baner.pracdem.stary

Patrioty, Iskandery i polska militaryzacja

| 1 kwietnia 2015
23.03.15 Amerykański konwój wojskowy w Polsce (a dokładniej, w Budzisku).

23.03.15 Amerykański konwój wojskowy w Polsce (a dokładniej, w Budzisku).

W pierwszy dzień wiosny mogło się wydawać, że stare czasy wróciły – tyle, że z nowymi bohaterami. Wyprężony z dumy Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak w towarzystwie amerykańskiego ambasadora Stephena Mulla wizytował wspólne ćwiczenia żołnierzy polskich i USA.

Ćwiczenia nie byle jakie – po raz pierwszy z użyciem uzbrojonych baterii amerykańskich rakiet Patriot. Prowadzone w ramach operacji pod charakterystyczną nazwą Atlantyckie Zdecydowanie. “Polska doświadczona źle obcymi żołnierzami w przeszłości, w żołnierzach amerykańskich widzi przyjaciół i bardzo życzy sobie ich obecności” – stwierdził Siemoniak.

Dodał przy tym, że rok 2015 będzie czasem “wielu wspólnych polsko-amerykańskich przedsięwzięć”, i że “spodziewamy się jeszcze więcej amerykańskich żołnierzy w Polsce, jeszcze więcej sojuszniczych żołnierzy w Polsce”. Jakby na potwierdzenie tych słów kilka dni później konwój żołnierzy USA w transporterach opancerzonych rozpoczął przejazd przez Polskę w ramach “rajdu dragonów”, demonstracyjnego przejazdu wojsk amerykańskich przez państwa Europy Wschodniej od Estonii po Czechy.

Wszystko to można by uznać za komiczną bufonadę, gdyby nie fakt, że wpisuje się ona w mało zabawny kontekst wyścigu zbrojeń w Europie Wschodniej. Obserwujemy jego najnowszą odsłonę. Rosja straszy umieszczeniem rakiet balistycznych Iskander-M w Obwodzie Kaliningradzkim, bo NATO przesuwa ciężar na wschód, a do 2018 r. pod Słupskiem ma powstać baza rakietowa USA (choć w innej wersji niż pierwotnie zakładano). USA ćwiczą więc w Polsce “Patriotami”, by broniły Warszawy przez Iskanderami.

Polscy rządzący starają nam się wmówić, że żołnierze NATO nad Wisłą – najlepiej w stałych bazach i w dużej liczbie – to dobrodziejstwo broniące nas przed Rosją. Rządzący w Rosji wmawiają z kolei własnej ludności, że trzeba się zbroić, bo NATO zbliża się do granic. Obie strony używają w tym kontekście przykładu Ukrainy. W Polsce i państwach zachodnich słyszymy o rosyjskiej aneksji Krymu i wspieraniu separatystów w Doniecku (przedstawianym jako rosyjska inwazja). W Rosji o pomajdanowych, antyrosyjskich władzach Ukrainy wspieranych – jak i ich dojście do władzy – przez Zachód i chcących wstąpić do NATO (przedstawianych jako faszystowska junta).

Zderzenie imperializmów

Rosyjski imperializm jest rzeczywisty. Rosja wydaje ponad 4% swojego PKB na zbrojenia i próbuje powrócić do rangi “mocarstwa światowego” głównie poprzez umacnianie swych wpływów na terenie byłego ZSRR. Jak najbardziej rzeczywisty jest jednak też imperializm państw zachodnich, skupionych w NATO i UE. Przy tym ten zachodni jest nieporównywalnie silniejszy gospodarczo i militarnie. Same Stany Zjednoczone wydają na zbrojenia ok. siedem razy więcej niż Rosja.

Jednocześnie, wbrew różanemu obrazowi kreowanemu w Polsce, ma w ostatnich latach znacznie więcej wojen i ofiar na swym koncie. Od momentu wstąpienia do NATO Polska formalnie była częścią sojuszu prowadzącego trzy wojny: w Jugosławii, Afganistanie i Libii. Tę drugą nie tylko popierała, ale przez 13 lata słała na nią żołnierzy. Podobnie jak na wojnę iracką w latach 2003-2009 – tym razem nie pod sztandarem NATO, ale amerykańskiej “koalicji chętnych”. W Iraku zginęły setki tysięcy ludzi, prawdopodobnie nawet ponad milion, w Afganistanie co najmniej dziesiątki tysięcy.

