baner.pracdem.stary

STOP RASISTOWSKIM DEPORTACJOM – Uwolnić Ameera!

| 1 listopada 2016
Pikieta przed Collegium Novum UJ.

Pikieta przed Collegium Novum UJ.

Wiadomo, że archetypem tzw. „służb specjalnych”, zdecydowanie bar-dziej niż nadczłowiek James Bond, jest wachmistrz CK Żandarmerii Flanderka. Ów bohater „Przygód dobrego wojaka Szwejka” usiłował zwerbować na konfidenta wios-kowego głupka Pepika, tłumacząc mu, że jak „…usłyszysz, że pan cesarz jest bydlę albo co innego, to przyjdź do mnie i powiedz mi o tym. Dostaniesz dziesiątkę…”.

Niestety dla wachmistrza, Pepik okazał się dość mało pojętny i jego kariera tajnego współpracownika austriackiej żandarmerii skończyła się na tym, że powiedział do miejscowego klechy: „ – Panie pjoboscu, a pan wach-majstel wciolaj mówił, że pan cisiaś jest bydle i że wojny nie wyglamy. Beee, hop! (…) Odtąd wachmistrz żandarmerii nie miał już informatora i musiał zadowolić się tym, że go sobie wymyślił i podawszy fikcyjne nazwisko powiększył dochód swój o pięćdziesiąt koron miesięcznie, które przepijał…”

Podobną subtelnością i zdolnoś-ciami poznawczymi, jak pan wach- mistrz wykazali się funkcjonariusze ABW, którzy usiłowali zmusić do „współpracy” Ameera Alkhawlany’ego – pochodzenia irackiego doktoranta Instytutu Nauk o Środowisku Uniwer-sytetu Jagiellońskiego.

Dzwoni ABW

Wszystko zaczęło się w połowie lipca br., kiedy Ameer starał się o przedłużenie kończącego się właśnie czasowego pozwolenia na pobyt: „… odebrałem telefon, że mam się stawić na rozmowę – opowiada Irakijczyk. – Podano mi adres w Krakowie. Rozmawiałem z dwoma mężczyznami, zadawali mi wiele pytań: o moje życie, o moich braci, którzy studiują w Niem-czech i w Polsce. Potem padło pytanie o moje starania o przedłużenie pobytu. Kiedy potwierdziłem, usłyszałem, że to od nich zależy, jaka będzie decyzja. Stwierdzili, że dadzą mi zadanie do wykonania i jeśli będę współpracował, to dostanę pozytywną odpowiedź w sprawie dalszego pobytu” [ten cytat i następne: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,20845544,zatrzymali-doktoranta-bo-nie-chcial-wspolpracowac-z-sluzbami.html].

Odmowa szpiegowania

Poczciwy Pepik – pastuch gminny, miał wedle zamierzeń wachmistrza Flanderki donosić na swych sąsiadów. Podobną rolę funkcjonariusze ABW chcieli wyznaczyć dla doktoranta Alkhawlany’ego. Jednak tu spotkało ich niemiłe zaskoczenie. Najpierw chcieli, by udał się do krakowskiego meczetu: „Byłem zaskoczony, że w Krakowie jest meczet – ciągnie opowieść. – Powie-działem, że nie chcę tam iść, bo nie jestem religijny. Nalegali, mówili, że chcą, bym zebrał informacje o Irakijczykach i Kurdach, i że nie będzie to dla mnie trudne, bo z mojego CV wiedzą, że mieszkałem i w Kurdystanie, i w Iraku. Odpowiedziałem, że nie będę mówił o innych, co najwyżej o sobie.”

W raczej mało pojemnych głowach naszych asów kontrwywiadu nie mieściło się to, że ktoś pochodzący z „muzułmańskiego kraju” może być niewierzący. Następnie chcieli, by jeździł po Polsce i zbierał informacje o osobach pochodzenia bliskowschod-niego. Tu warto zauważyć, że niektóre z osób, które miałby szpiegować, nie mówiły w jakimkolwiek języku, który zna Ameer. Najważniejsze jest jednak to, że Ameer ze względów zasadniczych odmówił jakichkolwiek działań godzących w innych ludzi („nie będę mówił o innych, co najwyżej o sobie”). Chcąc pokazać, że nie ma nic do ukrycia, podał ABW-istom hasła dostępu do laptopa i portali społecz-nościowych.

Z początku wydawało się, że mimo zdecydowanej postawy Ameera – odmowy jakiejkolwiek współpracy z bezpieką – wszystko zakończy się dla niego pomyślnie: „Na początku sierpnia dostałem za to telefon od jednego z agentów, że choć nie współpracuję, to jestem w porządku i będzie zgoda na mój pobyt w Polsce. Faktycznie, pod koniec września odebrałem prze-dłużenie.” Tym większym dla niego zaskoczeniem było, kiedy został 3 października aresztowany przez Straż Graniczną i osadzony w areszcie strze-żonego ośrodka dla cudzoziemców.

