baner.pracdem.stary

60. rocznica – Rok 1956: Węgry, Polska i rady robotnicze

| 1 listopada 2016
Budapeszt 1956 r. Zniszczony pomnik Stalina.

Budapeszt 1956 r. Zniszczony pomnik Stalina.

Węgry, Budapeszt, 14 listopada 1956 r. Kilka tysięcy robotników gromadzi się w fabrycznej dzielnicy Ujpeszt.

Nie jest to jednak zwykły wiec. Przybyli są delegatami większości dużych budapesztańskich zakładów. Obecne są także grupy spoza węgierskiej stolicy – z Györ i przemysłowego okręgu Borsod wokół Miszkolca. Delegaci mieli zgromadzić się w sali ratusza, ten jest jednak otoczony przez czołgi. Udają się więc do fabryki wyrobów elektrycznych Egyesült Izzó, w której już 24 października powstała rada robotnicza – pierwsza po wybuchu rewolucji. Przynajmniej pierwsza pod tą nazwą, bo dzień wcześniej komitet robotniczy zawiązał się w fabryce lokomotyw w Miszkolcu.

Słowo “delegaci” nie do końca oddaje atmosferę tego wydarzenia, choć wiele z obecnych jest faktycznie wybranych przez poszczególne zakłady. Ale nie ma tu żadnych “przepustek”, drzwi do fabryki pozostają otwarte. “Nie byłoby nietrafne powiedzieć, że miał tam miejsce nawet pewien stopień nieporządku. Jednak samo powiedzenie tego jest w celu zwrócenia uwagi na ważny czynnik, mianowicie, że inauguracja Centralnej Rady Robotniczej miała poparcie robotniczego “zgromadzenia”. Był to parlament, gdzie reprezentujący i reprezentowani mieli równe prawo głosu. Nieporządek, na pewno, ale nieporządek właściwego rodzaju!” – jak opisywał to wydarzenie węgierski rewolu- cjonista Balázs Nagy.

Na tym zgromadzeniu powstaje Centralna Rada Robotnicza Wielkiego Budapesztu. Instytucja reprezentująca świat pracy Budapesztu, rezerwująca sobie prawo do strajku i negocjująca z nieuznawanym przez siebie rzekomo “robotniczo-chłopskim” rządem przywiezionym na rzekomo “radzieckich” czołgach. Rzekomo – bo tu są prawdziwi robotnicy i prawdziwe rady. Centralna Rada Robotnicza wpisuje się w tradycję robotniczej demokracji i samoorganizacji. Tradycję rad Petersburga 1905 r., Piotrogrodu, Moskwy, Charkowa czy Baku w 1917 r., Berlina, Wiednia, Budapesztu, Hawany czy Dąbrowy Górniczej lat 1918-1919, chińskiego Szanghaju w 1927 r. Tradycję, która w tym samym 1956 r. odżywa w Polsce, i która znajdzie tam swoją kontynuację pod inną nazwą Międzyzakładowych Komitetów Strajkowych w 1980 r.

Budapesztańska Centralna Rada staje się de facto alternatywną władzą w kraju – nawet jeśli jej przywódcy tak tego nie postrzegali. 27 listopada w liście do rad na węgierskiej prowincji Rada pisała: “Fabryki są w naszych rękach – w rękach rad robotniczych”. Rząd doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego, uznając formalnie rady na poziomie zakładów, zrobił wszystko – tym razem skutecznie – by nie dopuścić do powstania ich reprezentacji w skali całego państwa. Prawdziwa władza pracownicza, mogąca obalić i zastąpić tę istniejącą, nie mogła być tolerowana przez rządzącą klasę biurokratyczną w rzekomo “ludowym” państwie.

