baner.pracdem.stary

ABORCJA – Bitwa wygrana, wojna trwa

| 1 listopada 2016
23.10.16 Kolejny czarny protest przed Sejmem.

23.10.16 Kolejny czarny protest przed Sejmem.

Wkrótce po wydaniu poprzedniego numeru Pracowniczej Demokracji z nagłówkiem artykułu o aborcji: „Możemy wygrać”, pierwsze zwycięstwo „czarnego protestu” stało się faktem.

Kaczyński, Szydło i inni politycy PiS nagle zaczęli mówić, że projekt ustawy jest „nieporozumieniem”, że nigdy nie mogą się zgodzić na karanie kobiet – i sejmowa większość zagłosowała przeciw projektowi złożo- nemu przez Ordo Iuris. Niedługo wcześniej ci sami liderzy partii rządzącej deklarowali bardzo pewnie, że poprą ten projekt, bo są katolikami, więc za „pełną ochroną życia”.

Widać siłę masowego ruchu i strach, jaki wywołał wśród rządzących. Ważne, by tego osiągnięcia nie lekceważyć. Powinniśmy o tym głośno i stale mówić – i nie zapomnieć, w jaki sposób wściekłość i determinacja zwykłych kobiet – i solidaryzujących się z nimi mężczyzn – zmusiły PiS do odwrotu.

Bitwa wygrana, wojna trwa

Pamięć o tej sile będzie nam potrzebna w przyszłości. Na razie została wygrana tylko jedna bitwa, a będzie ich więcej. Jeśli czujność i aktywność ruchu spadną, możemy spodziewać się nowych ataków. Poza tym większości ruchu nie chodzi o zachowanie istniejącej ustawy antyaborcyjnej, która już stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia kobiet. Mamy do wywalczenia prawo do własnego decydowania nad ciałem i życiem, do aborcji na życzenie.

Kaczyński stoi przed dylematem. Z jednej strony widzi, że protesty mają duże poparcie społeczne i w końcu mogą zagrozić władzy PiS-u. Z drugiej strony musi dbać o dobre stosunki z hierarchią kościelną i twardym elektoratem. Boi się możliwości rozłamu w partii lub konkurencji sił skrajnie prawicowych. Stąd jego oburzające wypowiedzi parę dni po odrzuceniu projektu całkowitego zakazu aborcji i karania kobiet: „Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformo- wane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię.”

Rząd nie wszechwładny

Reakcja na jego wypowiedź była silna i natychmiastowa. Pokazała, że każda próba rozszerzenia zakazu aborcji od tego momentu spotka się z dużymi protestami ulicznymi. Najpierw była demonstracja pod domem Kaczyńskiego, potem była druga runda czarnego protestu i strajku kobiet, która zmobilizowała niebagatelną liczbę ludzi.

Nie można wykluczyć, że rząd PiS-u w przyszłości ponownie spróbuje zaostrzyć istniejącą ustawę, ale dopiero jeśli uzna, że ruch osłabł i już nie będzie w stanie wyprowadzić ludzi masowo na ulice.

Wiemy, że rząd jest reakcyjny i ma autorytarne napędy, ale teraz wiemy również, że nie jest wszechwładny.

Kto by pomyślał rok temu, że akurat kwestia aborcji będzie tą sprawą, która jako pierwsza zmusi większościowy rząd PiS do odwrotu i spowoduje jego porażki? Rządzący liczyli na to, że pełny zakaz aborcji łatwo przejdzie. Przez 23 lata Kościół i prawica prowadziła aktywną, ideologiczną kampanię przeciw aborcji, szczególnie wobec ludzi młodych – a pikiety na rzecz wyboru były małe. Trudno było wyobrazić sobie, że taki wybuch protestów jest możliwy.

Jak możemy to tłumaczyć?

Doświadczenie kobiet

To fakt przemilczany, ale szacuje się, że 4-5 milionów kobiet w Polsce ma za sobą zabieg przerwania ciąży. Kiedy nie tylko nazywano te kobiety „morderczyniami własnych dzieci”, ale  zaproponowano karę więzienną za aborcję dla kobiet znajdujących się w najtrudniejszych życiowych sytuacjach, była to kropla, która przelała czarę goryczy, która zalała ulice polskich miast. Wcześniej sprawa Chazana – zmuszenie kobiety do rodzenia dziecka z otwartą czaszką – przyczyniła się do akumulacji społecznego oburzenia.