Sojusz z USA nie przynosi więc pokoju i bezpieczeństwa, ale udział w kolejnych wojnach. Trzeba jednak podkreślić, że Polska (czyli polska klasa rządząca) nie jest bierną ofiarą, która szuka tylko ochrony przez “rosyjskim niedźwiedziem”. Oficjalne cele państwa polskiego – wyłożone ostatnio w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z listopada 2014 r. – są w istocie ofensywne zakładając dążenie do włączania państw Europy Wschodniej do zachodnich struktur. Polscy rządzący są na tym polu bardzo aktywni – pielgrzymki “naszych” polityków różnej maści na Euromajdan w Kijowie były tylko symbolicznym tego wyrazem. Właśnie te dążenia leżą u podstaw chęci zapewnienia obecności wojskowej NATO w Polsce, aktywności ku rozszerzaniu “cywilizacji europejskiej” pod sztandarem UE (program “partnerstwa wschodniego”), jak i realizacji własnego programu zbrojeń.

Polska zbrojna

21.03.15 Sochaczew. Minister obrony Tomasz Siemoniak dumny z tego, że amerykańskie rakiety Patriot przyjechały do Polski. Obok: ambasador USA Stephen Mull.

21.03.15 Sochaczew. Minister obrony Tomasz Siemoniak dumny z tego, że amerykańskie rakiety Patriot przyjechały do Polski. Obok: ambasador USA Stephen Mull.

Nie dowiemy się z polskich mediów, że Polska jest jedynym państwem byłego Układu Warszawskiego spoza ZSRR, które w 2013 r. wydawało na “obronność” więcej niż w 1992 r. Bułgaria wydawała o 44% mniej, Rumunia o 31%, Węgry aż o 47%. Czechy i Słowacja odpowiednio o 23% i 11% mniej w porównaniu do momentu podziału Czechosłowacji w 1993 r. Tymczasem Polska wydawała aż o 86% więcej niż 21 lat wcześniej.

A przecież to wszystko miało miejsce przed ogłoszeniem zwiększenia wydatków wojskowych do 2% PKB i planem gigantycznych zakupów militarnych na sumę blisko 140 mld zł do 2022 r.! A zakupy te idą pełną parą. Do końca kwietnia wskazany ma zostać producent zestawów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. Niedługo później zostaną wybrane spośród ofert amerykańskich i izraelskich dwa systemy bezzałogowych samolotów zdolnych przenosić uzbrojenie. Latem ruszyć ma procedura zakupu trzech okrętów podwodnych. Jeszcze w tym roku ma także zapaść decyzja o dostawcy 70 śmigłowców wielozadaniowych i planowana jest modernizacja czołgów Leopard.

Przeciw militaryzacji i wyścigowi zbrojeń

Z punktu widzenia interesu pracowników i wszystkich ludzi niezamożnych w całym regionie Europy Wschodniej wzrost nakładów na zbrojenia jest potężnym marnotrawstwem środków, które są tak bardzo potrzebne w innych obszarach. Ale co więcej, jest czynieniem regionu bardziej niebezpiecznym miejscem, z zawsze istniejącą pokusą ze strony panujących, by sprzętu wojskowego użyć. Oczywiście zawsze z konieczności i w samoobronie…

Dlatego ważne jest, by we wszystkich państwach budować ruchy społeczne i siły polityczne sprzeciwiające się wszelkim imperializmom, z “własnym” na czele. W polskim przypadku oznacza to protestowanie przeciw planom militarnej rozbudowy i natowskim bazom umieszczając ten protest w kontekście oporu wobec wyścigu zbrojeń w regionie. Zamiast Patriotów, Iskanderów i polskich dronów potrzebujemy międzynarodowej solidarności przeciwko możnym i uzbrojonym.

 Filip ilkowski

Category: Gazeta - kwiecień 2015

Comments are closed.