baner.pracdem.stary

Alarm smogowy – Kapitalizm nie daje oddychać

| 1 lutego 2017
Protest Polskiego Alarmu Smogowego we Wrocławiu.

Protest Polskiego Alarmu Smogowego we Wrocławiu.

Bez zbytniej przesady można powiedzieć, że w społecznej świadomości odnośnie jakości powietrza w Polsce i zagrożeń związanych z jego zanieczysz-czeniami mamy do czynienia z dokonującą się „rewolucją”. Smog stał się wreszcie przedmiotem społecznej debaty i zainteresowania mediów głównego nurtu, a nie tylko jakąś tam obsesją „eko-oszołomów”.

Nie znaczy to wcale, że poziom skażenia powietrza osiągnął w ostatnim czasie jakiś niesamowicie wysoki poziom. Wręcz przeciwnie – poziom zanieczyszczeń powietrza w Polsce od dziesięcioleci jest drastycznie wysoki w porównaniu z innymi wysoko-rozwiniętymi krajami, a porównywalny z najbardziej zanieczyszczonymi krajami, jak Chiny czy Indie. Minione ćwierć- wiecze – okres po tzw. „trans-formacji ustrojowej” – przyniósł znaczną poprawę stanu środowiska naturalnego w porównaniu z poprzednim okresem. Upadający PRL-owski kapitalizm państ-wowy, oprócz kryzysu gospodarczego pozostawił po sobie katastrofę ekologiczną.

Eksploatacja

Rządząca klasa państwowo-partyjnych biurokratów, prowadząc politykę forsownej modernizacji, przez długi czas w ogóle nie brała pod uwagę kwestii ochrony środowiska. Identycznie zresztą postępowali kapitaliści we wszystkich krajach na całym świecie – środowisko naturalne, fundament egzystencji człowieka w świecie, traktują na równi z wyzyskiwanymi przez siebie ludźmi – pracownikami – jako zasób do eksploatacji.

Niemniej jednak w najbardziej rozwiniętych krajach Zachodu o kwestii zagrożeń dla środowiska zaczęto mówić znacznie wcześniej (u schyłku lat 60-tych XX wieku) i wcześniej również zaczęto podejmować odpowiednie kroki zaradcze. Często przybierało to właściwą kapitalizmowi postać – zachodnie korporacje przenosiły trucicielską produkcję do krajów słabo rozwiniętych, gdzie nie musiały liczyć się ani z żadnymi normami zanie-czyszczeń, ani (przynajmniej do czasu) z mogącymi je wymusić ruchami społecznymi. W efekcie tego, kraje bloku wschodniego (w tym i Polska), oprócz ogólnego poziomu życia ludności, wydajności produkcji, odsta-wały od czołowych państw zachodu również pod względem stanu środowiska.

W 1989 r. Polska należała do krajów o najbardziej zanieczyszczonym środo-wisku na świecie. W przemyśle i energetyce nie funkcjonowała ani jedna instalacja redukcji emisji tlenków siarki i azotu. W konsekwencji tylko 11 proc. lasów było zdrowych, a pochodzące z Polski kwaśne deszcze występowały nawet na obszarze Skandynawii. Jedynie 5 proc. polskich rzek miało wodę, którą można uznać za czystą, a na ponad 40 proc. ich łącznej długości, wody były tak silnie zanieczyszczone, że nie nadawały się do wykorzystania nawet w przemyśle. Polski przemysł cechowało też nadmierne zużycie energii, surowców i wody – sytuację pogarszały jeszcze fatalnie przepro-wadzane akcje melioracyjne, które prowadziły do likwidacji mokradeł i rozlewisk rzek, wydatnie w ten sposób zmniejszając dostępne zasoby wody.

Skutki tych działań odczuwamy do dzisiaj. Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie pod względem zasobów wody: jest to poziom porównywalny z Egiptem, a mniejszy niż w przypadku Hiszpanii! Praktycznie każdego upalnego lata pojawia się problem deficytu wody mogącego zagrozić dostawom dla energetyki i przemysłu.

W tej kwestii przez lata nie było wielkiej poprawy, a szumnie zapowiadany przez pisowski rząd program rozwoju żeglugi śródlądowej, zakładający kanalizowanie rzek i budowę zbiorników retencyjnych na obszarach nizinnych, wywołał sprzeciw uczonych i organizacji ekologicznych. Realizacja tego, opartego na założeniach sprzecznych ze współ-czesnym stanem wiedzy naukowej absurdu, bez wątpienia musi doprowadzić do katastrofy ekologicznej na wielką skalę.

Restrukturyzacja

Po „transformacji” przełomu lat 80/90-tych. celem polskiej klasy rządzącej stało się dołączenie do grona „lepszych” krajów Zachodu. W tym celu narzuciła społeczeństwu program restrukturyzacji. Jego częścią była także poprawa stanu środowiska. Cel ten narzuciły, reprezentujące zachodnie klasy rządzące organizacje między-narodowe, takie jak Bank Światowy, a zwłaszcza Unia Europejska. Poprawa stanu środowiska, zmniejszenie szkodliwego oddziaływania gospodarki na ludzi i inne organizmy żywe jest oczywiście samo w sobie słusznym celem, do którego powinien dążyć ruch pracowniczy i lewica.

