baner.pracdem.stary

Debata: Czy powinniśmy wspierać powstanie w Syrii?

| 1 kwietnia 2012
1.04.12  Kafranbel. Protest przeciw Asadowi.

1.04.12 Kafranbel. Protest przeciw Asadowi.

Pracownicza Demokracja popiera rewolucję w Syrii. Nie wszyscy na lewicy się z tym zgadzają. Iracki uchodźca mieszkajacy w Brytanii, Sami Ramadani, twierdzi na przykład, że ludzie na czele ruchu oporu działają w interesie Zachodu. W reakcji na to, Simon Assaf – regularny korespondent Socialist Worker (tygodnika naszej siostrzanej organizacji w Brytanii) nt. Bliskiego Wschodu, wyjaśnia dlaczego należy poprzeć powstańców i przeciwstawiać się zachodniej interwencji.
Sami Ramadani:
Frakcje pronatowskie przejęły inicjatywę

Sytuacja w Syrii dzieli lewicową opinię.

Jednakże Simon Assaf w swych ostatnich doniesieniach w Socialist Worker, w poważny sposób mylnie interpretuje rozwój wydarzeń w Syrii i na Bliskim Wschodzie po wspaniałych powstaniach ludowych.

Myślenie życzeniowe zastąpiło tutaj analizę materialistyczną.

Musimy uznać, że kontrrewolucja wspierana przez imperialistów, na krótką metę odzyskała inicjatywę i przeszła do ofensywy.

W Syrii dzierży władzę skorumpowana, bezwzględna klasa panująca. Lewicowi aktywiści ponieśli ciężkie represje od czasu zamachu stanu Hafiza Asada w 1970 roku.

Po tym właśnie zamachu Henry Kissinger – ówczesny sekretarz stanu USA – określił Syrię mianem „czynnika stabilności”.

Reżim Hafiza Asada wspierany przez średniowiecznych, saudyjskich dyktatorów, odegrał wiodącą rolę w osłabianiu palestyńskiego ruchu oporu w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych.

Syryjskie wojska w sojuszu z siłami proizraelskimi w Libanie zdławiły libańskie i palestyńskie siły postępowe.

Reżim poparł również USA w wojnie o Kuwejt w 1991 roku.

Nikt nie mówił wówczas o reżimie „opartym o alawickie sekty” i finansowanym przez „saudyjskich wahabitów”- jak to media zwykły robić dzisiaj.

Syria jest częściowo okupowana przez Izrael.

Jakakolwiek władza, porzucająca zamiar wyzwolenia Syrii spod okupacji, nie może liczyć na legitymizację Syryjczyków. Amerykańskie obietnice „wynagrodzenia” Syrii – poprzez zwrot okupo­- wanych terytoriów spełzły na niczym.

W tym samym czasie szereg czynników zmieniło rolę Syrii w regionie. Od bycia aktywnym sojusznikiem imperializmu i skutecznego wspierania Izraela w Libanie, Syria przeszła do wspomagania irackiego ruchu oporu przeciw amerykańskiej okupacji.

Do tych czynników należy powstanie Iranu jako potężnej antyamerykańskiej i antyizraelskiej siły oraz klęska wojsk amerykańskich w Iraku.

Niepowstrzymany wzrost libańskiego ruchu oporu, który wyzwolił południowy Liban i pokonał proizraelskie i prosaudyjskie siły, również miał znaczenie.

Opór ten prowadził Hezbolach wspierany przez Syrię.

Teraźniejsze protesty w Syrii rozpoczęły się spontanicznie i były w większości kierowane przez postępowych ludzi. Dążyli oni do radykalnych reform politycznych.

Ale stosowane przez reżim krwawe represje i akty terroru ze strony sekciarzy i bandytów pokroju Al-Kaidy zmieniły sytuację.

Będąca katarską własnością, jadowicie sekciarska Al-Dżazira i zachodnie media zniekształcają obraz wydarzeń.

Po dokładniejszym rozpatrzeniu sprawy, okazuje się, że podobnie jak w Libii, inicjatywę przejęły frakcje pronatowskie.

Frakcje te zdominowały Syryjską Radę Narodową i Wolną Armię Syryjską (FSA).

FSA została założona i jest logistycznie wspierana przez Turcję – członka NATO.

Libańscy sojusznicy USA, Francji i Izraela, proamerykańskie siły irackie, Jordania, libijscy terroryści i natowskie siły specjalne są zaangażowane w pomoc dla syryjskiej kontrrewolucji.

Jednak Socialist Worker zadziwiająco ogłasza, że wspierani przez NATO bandyci są rewolucjonistami.

Wstrząśnięci powstaniem, katarscy i saudyjscy szejkowie finansują sekciarskich przywódców Bractwa Muzułmańskiego i duchownych salafickich. Celem tego jest pogrążenie Syrii w odmęcie religijnej wojny domowej.