Węgry i Polska

Rewolucja węgierska 1956 r. rozpoczęła się od demonstracji solidarności z “polskim październikiem”. 23 października ok. 200 tys. manifestujących zgromadziło się w Budapeszcie pod pomnikiem Józefa Bema, polsko-węgierskiego bohatera walk o niepodległość w XIX wieku (który, o czym też warto pamiętać, po upadku Wiosny Ludów na Węgrzech przedostał się do Turcji, przeszedł na islam i zmarł w Aleppo jako Murad Pasza).

To demonstracja solidarnościowa, ale z własnymi postulatami – w tym wycofania wojsk ZSRR z Węgier i przywrócenia systemu wielopartyjnego. Gdy część protestujących przedostaje się pod rozgłośnię radiową z żądaniem emisji postulatów, bezpieka otwiera ogień. Tak zaczynają się walki zbrojne, które już następnego dnia ogarniają cały kraj. Co istotne, w czasie kolejny dni tworzą się nie tylko rady robotnicze w szeregu zakładów, ale lokalne ośrodki władzy rewolucyjnej, w których rady te odgrywają istotną rolę.

Dlaczego demonstrowano w solidarności z Polską? Nie chodzi tylko o wspólne dziedzictwo stalinizmu, który na miał zresztą na Węgrzech wyjątkowo represyjny charakter pod wodzą Mátyása Rákosiego. Była to solidarność z ruchem społecznym i zmianami. W obu państwach rok 1956 to czas ogromnego fermentu intelektualnego i kryzysu władzy wynikającego z niemożności kontynuacji stalinizmu w najostrzejszej postaci.

Na Węgrzech kryzys ten widoczny jest wcześniej, gdy po powstaniu robotniczym w Niemczech Wschodnich w 1953 r., kilka miesięcy po śmierci Stalina, władze w Moskwie widzą konieczność powściągnięcia Rákosiego – by Węgry nie były następne. Premierem zostaje Imre Nagy – zwolennik złagodzenia linii w gospodarce i polityce. Niecałe dwa lata później zostaje zdymisjonowany, ale myślenia uwolnionego z pęt represji nie daje się łatwo znowu w nie wplątać.

Tajny referat Chruszczowa na XX zjeździe partii komunistycznej w Moskwie z lutego 1956 r. mówiący wprost o stalinowskich zbrodniach – choć ma na celu ratowanie, a nie zmianę systemu – jest gwoździem do trumny Rákosiego, jak i rządzącego w Polsce Bieruta. Tego ostatniego zresztą w dosłownym sensie – w marcu z Moskwy wraca w trumnie.

Rok 1956 w obu państwach to potwierdzenie słynnej tezy Lenina, że warunkiem zaistnienia sytuacji rewo- lucyjnej jest nie tylko to, by społeczne “doły” nie chciały żyć po staremu, ale i “góry” nie mogły po staremu rządzić. Konflikty wśród rządzących, szczególnie po latach ideologicznego monolitu wspieranego pięścią, stwarzały przestrzeń do działania. Powstanie robotników Poznania w czerwcu 1956 r., choć brutalnie stłumione, proces ten tylko nasiliło.

Na tej fali 21 października stanowisko I sekretarza PZPR obejmuje odsunięty i więziony wcześniej Władysław Gomułka – jak sądzono, wbrew woli Moskwy. Stacjonujące w Polsce wojska ZSRR wyszły ze swych baz. Do dziś nie ma pewności czy sądzono właściwie, czy Chruszczow faktycznie chciał interweniować przeciw Gomułce. Jest natomiast pewność, że Gomułka okazał się trywialnym i posłusznym aparatczykiem, a nie ludowym mężem opatrznościowym. Nawet jeśli po 1956 r. nie było powrotu do lat największych represji. Nie było go zresztą także na Węgrzech – ale dopiero po stłumieniu rewolucji kosztem ok. 2700 zabitych (przy 669 żołnierzach ZSRR) i dalszych 350 wyrokach śmierci.