Na www.mialamaborcje.pl kobiety piszą o swoich doświadczeniach z aborcją. Wiele z nich miało zabieg w klinikach zagranicznych i pisze o tym, że spotykały się z życzliwością, brakiem potępienia i moralizatorstwa. Takie ramy wokół decyzji o przerywaniu ciąży mogą spowodować, że wyparuje poczucie winy i wstydu, że łatwiej będzie o tym rozmawiać i czuć się częścią wspólnoty, która zaistniała na protestach.

Jesteśmy z Natalią

Inspiracją dla zwykłych kobiet, by przerwać milczenie i hipokryzję są przykłady znanych osób, które publicznie mówiły o swojej decyzji przerwania ciąży. Najgłośniejsza z nich to Natalia Przybysz, która ukazała dużą odwagę i opowiadała o swojej aborcji.

Potem spotkała się z kampanią hejtu ze strony przeciwników praw kobiet – i, co oburzające, z ostrą krytyką ze strony niektórych uczestniczek czarnego protestu. W odpowiedzi powstała kampania #JestemzNatalia. Odzwierciedla to oczywiście pewien podział wewnątrz ruchu. Część, poparta przez polityczki Platformy i Nowoczesnej, które próbowały stać na czele protestów, nie chce ruszyć istniejącej ustawy antyaborcyjnej. Druga część – wydaje się, że rosnąca – walczy o rzeczywiste prawo do decydowania, o prawo do aborcji na życzenie.

Postawa zwolenników zachowania status quo jest sprzeczna z hasłami, które zupełnie zdominowały e demonstracje czarnego protestu (zebrane przez Julię Kubisę – http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/kraj/20161010/odzyskajmy-polske-dla-kobiet):

Politycy precz od mojej macicy

Myślę, czuję, decyduję

Rząd taki gibki, że wchodzi

nam do cipki

Wolny wybór

Od macicy wara

Boję się żyć w tym kraju

Mocy zamiast przemocy

Oprócz macicy mamy mózgi

Nie jestem za aborcją. Jestem

za wolnym wyborem

Mordercy, fanatycy, sadyści

Edukacja seksualna zamiast represji

Żyję w wolnej Polsce. Mam wolny wybór

Wybór należy do mnie

Rząd nie ciąża usunąć można

Wolny wybór

Bóg dał nam wolną wolę, kim

jesteście, że chcecie nam ją odebrać?

Wolność kocham i rozumiem,

wolności oddać nie umiem

Nie!!! Dla robienia z kobiet

biologicznych pojemników

Żaden polityk nie ma prawa

decydować o prawach kobiet

Jesteśmy wkurwione

Kurwa, serio?

No woman, no kraj

Martwa dziecka nie urodzę

Krytykowanie kobiet za powody decyzji, które podjęły w sprawie aborcji, jest równoznaczne z twierdzeniem, że to politycy, policjanci, prokuratorzy, księża i lekarze mają prawo zdefiniować prawo i decydować o najbardziej osobistych sprawach kobiet, zmusić nas do donoszenia niechcianych ciąż i rodzenia wbrew naszej woli.

Moje ciało, mój wybór

Ludzie w ruchu, którzy krytykują Natalię Przybysz, nie widzą, że przez to akceptują zjawiska kojarzące się z zakazem aborcji, ale już funkcjonujące w ramach tego, co mylnie nazywa się „kompromisem aborcyjnym”. Chodzi o lekarzy, którzy odmawiają leczenia chorych ciężarnych kobiet lub wykonywania badań prenatalnych, nie informują pacjentek o niepokojących wynikach USG. Chodzi też o policjantów i prokuratorów, którzy lekceważą przestępstwa wobec kobiet – czyli o praktykowanie prawa jeszcze bardziej restrykcyjnie niż jest na papierze. W praktyce istnieje zakaz aborcji dla ogromnej większości kobiet. Konsekwencje dla życia, zdrowia i dobrobytu kobiet i ich rodzin są poważne – ustawa z 1993 roku doprowadzała już do śmierci kobiet.

Ciąża, poród i wiele lat opieki nad dzieckiem nie są bagatelnymi sprawami. Mają duże konsekwencje dla życia kobiety i tylko ona ma możliwość ocenić, czy jest gotowa przez to przejść. Nikt inny nie ma prawa kwestionować i krytykować jej wyboru.

Jedyną logiczną drogą do przodu, jeśli nie chcemy zakazu aborcji, jest kontynuacja walki o prawo do wyboru i decyzji dla kobiet. Widać też na przykładzie niespodziewanej siły nowego ruchu, że jest to do osiągnięcia. Dlatego czarny protest musi być kontynuowany i rozszerzony.

Ellisiv Rognlien

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2016

Comments are closed.