Jednakże, jeśli Syria dołączyłaby do imperialistów izraelskich w planach ataku na Iran, zgniotła palestyński i libański ruch oporu, a także wspomogła USA w Iraku, syryjski reżim byłby pozytywnie oceniany jako państwo wprowadzające reformy i za organizowanie wyborów w maju.

W Iraku imperialiści zniszczyli kraj. Zabili milion ludzi. Cztery miliony ludzi zostało uchodźcami – milion z nich uciekło do Syrii.

Są to świadectwa tego, co stało by się z Syrią, gdyby katarsko-saudyjskie zamiary doszły do skutku.

Większość ludzi na lewicy i antyimperialistycznych demokratów jest tego świadomych.

Niestety, Socialist Worker nie jest.
Simon Assaf:
Rewolucje pokazują, że zwykli ludzie stanowią siłę, która może zmieniać świat

Rewolucja syryjska spowodowała mnóstwo rozważań dotyczących jej kierunku, strategii i taktyki. 

Debaty o rewolucji przepełnione są sympatią dla ludzi i ich walki z dyktaturą.

Ale zdarzają się też rozmowy z tymi, którzy wspierają reżim i w każdym działaniu przeciw niemu widzą robotę „ciemnych sił”.

Zwolennicy reżimu widzą Syryjczyków jako pionki w większej grze.

Postrzegają ich jako marionetki spisku, obracającego się w różnych okresach wokół Al-Kaidy, sunnickich band, „duchownych salafickich”, agentów izraelskich, bądź amerykańskich pachołków działających na rzecz szejków z nad Zatoki Perskiej.

W tym scenariuszu ludzie są bierni i naiwni, pozbawieni własnych interesów.

Takie podejście ignoruje fakt, że od samego początku hasłem rewolucji było: „Wszyscy Syryjczycy to jedność”.

Syryjskie powstanie nie jest skierowane przeciwko alawitom lub chrześcijanom – z których wielu wsparło rewolucję. Jest to bunt przeciw dyktaturze.

Zwolennicy syryjskiego reżimu traktowali dezerterów z wojska jak agentów Zachodu.

Nie chcą widzieć żołnierzy przerażonych tym, co kazano im robić i przyłączających się do ludzi przeciw którym ich wysłano.

Prawda jest prostsza. Reżimy arabskie, bez względu na zabarwienie polityczne, nigdy nie reprezentowały interesów ludności.

Są to reżimy klęski powstałe z ery porażek.

Jeszcze nie dawno wielu Syryjczyków trzymało język za zębami, zdając sobie sprawę z zagrożenia ze strony Zachodu i Izraela.

Syria jako jedyny kraj, wspierała antyimperialistyczny ruch oporu w regionie, a Syryjczycy odłożyli na bok ich własne interesy.

Fala rewolucyjna w krajach arabskich zdjęła jej ten ciężar z ramion.

Ludzie domagali się, by reżim zrealizował swoje obietnice reform, co oczywiście było niemożliwe.

Fakt rewolucji jest najlepszym świadectwem ich braku.

Zwolennicy reżimu wskazują na prozachodnich szarlatanów z Syryjskiej Rady Narodowej.

Ignorują przy tym powstałe w wyniku rewolucji komitety lokalne, w skład których wchodzą: młodzież, pracownicy, chłopi, działacze lewicy, aktywiści lokalni i z Facebooka – którzy odrzucają interwencję z zewnątrz.

Zachwalają Baszada Asada, za rolę jaką odegrał w zwycięstwie nad Izraelem w 2006 roku.

Nie chwalą jednak zwykłych ludzi, którzy otworzyli swoje domy przed uchodźcami i których dotykają represje.

Rewolucja wyzwoliła o wiele potężniejszą siły w Egipcie, Jemenie, Tunezji, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie i w niezliczonych, innych miejscach w świecie arabskim.

To poświęcenie zwykłych ludzi zadaje cios za ciosem imperializmowi i jego tyranom.

Ruchy te zaczynają ujawniać swój potencjał.

Te rewolucje zwykłych ludzi bezwarunkowo popierają syryjskie powstanie.

Nie ma tego lepszego wyrazu, niż syryjska flaga rewolucyjna na Placu Tahrir w rocznicę powstania egipskiego.

Teraz ci, którzy nigdy nie popierali rewolucji, mówią nam o konieczności jej odrzucenia. Dlaczego? Ze względu na groźbę wojny z Iranem.

Nie jest to nowe zagrożenie. Od lat w ten sposób kiwano paluszkiem na tych wszystkich, którzy ośmielili się podnosić kwestię represji i więźniów politycznych oraz korupcji.

Na szczęście nowe, rewolucyjne pokolenie dawno już odrzuciło tę retorykę.

