baner.pracdem.stary

Faszystowski front Marine Le Pen

| 21 kwietnia 2017
16.04.17 Paryż. Antyfaszystowska demonstracja przeciw Marine Le Pen

16.04.17 Paryż. Antyfaszystowska demonstracja przeciw Marine Le Pen

Zdaniem Davea Sewella kandydatka we francuskich wyborach prezydenckich z partii Front National (FN) Marine Le Pen pozostaje zadeklarowaną nazistką pomimo podejmowanych przez nią wysiłków zmierzających do uładzenia wizerunku

Gdy ówczesny przywódca Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen dotarł do drugiej tury wyborów prezydenckich w 2002 r., we Francji wybuchły masowe protesty.

Piętnaście lat później dominacja w sondażach jego córki i następczyni – Marine Le Pen – jest traktowana jako oczywistość.

Swój sukces zbudowała ona na podsycanym przez partie głównego nurtu rasizmie oraz na „de-demonizacji” Frontu Narodowego.

Gorzko skonfliktowana z ojcem Marine Le Pen odcina się od dużej części jego toksycznego wizerunku. Jednak różnice między obiema postaciami sprowadzają się do taktyki, a nie pryncypiów.

Wybory zawsze były dla Frontu Narodowego jedynie środkiem do celu, którym było wydobycie faszystowskiej prawicy z powojennego ostracyzmu.

Le Pen senior zbudował swoją partię na propagowaniu śmiertelnej nienawiści oraz kontynuacji faszystowskiej tradycji Adolfa Hitlera i Benito Mussoliniego.

W 1995 r. aktywiści Frontu Narodowego, w trakcie akcji plakatowej, zabili strzałem w plecy nastolatka Ibrahima Ali-Abdallaha, a w czasie przemarszu FN ulicami Paryża grupa skinheadów wrzuciła marokańskiego imigranta Brahima Bouhane’a do Sekwany.

Partyjna paramilitarna „służba ochrony” liczy dziś około 1,5 tys. bandytów dysponujących przerażającym uzbrojeniem.

Strategia Le Pena polegała na ukryciu tego odrażającego oblicza pod maską poważnego męża stanu, by umożliwiać mu dotarcie do szerszej publiczności.

Jednak część tej szerszej publiczności miała być wciągnięta do twardych założeń ideologicznych – w tym celu konieczne bywało chwilowe zrzucenie maski.

To, co wydawało się jedynie „lapsusami” w związku z tematami tabu, takimi jak negowanie Holokaustu, było tak naprawdę częścią przemyślanej strategii. Powodowało to odpływ części wyborców, ale zmuszało tych, którzy pozostali, do radykalizacji poglądów.

Marine Le Pen odgrywa tę samą sztuczkę. W 2015 r. pozwoliła sobie na odwołującą się do biologii rasistowską retorykę w nazistowskim stylu, składając obietnicę „ograniczenia imigracji bakteryjnej” związanej z napływem uchodźców będących nosicielami „pozaeuropejskich chorób”.

Wprawdzie celem ataków ruchu są przede wszystkim muzułmanie, to jednak Holokaust pozostaje kluczowym elementem jego tożsamości.

Tylko w tym miesiącu Le Pen oznajmiła, że Francja nie ponosi odpowiedzialności za organizowane przez francuskie władze i prowadzone przez francuską żandarmerię [w czasie II wojny światowej] akcje wyłapywania Żydów, w celu deportowania ich do nazistowskich obozów śmierci.

Za zamkniętymi drzwiami przekaz Frontu Narodowego jest dużo bardziej jednoznaczny. Nicejski szef partii Benoit Loeuillet musiał opuścić szeregi FN, gdy do opinii publicznej trafiło nagranie, w którym twierdził, że w czasie Holokaustu „wbrew temu, co się mówi, nie było masowych mordów”.

Oprócz ideologii spoiwem Frontu Narodowego jest aktywizm – od wieców po ciche akty przemocy.

Organizacja stała za wieloma protestami, które odbyły się w miasteczkach i wsiach przeciwko relokacji uchodźców z Calais.

Jednak w celu ochrony wizerunku na potrzeby agitacji wyborczej wiele akcji bezpośrednich prowadzonych jest przez ugrupowania satelickie.

Marine Le Pen przecięła związki FN z tymi, które okryły się złą sławą z powodu stosowania przemocy – ulicznymi siepaczami ze „studenckiego związku” GUD oraz skinheadami z Młodzieży Nacjonalistyczno-Rewolucyjnej.

