baner.pracdem.stary

NATO, kapitalizm i wyścig zbrojeń

| 1 czerwca 2016
Według ONZ, w czasie tygodnia pod koniec maja ponad 700 migrantów utonęło na Morzu Śródziemnym. Minister Macierewicz: "Polska armia da swój wkład do realnego powstrzymywania naporu”.

Według ONZ, w czasie tygodnia pod koniec maja ponad 700 migrantów utonęło na Morzu Śródziemnym. Minister Macierewicz: „Polska armia da swój wkład do realnego 
powstrzymywania naporu”.

Trwają przygotowania do lipcowego szczytu NATO w Warszawie. Nasi rządzący chcą na nim osiągnąć swój upragniony cel – ściągnięcie na stałe żołnierzy USA/NATO do baz w Polsce.

Są tego blisko. Według gazety świata biznesu Financial Times (15.05) natowska generalicja uznaje, że przyjęty w 2014 r. program “szpicy” – utworzenia 5-tysięcznych sił natychmiastowego reagowania do użycia na “wschodniej flance” Sojuszu – jest już niewystarczający z powodu dozbrojenia przez Rosję Obwodu Kaliningradzkiego.

W Europie Środkowo–Wschodniej planuje się więc rozmieszczenie na stałe czterech batalionów NATO. Jeden z nich prawdopodobnie ma trafić nad Wisłę.

Tymczasem już w czerwcu odbywają się natowskie ćwiczenia wojskowe Anakonda 16 – największe takie ćwiczenia w Polsce od 1989 r. z udziałem 31 tys. żołnierzy, w tym 19 tys. zagranicznych. Ćwiczenia po raz pierwszy mają obejmować także współpracę z oddziałami paramilitarnymi.

To wszystko doskonały przykład, jak działa wyścig zbrojeń, który zresztą daleki jest od wygaśnięcia. Rosja od 2013 r. oficjalnie dąży do budowy bazy lotniczej na Białorusi (dotychczas posiada jedynie bazę radiolokacyjną), której budowie opierają się będące w wojskowym sojuszu z Rosją białoruskie władze.

Bataliony NATO przy granicy będą dobrym argumentem dla złagodzenia tego oporu. Z punktu widzenia rządzących równie “racjonalnym”, co padający zawsze w Polsce argument, że amerykańskie wojska są konieczne, bo przecież Rosja się zbroi.

Imperializm w kapitalizmie

Punkt widzenia rządzących nie jest jednak naszym punktem widzenia. Dla pracowników wyścig zbrojeń oznacza coraz większe wydatki finansowane kosztem ich wyzysku i cięć w społecznie potrzebnych obszarach (ochrona zdrowia, oświata, pomoc społeczna itp.), które w dodatku mogą zawsze być wykorzystane przeciwko nim w postaci nowych wojen czy stanów wojennych przeciw własnym obywatelom.

Kapitalizm jest systemem powszechnej konkurencji. Dotyczy to jednak nie tylko pojedynczych firm. Państwa kapitalistyczne konkurują o możliwie największy “wzrost gospodarczy”, czyli skuteczną rozbudowę kapitałów we własnych granicach. Powiązane są wieloma nićmi z sieciami biznesu, część z nich bezpośrednio kontrolują, ale we wzajemnej rywalizacji wykorzystują również inne instrumenty. Także te militarne. Konkurencja na polu zbrojeń jest więc nieodłącznie z kapitalizmem związana.

W tym sensie prawdą jest, że wojna w dzisiejszym systemie nigdy nie jest wykluczona. Szczególnie w czasie światowego spowolnienia gospodarczego pokusa, by przezwyciężać te problemy poprzez ekspansję militarną staje się większa. Z drugiej strony sam kryzys oznacza, że wydatki na zbrojenia stają się stosunkowo większym ciężarem. Zarówno rządzący w Stanach Zjednoczonych, jak i w Rosji, odczuwają tę pułapkę sprzecznych tendencji.