Syryjska rewolucja ma swoją historię, swe wyzwania i swoje brzemię. Ci, którzy ją popierają, będą walczyć o jej niezależność i przeciwko jakiejkolwiek ingerencji Zachodu.

Przede wszystkim będziemy bronić jej przed tymi, którzy wysuwają oszczerstwa wobec latami uciskanych ludzi, desperacko pragnących przejąć kontrolę nad własnym życiem.

Tłumaczył Michał Wysocki

 

 

Simon Assaf:

Rewolucje pokazują, że zwykli ludzie stanowią siłę, która może zmieniać świat

 

Rewolucja syryjska spowodowała mnóstwo rozważań dotyczących jej kierunku, strategii i taktyki.

Debaty o rewolucji przepełnione są sympatią dla ludzi i ich walki z dyktaturą.

Ale zdarzają się też rozmowy z tymi, którzy wspierają reżim i w każdym działaniu przeciw niemu widzą robotę „ciemnych sił”.

Zwolennicy reżimu widzą Syryjczyków jako pionki w większej grze.

Postrzegają ich jako marionetki spisku, obracającego się w różnych okresach wokół Al-Kaidy, sunnickich band, „duchownych salafickich”, agentów izraelskich, bądź amerykańskich pachołków działających na rzecz szejków z nad Zatoki Perskiej.

W tym scenariuszu ludzie są bierni i naiwni, pozbawieni własnych interesów.

Takie podejście ignoruje fakt, że od samego początku hasłem rewolucji było: „Wszyscy Syryjczycy to jedność”.

Syryjskie powstanie nie jest skierowane przeciwko alawitom lub chrześcijanom – z których wielu wsparło rewolucję. Jest to bunt przeciw dyktaturze.

Zwolennicy syryjskiego reżimu traktowali dezerterów z wojska jak agentów Zachodu.

Nie chcą widzieć żołnierzy przerażonych tym, co kazano im robić i przyłączających się do ludzi przeciw którym ich wysłano.

Prawda jest prostsza. Reżimy arabskie, bez względu na zabarwienie polityczne, nigdy nie reprezentowały interesów ludności.

Są to reżimy klęski powstałe z ery porażek.

Jeszcze nie dawno wielu Syryjczyków trzymało język za zębami, zdając sobie sprawę z zagrożenia ze strony Zachodu i Izraela.

Syria jako jedyny kraj, wspierała antyimperialistyczny ruch oporu w regionie, a Syryjczycy odłożyli na bok ich własne interesy.

Fala rewolucyjna w krajach arabskich zdjęła jej ten ciężar z ramion.

Ludzie domagali się, by reżim zrealizował swoje obietnice reform, co oczywiście było niemożliwe.

Fakt rewolucji jest najlepszym świadectwem ich braku.

Zwolennicy reżimu wskazują na prozachodnich szarlatanów z Syryjskiej Rady Narodowej.

Ignorują przy tym powstałe w wyniku rewolucji komitety lokalne, w skład których wchodzą: młodzież, pracownicy, chłopi, działacze lewicy, aktywiści lokalni i z Facebooka – którzy odrzucają interwencję z zewnątrz.

Zachwalają Baszada Asada, za rolę jaką odegrał w zwycięstwie nad Izraelem w 2006 roku.

Nie chwalą jednak zwykłych ludzi, którzy otworzyli swoje domy przed uchodźcami i których dotykają represje.

Rewolucja wyzwoliła o wiele potężniejszą siły w Egipcie, Jemenie, Tunezji, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie i w niezliczonych, innych miejscach w świecie arabskim.

To poświęcenie zwykłych ludzi zadaje cios za ciosem imperializmowi i jego tyranom.

Ruchy te zaczynają ujawniać swój potencjał.

Te rewolucje zwykłych ludzi bezwarunkowo popierają syryjskie powstanie.

Nie ma tego lepszego wyrazu, niż syryjska flaga rewolucyjna na Placu Tahrir w rocznicę powstania egipskiego.

Teraz ci, którzy nigdy nie popierali rewolucji, mówią nam o konieczności jej odrzucenia. Dlaczego? Ze względu na groźbę wojny z Iranem.

Nie jest to nowe zagrożenie. Od lat w ten sposób kiwano paluszkiem na tych wszystkich, którzy ośmielili się podnosić kwestię represji i więźniów politycznych oraz korupcji.

Na szczęście nowe, rewolucyjne pokolenie dawno już odrzuciło tę retorykę.

Syryjska rewolucja ma swoją historię, swe wyzwania i swoje brzemię. Ci, którzy ją popierają, będą walczyć o jej niezależność i przeciwko jakiejkolwiek ingerencji Zachodu.

Przede wszystkim będziemy bronić jej przed tymi, którzy wysuwają oszczerstwa wobec latami uciskanych ludzi, desperacko pragnących przejąć kontrolę nad własnym życiem.

Tags:

Category: Gazeta - kwiecień 2012

Comments are closed.