i mieszkających w Polsce niepolskich pracownikach), którzy są najczęściej wyzyskiwani przez Polaków-przedsiębiorców. Mówimy o niezamożnej większości Polaków pogardzanych przez garstkę Polaków-oligarchów, których interesów bronią kolejne rządy.

Cała pozorna kontestacja dzisiejszego „układu” ze strony PiS opiera się na wizji budowy nowego kapitalizmu, gdzie dzisiejszych oligarchów zastąpią ci prawdziwie patriotyczni i katoliccy. Ideologia PiS wyraża niezadowolenie części drobnych przedsiębiorców, którzy czują się poszkodowani przez rozmaite spiski mające tłumaczyć, dlaczego nie są przedsiębiorcami wielkimi.

Brak rzeczywistej lewicy i niski poziom protestów pracowniczych powoduje, że za tą drobnomieszczańską kontestacją podąża także część ludzi niezamożnych. PiS jednak nigdy nie będzie mówił o rzeczywiście kluczowym podziale w Polskim społeczeństwie. To samo – w bardziej radykalnej wersji – dotyczy skrajnej prawicy.

Po drugie RSS musi być głosem nie tylko wyzyskiwanych ekonomicznie, ale wszystkich dyskryminowanych. Dyskryminacja kobiet, mniejszości narodowych, religijnych i seksualnych nie jest bynajmniej “tematem zastępczym”, ale sposobem za zarządzanie kapitalizmem.

Naszym zadaniem jest łączenie kwestii wyzysku i dyskryminacji, a nie oddzielanie tych kwestii – jak czyni to prawica w każdej postaci (łącznie z liberalną). Jeśli pracownicy zamiast walczyć z wyzyskiem, będą winić te grupy społeczne (w większości także stanowiące część klasy pracowniczej), które są w jeszcze trudniejszej sytuacji, zawsze będą przegrywać.

W kraju, gdzie faszyści podpalają instalację artystyczną w kształcie tęczy, bo jest to dla nich symbol homoseksualizmu, nie może być mowy o niejednoznacznościach w staniu po stronie dyskryminowanych.

Przy tym powinniśmy jasno oddzielać się – i odzierać z maski socjalności – dzisiejszą „klasę polityczną”. Nie tylko PiS, ale i SLD czy TR stanowią różne wcielenia drobnobiznesowej polityki „budowy sprawiedliwszego kapitalizmu”. PiS – podobnie jak PO – nigdy nie był, nie jest i będzie „socjalny”.

Nie stwarzajmy jakichkolwiek iluzji ani w tej partii, ani w innych sejmowych machinach. Każda formacja, nawet najbardziej prokapitalistyczna, może okazjonalnie wprowadzać „socjalne” rozwiązania – choćby dla sprawniejszego działania kapitalizmu i zawsze w niedostatecznym stopniu. Nie stępia to naszej krytyki tych formacji jako stojących po stronie wyzyskiwaczy.

Fakt, że rząd PO-PSL wprowadził roczne urlopy macierzyńskie-tacierzyńskie nie przesłania przecież jego oligarchicznego charakteru. Nie zapomnijmy, że w XIX wieku to konserwatywny junkier pruski odpowiedzialny za represje antypracownicze Otto von Bismarck organizował system państwowych ubezpieczeń społecznych w Niemczech.

 

Taktyka na wybory

Z tego podejścia wynika też postulowana taktyka na tegoroczne wybory parlamentarne. Chcemy złamać prawicowy duopol PO-PiS, w którym nie ma żadnego mniejszego zła, a tylko dwa zła większe.

Jednocześnie odcinamy się nie tylko od współrządzącej partii wiejskiej i małomiasteczkowej burżuazji (PSL), ale też pseudolewicy z SLD/TR. Parafrazując znane powiedzenie sprzed lat – od wszystkich tych partii odcinamy się grubą kreską.

Inaczej jednak rzecz się ma z formacjami mieszczącymi się na lewo od tego grona – jak Zieloni, PPP „Sierpień 80”, czy stowarzyszenie Młodzi Socjaliści. Naszym zdaniem zasadniczym wyzwaniem na dziś jest przebicie się politycznego głosu wyrażającego sprzeciw wobec degradacji socjalnej, wyzysku i dyskryminacji. Wspólnie mamy szansę zaistnieć w tych wyborach.

W pojedynkę będzie nam trudniej. W obecnej sytuacji różnice między tymi ugrupowaniami są mniej istotne niż możliwość przełomu w oficjalnej polityce, potencjalnie o prawdziwie historycznym znaczeniu.

Teza ta nie dotyczy jednak postaci byłego posła Samoobrony Mateusza Piskorskiego i jego prób budowy własnej partii “protestu”. Piskorski zasłynął w ostatnich latach z aktywnego wspierania rosyjskiego imperializmu w konflikcie ukraińskim, co wyrażało się m. in. w wyjeździe na Krym w charakterze “obserwatora” tamtejszego referendum sankcjonującego rosyjską aneksję.

Co nawet gorsze, wcześniej podróżował do Syrii ze wsparciem dla tamtejszego dyktatora – w towarzystwie polskich faszystów z Falangi, z którymi zresztą organizował pikiety w tej sprawie.

W momencie, gdy faszyści i inni skrajni prawicowcy odbudowują swe toksyczne organizacje w szeregu państw europejskich, a ich polscy odpowiednicy starają się iść tą samą drogą, jednym z zadań prawdziwej lewicy powinna być budowa ruchu antyfaszystowskiego. Współpraca z faszystami musi być przez nas zawsze postrzegana jako akt kryminalny, a współpraca z osobami ją podejmującymi – zawsze wykluczona.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - styczeń 2015

Comments are closed.