W Polsce wiele słyszymy o rosyjskich zbrojeniach, aneksji Krymu, rosyjskich (a nie amerykańskich, francuskich czy brytyjskich) bombardowaniach Syrii, generalnie o próbie przezwyciężenia własnych kłopotów gospodarczych i społecznych przez bardziej otwarty imperializm. Jednak to, co robi dziś Rosja, jest tylko ograniczoną wersją działań Stanów Zjednoczonych.

Cały projekt amerykańskiej “wojny z terrorem” z początków XXI wieku, siłowego przeobrażenia świata zaczynając od bogatego w ropę Bliskiego Wschodu, miał ostatecznie na celu powstrzymanie ekonomicznego spadku USA w porównaniu z konkurentami. Sama wojna w Iraku w skali zaangażowania i liczbie ofiar przekroczyła jakiekolwiek działania rosyjskie.

Straszak rosyjski

Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) w 2015 r. wydatki militarne USA, mimo postępujących od 2012 r. ograniczeń wynikających z wycofania głównych sił po klęskach w Iraku i Afganistanie, wyniosły 596 mld dolarów. Wydatki Rosji to 66 mld dolarów – co oznaczało znaczący spadek w porównaniu z rokiem poprzednim. Rosja wydawała więc dziewięć razy mniej niż USA. W lidze państw wydających najwięcej na zbrojenia została wyprzedzona przez Arabię Saudyjską.  Dodajmy, że całe NATO, według własnych danych w 2015 r., wydawało 900 mld dolarów, czyli kilkanaście razy więcej niż Rosja.

W tym kontekście mowa o ewentualnym ataku Rosji w najbliższym czasie jest absurdem służącym polskim rządzącym do realizacji własnych planów zbrojeniowych. Jest on wyobrażalny tylko na tym samym poziomie abstrakcji, co atak Polski na Obwód Kaliningradzki. Oczywiście niewykluczone, że w przyszłości zawirowań gospodarczych i politycznych oba wyobrażenia staną się realne, dziś jednak mogą tylko pełnić rolę ideologicznego tumanienia społeczeństwa. Podobnie jak porównywanie Krymu do Suwalszczyzny.

Warto przypomnieć, że polscy rządzący mają ambicję być “liderem regionalnym”. Wieloletni udział w wojnach w Iraku i Afganistanie z całą mocą dowiódł, że Polska może być nie tylko ofiarą agresji, ale i agresorem. Jedynym sposobem, by położyć kres militarnemu szaleństwu, jest występowanie przeciw “własnym” militarystom i ich sojusznikom łącząc się jednocześnie z ruchami protestu, które czynią to samo w innych państwach.

Więcej uprawnień dla “wojsk obcych” w Polsce

19 maja prezydent Andrzej Duda podpisał zmiany w ustawie “o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz zasadach ich przemieszczania się przez to terytorium”. Dotyczą one zasad działania zagranicznych wojsk w Polsce w czasie pokoju. Zgody na ich uczestnictwo “w operacjach wojskowych na terenie RP” ma udzielać prezydent na wniosek ministra obrony narodowej mającego aprobatę premiera. W procedurze pominięty został więc parlament.

Co istotne, prezydent każdorazowo określać będzie zakres uprawnień “wojsk obcych”. W formalnym uzasadnieniu zmian ustawy jest napisane, że “będą mogły one posiadać uprawnienia, które przysługują Siłom Zbrojnym RP”. Nie ma wskazanych żadnych ograniczeń w tym zakresie – wojska zagraniczne i polskie będą mogły otrzymać dokładnie takie same możliwości legalnych działań.

Deklarowanym celem zmian jest ułatwienie użycia wojsk państw członkowskich NATO i UE na terytorium Polski w czasie pokoju. Wiele miejsca poświęca się szybkiemu i bezproblemowemu rozmieszczeniu zagranicznych wojsk w ramach tzw. “szpicy NATO”. Zmiany umożliwiają więc natychmiastowe rozmieszczenie tysięcy żołnierzy amerykańskich, czy innych natowskich, w Polsce, gdy Antoni Macierewicz z Beatą Szydło i Andrzejem Dudą uznają, że potrzebne jest ich szybkie zaproszenie (przypomnijmy, wszystko w czasie pokoju).