Potrzeba przeciwdziałania degra-dacji środowiska pojawiła się wśród postulatów wielkiego ruchu pracow-niczego Solidarności z okresu 1980/81. Potrzeba ta, znalazła silny wyraz w programach i działaniach ruchów pracowniczych przełomu lat 80/90. Pracownicy dobrze rozumieli (pomimo kłamstw władzy), w jak szkodliwych warunkach zmuszeni są żyć – i chcieli to zmienić. Jednak w warunkach kapitalizmu, klasa rządząca dążyła i zawsze będzie dążyć, aby wszelkie koszty przerzucić na klasy pracujące – zwykłych, niezamożnych ludzi. Nie inaczej było w przypadku polskich „programów dostosowawczych”. Działania na rzecz poprawy stanu środowiska były ściśle powiązane z tymi, które uderzały w ekonomiczne położenie pracowników i innych zwykłych ludzi, powiązane z masową likwidacją miejsc pracy i z drastyczną redukcją systemu świadczeń socjalnych. Najbar-dziej przestarzałe zakłady były również tymi najbardziej uciążliwymi dla środowiska. Jako najmniej rentowne, to właśnie one w pierwszej kolejności padały ofiarami restrukturyzacji.

Oczywiście nie ma powodów, by odczuwać jakiekol-wiek sentymenty dla trucicielskich zakła-dów, niszczących środowisko, niebezpiecznych dla zdro- wia i życia swych pracowników i innych ludzi. Chodzi jednak o to, że w miejsce likwidowanych w związku z tym miejsc pracy, ich pracownikom powinny być zapewniane nowe, bezpieczne dla ludzkiego zdrowia i środowiska. Ochrona środowiska nie może się łączyć z masowym bezrobociem, cięciami płac i niszczeniem praw pracowniczych i ruchu związkowego.

 

Górnictwo

Dlatego właśnie – jako socjaliści – nie uważamy, że górnictwo węglowe jest czymś wspaniałym. Miejsca pracy w kopalniach stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia górników. Przede wszystkim jednak ludzkość musi odejść od energetyki opartej na spalaniu węgla i innych paliw kopalnych. Musi to zrobić, aby zatrzymać globalne ocieplenie i zapobiec przemianie Ziemi w planetę niezdatną dla życia. Zawsze będziemy jednak stali po stronie górników broniących swych miejsc pracy, swych płac i praw socjalnych, swych organizacji związkowych. Odejście od węgla musi się wiązać z zapewnieniem nowych miejsc pracy, gwarantujących jako minimum takie same płace i prawa. Zniszczenie górnictwa i rozbicie górników (bardzo dobrze zorganizo-wanej i dysponującej dużą siłą grupy pracowników) na wzór tego, co zrobiła Thatcher w Brytanii, katastrofalnie osłabiłoby całą klasę pracowniczą w Polsce.

W ciągu ponad ćwierćwiecza po 1989, nastąpiła ogromna rzeczywista poprawa stanu środowiska związana z modernizacją bazy produkcyjnej – wprowadzeniem nowych, bardziej przyjaznych środowisku technologii, ustanowieniem norm emisji, wprowa-dzeniem opłat za korzystanie ze środowiska przez podmioty gospo-darcze itd. Dzięki tym działaniom nastąpił wydatny spadek emisji zanieczyszczeń związanych z funkcjo-nowaniem przemysłu.

Dzięki oczyszczaniu ścieków jakość wód uległa znacznej poprawie. Poprawiła się również gospodarka odpadami – wprowadzono recykling, itp. Jednak mimo to, nadal nie można powiedzieć, aby ludność w Polsce żyła w zdrowym środowisku. Najbardziej szkodliwym czynnikiem jest tzw. niska emisja, czyli zanieczyszczenia pocho-dzące z przydomowych instalacji grzewczych. Bardzo często są to najbardziej prymitywne urządzenia w rodzaju „kóz” czy „kopciuchów”, gdzie spalane jest najgorszej jakości paliwo, jak odpady węglowe, śmieci, tworzywa sztuczne, sklejki, itd.

Przez lata kolejne rządy nie kwapiły się do rozwiązania tego problemu. Dotychczas nie istnieją żadne, ogólnokrajowe regulacje, które pozwa-lałyby na skuteczna walkę z tym rodzajem zanieczyszczeń. Szacuje się, że w wyniku zanieczyszczenia po-wietrza samym tylko pyłem zawie- szonym PM2,5 umiera w Polsce corocznie ponad 44 tys. osób, a stężenia rakotwórczego benzo[a]pirenu, w najgorszych momentach prze-kraczały dopuszczalne wartości przeszło 1000 razy! (Więcej w temacie smogu na portalach: smoglab.pl, www.polskialarmsmogowy.pl).

Tymczasem problemu nie widzi minister zdrowia Radziwiłł: „Mówiąc o smogu, o zanieczyszczonym powietrzu, zapominamy o tym, co jest znacznie bliżej nas, jeśli chodzi o możliwość oddychania świeżym powietrzem. Znaczna część Polaków ciągle pali papierosy. Osoba, która wdycha powietrze poprzez papierosa – razem z dymem i wszystkim, co w nim jest – jest w sytuacji, w której narzekanie na jakość powietrza jest strasznie mało wiarygodne” – bredził jaśnie pan książę-minister.

Społeczna świadomość zagrożenia jest zasługą działań różnych inicjatyw oddolnych, takich jak Polski Alarm Smogowy. Dzięki nim o zanieczysz-czeniu powietrza wreszcie zaczęto mówić w mediach. Zmusiło to rząd do zajęcia stanowiska w tej sprawie. Należy żywić nadzieję, że nacisk oddolnych ruchów zmusi wreszcie rządzących do podjęcia realnych działań.

Michał Wysocki

Tags:

Category: Gazeta - luty 2017

Comments are closed.