Deportacja

Tego samego dnia komendant Karpackiego Oddziału Straży Granicz-nej na wniosek ABW, wydał w trybie postępowania administracyjnego decy-zję o „zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu”, czyli inaczej – deportacji. Tutaj należy trochę powiedzieć o sytuacji prawnej cudzoziemców (tych którzy nie mają polskiego obywatelstwa/nie są obywatelami Unii Europejskiej). Wszel-kie decyzje dotyczące cudzoziemców, takie jak zezwolenie na pobyt stały/ tymczasowy, zezwolenie na podjęcie pracy, nadanie statusu uchodźcy, nakaz opuszczenia kraju, podejmowane są w trybie postępowania administracyjnego. Inaczej przedstawia się sytuacja w kwestii umieszczenia w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców lub areszcie dla cudzoziemców. Przypominają one nieco tymczasowe aresztowanie – środek zapobiegawczy z postępowania karnego.

I tutaj i tutaj o tymczasowym ograniczeniu wolności na 3 miesiące decyduje sąd. O ile jednak tymczasowo aresztowany obywatel musi być podejrzany o określone w kodeksie karnym przestępstwa, o tyle cudzo-ziemiec może być umieszczony w strzeżonym ośrodku, jeśli państwo po prostu postanowiło go usunąć ze swego terytorium. Powtórzmy: sąd nie ocenia tutaj zasadności decyzji o deportacji – jest ona podejmowana w trybie postępowania administracyjnego, a przesłanką do niej może być tak mętny powód jak „zagrożenie dla bezpieczeństwa lub obronności państwa” (tak właśnie jest w przypadku Ameera). Sąd ocenia jedynie czy uzasadniony jest „środek zapobie-gawczy” w postaci umieszczenia w strzeżonym ośrodku.

Spolegliwość sądów

Polskie sądy są znane z niezwykłej spolegliwości wobec organów przy-musu. Wniosek o tymczasowe aresztowanie rzadko kiedy jest roz-patrywany odmownie – w większości przypadków sędziowie po prostu automatycznie „przyklepują” to, co przedstawia im prokuratura. Nierzadkie są przypadki tzw. „aresztów wydobyw-czych”, kiedy to podejrzani są latami przetrzymywani w aresztach w celu zmuszenia ich do przyznania się. Rekord stanowi przypadek przedłuż-ania tymczasowego aresztowania do 12,5 roku. Z powodu nadużywania tymczasowego aresztowania, państwo polskie wielokrotnie przegrywało procesy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Jednak nawet na tle tych wyjątkowo niskich standardów, postępowanie sądowe w sprawie Ameera można określić jedynie jako kpinę ze wszelkich pozorów „sprawiedliwości” i „państwa prawa”.

Nie dość, że ani Ameera, ani jego obrońcy nie poinformowano, na czym właściwie ma polegać „zagrożenie dla Rzeczypospolitej”, jakie rzekomo stanowić ma Ameer, to nie został o tym poinformowany również…. sąd.

Dla sądu I instancji wystarczyły słowa szefa ABW, że Ameer stanowi zagrożenie dla „bezpieczeństwa państwa”. Sąd II instancji miał wprawdzie dostęp do tajnego uzasadnienia sporządzonego przez szefa bezpieki, nie dopuszczono go jednak do żadnych materiałów operacyjnych. Zresztą owo tajne opracowanie (należy przypuszczać, że nie zawierało niczego godnego uwagi) nie było podstawą do decyzji sądu, który orzekł, że sąd I instancji, „działając instynktownie” (jak to określono) i orzekając osadzenie w ośrodku, postąpił prawidłowo!

Bez oskarżenia

Ameer formalnie nie jest oskarżony o żadne przestępstwo i nie grozi mu więzienie. Jednak jego sytuacja jest pod wieloma względami gorsza niż gdyby podlegał zwyczajnemu postępo-waniu karnemu. Po pierwsze, w procesie karnym miałby mimo wszystko większe szanse na sprawiedliwe traktowanie, na opieranie się sądu na solidnych dowodach, a nie tylko na bezpieczniackim bełkocie.

Przede wszystkim jednak grozi mu deportacja do kraju, w którym trwają działania wojenne, i w którym grozi mu utrata życia. Ameer uciekł do Polski przed wojną – jego rodzinny dom został zniszczony w wyniku bombardowania. Stał się tutaj ofiarą rasistowskiej nagonki, rozpętanej w Europie przeciw ludziom uciekającym przed wojnami najczęściej wywoływanymi przez imperializm państw zachodnich – tych samych, których klasy rządzące przedstawiają teraz uchodźców jako „wielki problem”, zamykają przed nimi granice, skazując ich na śmierć i cierpienie, zamykając w obozach internowania i poddając innym formom instytucjonalnego rasizmu.

Szczególny wyraz znajduje to w Polsce – kraju, do którego uchodźcy w ogóle się nie kierują, ale w którym rasistowska histeria, wywoływana, aby umacniać władzę prawicy, stała się przyczyną wielu ataków na ludzi którzy nie byli „wystarczająco biali”.

To nie Ameer i inni uchodźcy są problemem. Problemem jest system, w którym klasy rządzące posługują się rasizmem, aby utrzymać swe panowanie. Który zapewnia kapitałowi pełną swobodę w poruszaniu się po ziemskim globie, a uciekających przed wojną i nędzą ludzi traktuje jak przestępców. Precz z rasizmem i kapitalizmem! Uwolnić Ameera!

Michał Wysocki

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2016

Comments are closed.