Nawet poważniejsze obawy rodzi faktyczny brak ograniczeń sytuacji, w których szef MON z prezydentem będą mieli prawo “zaprosić” zagraniczne wojska. Skorzystanie z “internacjonalistycznej pomocy” w razie problemów z buntem społecznym właśnie staje się legalne, jeśli tylko uzna się je za część “operacji wojskowej”.

Baza USA w Redzikowie

13 maja oficjalnie rozpoczęto budowę bazy USA w Redzikowie, niedaleko Słupska, w ramach programu tzw. “tarczy antyrakietowej”. W bazie stacjonować będzie kilkuset żołnierzy USA – ilu dokładnie dowiemy się dopiero w 2018 r., gdy zostanie ukończona. Mają tam zostać rozmieszczone jedne z wersji rakiet SM-3 oraz radar.

Budowa obiektu jest kontynuacją wcześniejszych planów USA budowy wyrzutni rakiet w Polsce z czasów rządów Busha juniora. Administracja Obamy plany te zmodyfikowała zarówno ze względów strategicznych, jak i finansowych.

W nowej wersji, przyjętej w 2009 r., “tarcza” została powiązania z programem natowskim oraz oparta na tańszym i pewniejszym rodzaju broni. Sam cel programu pozostał jednak niezmienny – utrzymanie amerykańskiej hegemonii militarnej tak, by państwo to miało możliwość podejmowania możliwie nieskrępowanych działań zbrojnych w skali świata.  Teoretycznie polska część “tarczy” skierowana jest przeciw Iranowi. Gdy odpali rakiety w USA i Europę, antyrakiety z Redzikowa mają je strącić. Atak Iranu jest jednak niewiele bardziej prawdopodobny niż inwazja kosmitów – z pewnością mniej niż atak USA na Iran. I możliwości prowadzenia takiego typu ataków “tarcza” właśnie służy.

Cały system w oczywisty sposób związany jest także z rywalizacją militarną z Rosją i Chinami, które, co nietrudne do przewidzenia, w odpowiedzi rozwijają własne plany zbrojeniowe niwelujące działania amerykańskiej “tarczy”. Baza w Redzikowie położona w linii prostej ok. 200 km od Kaliningradu staje się istotnym elementem wyścigu zbrojeń z Rosją. Zresztą dla polskich rządzących, z radością witających każde amerykańskie instalacje wojskowe, nie ulega wątpliwości, że nie o Iran tu przecież chodzi.

Rozpoczęciu budowy bazy towarzyszył protest mieszkańców – w pełni zrozumiały zważywszy na wyłączenie znacznego terenu spod kontroli lokalnej społeczności i stanie się pierwszym celem ataku w przypadku konfliktu zbrojnego. Jednak nie tylko w Redzikowie i Słupsku powinniśmy przeciw niej protestować. “Tarcza” jest w rzeczywistości częścią amerykańskiego miecza, a baza nie zmniejsza, ale zwiększa ryzyko kolejnych wojen USA i polskiego w nich udziału.

Macierewicz wysyła okręt przeciw uchodźcom

Antoni Macierewicz ogłosił zamiar wysłania na Morze Egejskie fregaty ORP Kościuszko, która dołączy do innych okrętów wojennych NATO. Polska będzie więc wśród państw odpowiedzialnych za blokowanie granicy UE przed uchodźcami, a tym samym za kolejne tysiące ofiar. Tylko w tym roku (do 30 maja) przy próbie przedostania się do Europy utonęło 2325 osób.

“Polska armia da swój wkład do realnego powstrzymywania naporu” – stwierdził szef MON. Haniebne słowa pompatycznego szaleńca z państwa od lat pozostającego źródłem emigracji, którego rząd nagle poczuł się dopuszczony do grupy panów życia i śmierci.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2016

Comments are closed.