Pacyfikacja rad robotniczych

24 października to kulminacja “polskiego października”, około półmilionowy wiec na pl. Defilad ze słynnym przemówieniem Gomułki. Kulminacja i jednocześnie schyłek, symbolizowany wezwaniem nowego I sekretarza: “Dość wiecowania i manifestacji”.

Brytyjski marksista Chris Harman trafnie określił 1956 r. w Polsce mianem “poronionej rewolucji”. Był to czas niespotykanej polityzacji poszukujących dróg demokratyzacji i niestalinowskiego socjalizmu studentów, intelektualistów i robotników wyrażanej m. in. w popular-ności idei rad robotniczych. Po upowszechniającą te idee gazetę “Po Prostu” (z podtytułem “Pismo studentów i ludzi pracy”) do kiosków ustawiały się kolejki – studentów i ludzi pracy. We wrześniu zaczęły powstawać pierwsze rady robotnicze. W gorących dniach 19-21 października dochodziło do okupacji fabryk – na czele z FSO na warszawskim Żeraniu – z przygotowaniami do ewentualnych walk.

Warto pamiętać o tych wydarzeniach, bo nie pasują do obecnej wizji historii PRL (“naród” kontra “komuniści”). Niosą też uniwersalną i aktualną lekcję – konieczność niezależnej samoorganizacji pracowników, jak i niezależnego nurtu politycznego, który ją wśród nich propaguje i wspiera. Nurtu odrębnego i krytycznego wobec tych, którzy obiecują być odgórnymi zbawicielami-reformatorami w ramach systemu. Ciała przedstawicielskie pracowników albo stają się alternatywną władzą, albo niczym. “Lewica październikowa”, przynajmniej jej część, lekcję tę zrozumiała, ale zbyt późno.

Ostatecznie rady robotnicze, jak i całe nadzieje 1956 r. na prawdziwy socjalizm i samorządność pracowniczą, zostały spacyfikowane. W Polsce rozwój systemu rad nie osiągnął nigdy jego węgierskiego poziomu, wszak rewolucja została tu “poroniona”, ale interesujące jest, że mimo istotnych różnic władze polskie i węgierskie przyjęły podobną strategię ich marginalizacji. Rady początkowo mogły istnieć, ale sprowadzone do atrapy na poziomie zakładu i tym samym pozbawione znaczenia politycznego. Wszelka centralizacja ponadzakładowa była wykluczona. A po pozbawieniu znaczenia ostatecznie i tych atrap się pozbywano.

W maju 1957 r. kierownictwo partii rządzącej wizję rozbudowy rad robotniczych i ich ogólnokrajowego zjazdu określiło jako “anarchistyczną utopię”. Jesienią stłumiono strajk tramwajarzy w Łodzi, jak i protesty po zamknięciu “Po Prostu”. W końcu, w kwietniu 1958 r. przestało istnieć to, co pozostało z rad, po wchłonięciu ich przez podpo- rządkowaną partii i “związkom zawodowym” Konferencję Samorządu Robotniczego.

Centrala Rada Robotnicza Wielkiego Budapesztu została formalnie zdelegalizowana 10 grudnia. Mimo to 11-12 grudnia była w stanie przeprowadzić ogólnokrajowy strajk generalny w odpowiedzi na masakrę górników demonstrujących przeciw aresztowaniu członków rady robotniczej w Salgótarján. Przywódcy Centralnej Rady zostali aresztowani, do niektórych fabryk wkroczyli żołnierze ZSRR. 5 stycznia rząd wprowadził karę śmierci za odmowę pracy i “podżeganie do strajku”, 13 stycznia rozszerzył możliwość jej stosowania za praktycznie wszelkie formy krytyki. W kolejnych tygodniach w zakładach przywrócono odgórnie mianowany system “związkowy” pod kontrolą państwa.

W 1956 r. przegraliśmy, ale o ówczesnych nadziejach, heroizmie, a przede wszystkim radach robotniczych jako organizacyjnej postaci możliwego wyzwolenia pracy, nie zapominamy.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2016

Comments are closed.