Ich miejsce zajęły inne grupy – przede wszystkim Bloc Identitaire. W 2015 r. jego lider w Nicei Philippe Vardon został wybrany regionalnym radnym Frontu Narodowego. W zeszłym roku został on skazany na sześć miesięcy więzienia za napaść na tle rasistowskim z użyciem gazu łzawiącego i noża.

Inny kandydat FN Rodolphe Schwarz był organizatorem spontanicznych marszów policjantów z października zeszłego roku. Były to w ostatnim czasie jedne z niewielu protestów, których żądania zostały spełnione przez francuski rząd.

W odpowiedzi na lutowy wybuch wściekłości spowodowany kolejnymi przypadkami przemocy ze strony policji, parlament zgodził się na zwiększenie uprawnień funkcjonariuszy do użycia broni. Nic dziwnego, że połowa z nich i ich rodzin głosuje na FN.

Polityce tej towarzyszy stan ciągłego napięcia i chwiejnej równowagi, a każde potknięcie potęguje konflikty wewnętrzne.

W 1999 r. doszło do rozłamu, gdy wiceprzewodniczący partii Bruno Megret potępił „ekstremizm” Le Pena, aby następnie utworzyć skoncentrowaną na udziale w wyborach formację: Narodowy Ruch Republikański (MNR), która niebawem się rozpadła. Le Penowi udało się szybko odbudować rozbitą organizację.

Dziś ważna linia podziału przebiega pomiędzy otwarcie homofobiczną Marion Marechal-Le Pen oraz gejem i „modernizatorem” Florianem Philippotem.

Inną osią sporu jest „antysystemowa” retoryka Le Pen oraz jej sukces, przez który partia wpada w objęcia systemu.

Le Pen nie udało się wykorzystać skandalu finansowego konserwatysty Francoisa Fillona, ponieważ sama znalazła się pod lupą śledczych w identycznych okolicznościach.

Wybory samorządowe z 2014 r. pokazały, jak trudno było Frontowi Narodowemu zbudować dostatecznie szerokie zaplecze kadrowe. Z trudem wystawiono kandydatów na wszystkie stanowiska – obecnie około 400 spośród 1,5 tys. wybranych kandydatów opuściło szeregi partii.

Aby odnieść sukces, faszyści muszą zawsze być bezwzględnymi oportunistami, którzy umieją dostosować się do zmieniającej się sytuacji.

Jednak wewnętrzne sprzeczności mogą prowadzić do zguby – właśnie to było przyczyną upadku nazistowskiej Brytyjskiej Partii Narodowej.

Jeżeli uda się utrzymać sprzeczności w ryzach do czasu zdobycia władzy, powstają warunki do ich rozwiązania – co miało miejsce podczas „nocy długich noży” w 1934 r., gdy Hitler pozbył się swoich konkurentów. Powodzenie polityki faszystów zależy od oporu, na jaki natrafiają.

Francuscy politycy głównego nurtu nie podejmują z nimi walki.

Wszystkie główne partie dostarczają Frontowi Narodowemu pożywki poprzez wspieranie rasizmu. Partie centrowo-prawicowe i liberalne flirtują z nim, mając nadzieję na sojusz.

Odpowiedzią centrolewicy na groźby FN jest ustępowanie miejsca konserwatystom podczas wyborów, licząc na to, że ci podejmą walkę.

Tymczasem Front Narodowy jest zaskakująco mało odporny na ataki. Le Pen wkłada wiele wysiłku w zatarcie etykiety „F jak faszyzm, N jak nazizm” właśnie dlatego, że jest ona dla partii tak bardzo groźna.

Gdy niedawno niewielka grupa korsykańskich nacjonalistów zakłóciła kongres Frontu Narodowego, służba porządkowa partii zareagowała atakiem z użyciem gazu łzawiącego, co spowodowało konieczność ewakuacji wszystkich osób znajdujących się na sali.

W zeszłym miesiącu policja całkowicie zajęła wieś Rignac tylko dlatego, że działacze antyfaszystowscy zarezerwowali w niej salę. W większych miastach tysiące ludzi uczestniczy w protestach przeciwko Frontowi Narodowemu.

U wielu milionów osób partia ta wywołuje obrzydzenie. Istnieje zatem potencjał do powstania masowego ruchu antyfaszystowskiego, który mógłby ten nurt zdławić i zniszczyć.

Jeżeli pozwoli mu się dalej rozwijać, grozi to nie tylko tym, że faszyści zwyciężą w wyborach, ale także tym, że podejmą próby zniesienia wszelkiej demokracji.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

 

Category: Gazeta - maj 2017

Comments are closed.